Dania jest nową Szwajcarią

RYNEK

Kryzys to klątwa dla garstki krajów o stabilnych finansach. Do tej pory przekonała się o tym Szwajcaria. Czy teraz kolej na Danię?

Wystraszeni zawirowaniami w światowej gospodarce inwestorzy na gwałt szukają bezpiecznego schronienia. Już dawno przestał się dla nich liczyć jakikolwiek zarobek. Cel jest tylko jeden: znaleźć miejsce na tyle bezpieczne, by móc ochronić kapitał. To coraz trudniejsze zadanie. Najlepiej pokazuje to liczba krajów, którym udało się zachować prestiżową ocenę potrójnego AAA u wszystkich trzech głównych agencji ratingowych. Na całym świecie jest ich… dwanaście. Efekt? Kapitał wali tam drzwiami i oknami.

Przekonała się o tym Szwajcaria. Napływ kapitału do tamtejszych banków tak wzmocnił franka, że zagroził kondycji eksporterów. Teraz ten sam scenariusz grozi Danii. Tamtejszy bank centralny w ostatnich dwóch tygodniach dwukrotnie obciął stopy procentowe. Mimo to korona ciągle zyskuje na wartości. Kurs euro wobec duńskiej waluty szoruje po dolnym ograniczeniu wahań ustalonym przez bank centralny. Skąd ta miłość do skandynawskiego kraju? Rzut oka na podstawowe wskaźniki gospodarcze i wszystko jasne. Zgodnie z zapowiedziami rządu w Kopenhadze w przyszłym roku deficyt budżetowy spadnie do 1,7 proc. PKB. Dług publiczny sięgnie, według Komisji Europejskiej, zaledwie 42 proc. PKB. Stopa bezrobocia to tylko nieco ponad 4 proc., należy do najniższych na Starym Kontynencie. Do tego kraj cieszy się nadwyżką na rachunku bieżącym. Duńczykom udało się już posprzątać po pękniętej bańce na krajowym rynku nieruchomości. Banki otrzymały państwową pomoc. W oczach specjalistów duńskiej walucie pod względem bezpieczeństwa nie mogą się równać nawet korony zza miedzy — szwedzkie i norweskie.

— Jeżeli strefa euro rozpadnie się zupełnie, spodziewamy się, że korona będzie powiązana z silną nową marką niemiecką. Tego samego nie można oczekiwać po koronie szwedzkiej i norweskiej. Nie wiadomo, jak te waluty zareagowałyby w takim przypadku — zauważa Arne Lohmann Rasmussen, główny analityk Danske Banku.

Efekt jest taki, że obligacje rządu w Kopenhadze są jeszcze bardziej rozchwytywane od tych znad Łaby. Nie tak dawno Niemcom udało się sprzedać krótkoterminowe papiery przy ujemnym oprocentowaniu. Dla Duńczyków to chleb powszedni. Ujemne oprocentowanie oferują u nich nawet papiery trzyletnie. Również na 10 lat to Duńczycy pożyczają taniej. Rentowność ich obligacji 10 letnich jest niższa o 20 punktów bazowych od tych niemieckich. To największa różnica od prawie pół roku.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marek Wierciszewski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu