Zazwyczaj wielki zagraniczny koncern oskarża o piractwo jakąś polską firmę. Tym razem jednoosobowa polska firma uważa za pirata lokalny oddział zachodniego koncernu.
Wedle relacji Krzysztofa Kalarusa, właściciela firmy informatycznej SMB Design, wszystko zaczęło się w 1997 r. Z problemami w zakresie IT miała się do niego wtedy zwrócić firma kurierska Servisco. Obie strony uzgodniły, że SMB Design będzie wystawiać faktury za serwis sieci komputerowej zabrzańskiej filii Servisco.
— Dane na fakturach nie odzwierciedlały mojej rzeczywistej roli, ale tak nam upłynęły stosunki do 2000 r. Nie narzekałem — przyznaje Krzysztof Kalarus.
W 2002 r. Deutsche Post dokupiła brakujące 40 proc. udziałów w Servisco i przejęła firmę na własność. Zbiegło się to z wykupieniem przez Deutsche Post amerykańskiej firmy DHL, której markę przejęły usługi kurierskie świadczone przez niemiecką pocztę.
Serwisant producentem
Tymczasem właściciel SMB Design zajął się oprogramowaniem dla skanerów halowych — urządzeń wyposażonych w czytnik kodów kreskowych, pozwalający automatycznie rejestrować w systemie IT obrót przesyłkami. W firmie kurierskiej jedno z ważniejszych zagadnień.
Powstał program o nazwie Scanner Pump. Że był użyteczny, nie ma wątpliwości. W toku późniejszych postępowań kierownik działu oprogramowania Servisco/DHL, współpracujący z Krzysztofem Kalarusem w latach 2000-03, zeznawał, że współpraca układała się bardzo dobrze, aplikacje wykonane przez Krzysztofa Kalarusa spełniały oczekiwania firmy kurierskiej, a zlecenia były wykonywane terminowo.
Ryczałtowe faktury wystawiane przez SMB Design nie dotyczyły już serwisu sieci komputerowej, lecz konsultacji informatycznych. Co ważne, nie było żadnego dokumentu odnoszącego się do praw autorskich lub licencji na oprogramowanie.
— Dałem wiarę zapewnieniom o uregulowaniu sprawy w późniejszym terminie — opowiada Krzysztof Kalarus.
Z jego relacji wynika, że zrobił jeszcze trzy mniej istotne programy, aż w końcu przyszła kolej na aplikację wystawiającą listy przewozowe (CAS) — kolejną ważną dla firmy kurierskiej.
— Zaproponowałem ryczałtową umowę, która obejmie świadczone przeze mnie konsultacje oraz produkcję i licencjonowanie oprogramowania — opowiada Krzysztof Kalarus.
Do porozumienia nie doszło. Poza standardowymi gratyfikacjami za konsultacje SMB Design dostał jednak 45 tys. zł ekstra.
— Pod względem formalnym system CAS, choć pełnosprawny, został przygotowany jako wersja demonstracyjna i tego stanu dotyczyła zapłata — uważa właściciel SMB Design.
Był jednak dobrej myśli. Zgodnie z prawem, umowa o przeniesienie autorskich praw majątkowych wymaga zachowania formy pisemnej pod rygorem nieważności. Podobnie z wyłączną umową licencyjną. Rygor nieważności? Nie trzeba być prawnikiem, aby zrozumieć.
Z końcem czerwca 2003 r., Krzysztofa Kalarusa przyjął Piotr O., dyrektor IT i jednocześnie członek zarządu Servisco/DHL. Zlecił on SMB Design współpracę przy tworzeniu aplikacji CAS. W trakcie późniejszych prawnych przepychanek podkreślał, że przez cały czas współpracy z Servisco/DHL właściciel SMB Design nie wystąpił o prawne udokumentowanie współpracy ani z propozycją licencjonowania aplikacji. Z jego zeznań wynika, że gdy został dyrektorem, postanowił uregulować wszelkie sprawy pod względem prawnym.
— Nie miał dla mnie wiele czasu. Przekazał mi umowę z komentarzem: bardzo nam się śpieszy, masz trzy dni na podpisanie, dyskutować nie masz z kim. Jeśli nie podpiszesz, zakończymy współpracę — opowiada Krzysztof Kalarus.
Nie podpisał.
— Nie mogłem podpisać umowy darowizny moich praw autorskich w połączeniu z traktowaniem mnie jak poważnej firmy tam, gdzie chodziło o moje obowiązki i odpowiedzialność, oraz jak pracownika tam, gdzie szło o moje prawa i pokrycie kosztów produkcji — podkreśla Krzysztof Kalarus.
Spór o miliony
W sierpniu 2003 r. pisemnie zażądał wypłacenia 20 tys. zł za każdy miesiąc bezumownego używania programu Scanner Pump i 350 tys. zł za program CAS. Takie same stawki miały obowiązywać w kolejnych miesiącach, w których DHL korzystałoby z tego oprogramowania na mocy proponowanych jednocześnie umów licencyjnych. W przypadku aplikacji dla skanerów z samych zaległości uzbierałoby się 720 tys. zł. Dla systemu do wystawiania listów przewozowych zaległości wyniosłyby 3,5 mln zł.
Do porozumienia nie doszło. W grudniu 2003 r. wysłał jeszcze jedno pismo. Tym razem wezwanie do zaprzestania naruszania praw autorskich poprzez bezumowne wykorzystywanie pięciu programów.
W kwietniu 2004 r. właściciel SMB Design złożył na policji doniesienie o popełnieniu przestępstwa polegającego na nieautoryzowanym użytkowaniu oprogramowania przez Servisco/DHL.
Śledztwo zostało umorzone. Uzasadnienie? „Wprawdzie zgodnie z prawami autorskimi użytkownik programu komputerowego powinien posiadać pisemne licencje na jego użytkowanie, jednak organy ścigania nie mogą wkraczać w kompetencje sądów cywilnych, które są uprawomocnione do rozstrzygnięcia sporu o wysokość roszczeń pomiędzy stronami”. Innymi słowy, skoro stronom chodzi o pieniądze, to sprawa nie nosi znamion przestępstwa?
— Nietrudno dociec, co tak przeraziło prokuraturę. Nie dość, że DHL to firma nader poważna, to jeszcze rozległa, a oprogramowanie będące materiałem dowodowym było w niej wszędzie — od centrali przez kilkadziesiąt oddziałów, a nawet siedziby klientów — wzdycha Krzysztof Kalarus.
Składa zażalenie do Prokuratury Okręgowej w Warszawie. Uznaje ona, że uzasadnienie było niefortunne. Wymyśla nowe — sporne programy powstały w wyniku nieformalnego stosunku pracy.
Pan jest autorem?
Kolejne zażalenie trafiło do sądu. Uznał on, że „w toku postępowania ograniczono się tylko do zeznań osób, które reprezentowały firmę Servisco”. Zwrócił też uwagę, że nawet na tej podstawie trudno się doszukać stosunku pracy w relacjach Krzysztofa Kalarusa ze spółką kurierską. Choćby dlatego, że wystawiał on faktury na SMB Design, a nawet przedstawiciele DHL przyznawali, że opiewały one na istotnie wyższe kwoty niż wynagrodzenia pracowników. Nade wszystko sąd zalecił, aby „stwierdzić jednoznacznie, czy istnieją jakiekolwiek pisemne dokumenty dotyczące praw autorskich”.
Organy ścigania zabrały się do pracy. Krzysztof Kalarus miał się natychmiast stawić na policji.
— Panie Kalarus, czy pan może przedstawić jakikolwiek dokument potwierdzający, że jest pan autorem spornego oprogramowania — padło pytanie.
Informatyk oświadczył, że zgodnie z polskim prawodawstwem nie ma nawet prawnej możliwości rejestrowania autorstwa. Wystarczy, że materiał dowodowy, włącznie z zeznaniami przedstawicieli DHL, nie mówi nic innego.
Prokuratura Rejonowa Warszawa-Mokotów ponownie umorzyła śledztwo. Dlaczego? Przedstawiciele DHL zapewnili, że nie używają już programów SMB Design.
— Więc może i mordowali, ale skoro już nie mordują, to nie ma sprawy — zaznacza Krzysztof Kalarus.
Kreśli kolejne pisma do organów państwa. Prosi o pomoc prezydenta, rzecznika praw obywatelskich, prokuratury apelacyjną i krajową.
Radź pan sobie sam
Kancelaria prezydenta wytłumaczyła, że głowa państwa nie ocenia działań oraz decyzji podejmowanych przez inne organy i instytucje, w tym prokuraturę i niezawisłe sądy.
Prokuratury apelacyjna i krajowa odesłały pismo do okręgowej, tej samej, której decyzję o umorzeniu postępowania już raz zakwestionował sąd. Ponownie uznała ona, że problem nie istnieje. „Niedopełnienie wymaganych formalności prawnych związanych z udzieleniem licencji na korzystanie z określonych programów nie może skutkować odpowiedzialnością karną przedstawicieli Servisco/DHL, którzy działali w przekonaniu, iż jako podmiot, na rzecz którego świadczy usługi informatyczne pokrzywdzony, są uprawnieni do korzystania z oprogramowania. Przekonanie to uzasadnione było tym bardziej, że za świadczone usługi Servisco/DHL systematycznie realizowało wypłaty na podstawie wystawianych przez K. Kalarusa faktur”.
Wcześniejsze postanowienie sądu, sugerujące poszukiwanie pisemnej umowy? Rygor nieważności w razie braku pisemnej umowy, wymieniony w ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych? Odrzucenie zażalenia przez prokuraturę okręgową definitywnie zakończyło zaangażowanie w sprawę polskich organów ścigania.
Rzecznik praw obywatelskich nie może zaś podejmować działań, które mogłyby naruszać niezawisłość sędziowską. Poczeka na zakończenie procesu i co najwyżej rozważy wniesienie kasacji od prawomocnego orzeczenia końcowego.
Rosnące roszczenia
Mimo niechęci prokuratury do zajmowania się sprawą, do procesu jednak doszło. Latem 2005 r. Krzysztof Kalarus złożył subsydiarny akt oskarżenia w Sądzie Rejonowym dla Warszawy-Mokotowa, czyli akt oskarżenia bez udziału prokuratury. Oskarżył trzech menedżerów DHL Express (Poland) o to, że co najmniej od stycznia 2002 r. do 2004 r. nielegalnie korzystali z cudzych programów komputerowych o wartości 24,3 mln zł. Skąd ta kwota, skoro dwa lata wcześniej swoje straty wyceniał na nieco ponad 4,2 mln zł?
Wedle właściciela SMB Design wzrost roszczeń uzasadnia transakcja dokonana przez Deutsche Post, która za 14 mln euro miała kupić angielski system zbliżony funkcjonalnie do polskiego CAS.
Właściciel SMB Design, oskarżył prezesa Aleksandra M., dyrektora ds. informatyki i członka zarządu Piotra O. oraz członka zarządu ds. finansowych Ulricha J. Pierwszemu i ostatniemu zarzucił też, że usiłowali od niego wyłudzić przysługujące mu majątkowe prawa autorskie do programów komputerowych. Chodziło o propozycję umowy z czerwca 2003 r.
Zarzuty wobec Niemca odpadły pierwsze, bo Krzysztof Kalarus nie potrafił ustalić jego miejsca zamieszkania.
— Sąd zwrócił się do polskiego oddziału DHL o wskazanie miejsca pobytu Ulricha J. DHL odpowiedziało, że nie ma pojęcia, gdzie przebywa człowiek jeszcze przed chwilą piastujący niezwykle odpowiedzialną funkcję w zarządzie, będący zaufanym menedżerem Deutsche Post nadzorującym działania Polaków. Najprostszy chyba sposób unikania odpowiedzialności przez korporacje. Wystarczy obsadzać zarządy obywatelami innych państw i dbać o należytą rotację — wścieka się szef i zarazem pracownik SMB Design.
W lutym 2007 r. znane jest uzasadnienie wyroku dotyczące meritum sporu. Sąd uznał, że SMB Design mimo braku pisemnej umowy, godziła się na korzystanie z jej programów przez Servisco/DHL.
„Niedopełnienie zaś przez strony wymagań wynikających z Ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych, związanych z zawarciem w formie pisemnej umowy licencji na korzystanie z przedmiotowych programów bądź umowy o przeniesieniu autorskich praw majątkowych, nie może w takiej sytuacji skutkować odpowiedzialnością karną przedstawicieli Servisco, którzy biorąc także pod uwagę fakt, że Krzysztof Kalarus świadczył na rzecz Servisco Sp. z o.o. usługi informatyczne, za które uzyskiwał określone wynagrodzenie, mogli żywić uzasadnione przekonanie, że Servisco jest firmą także z tego tytułu uprawnioną do korzystania z przedmiotowego oprogramowania, opracowanego na potrzeby Servisco”.
Sąd odrzucił też zarzut wyłudzenia. Podkreślił, że w czerwcu 2003 r. właścicielowi SMB Design został przedstawiony tylko projekt umowy, a niezależnie od jego oceny, jako projekt był tylko materiałem wyjściowym do dalszych negocjacji. Postępowanie zostało umorzone.
Sprawy nie ma
Sąd Okręgowy w Warszawie, do którego odwołał się informatyk, uznał taką decyzję za przedwczesną. Zwrócił uwagę, że z treści uzasadnienia decyzji sądu rejonowego nie wynika, od kiedy właściwie DHL zaprzestał korzystania z programów opracowanych przez Krzysztofa Kalarusa, czy korzystała z nich jeszcze po zwróceniu się przezeń o zaprzestanie korzystania z tych programów, a także „jaka właściwie łączyła strony umowa i pomiędzy kim miałaby być zawarta”. Sprawa ponownie trafiła do sądu pierwszej instancji. Był 14 czerwca 2007 r. Wedle ostatnich ustaleń, akt oskarżenia przeciwko menedżerom DHL,Express (Poland) zostanie odczytany dopiero 10 września 2008 r. Ale zdaniem DHL sprawy nie ma.
„W związku z Pana korespondencją emailową zatytułowaną »Pytania z Pulsu Biznesu« pragniemy poinformować, że naszej spółce nic nie jest wiadomym, aby była ona w »sporze« z Krzysztofem Kalarusem. Nie wiemy o żadnym postępowaniu, w którym stroną byłaby nasza spółka. Już tylko z tego powodu nie jest stosownym, abyśmy próbowali odpowiadać na przekazane pytania. Pan Kalarus, jako zleceniobiorca, współpracował z naszą spółką wiele lat temu i nie może on twierdzić, aby jakakolwiek wystawiona przez niego faktura nie została zapłacona. Spośród kilkuset aplikacji używanych przez naszą firmę kilka rozwiązań, które tworzył i współtworzył czy też wprowadzał Krzysztof Kalarus, po rozwiązaniu przez niego umowy zostało usuniętych i zastąpiono je innymi w terminach wyprzedzających wymagania prawa autorskiego” — głosi oświadczenie działu prawnego DHL Express (Poland), które nasza redakcja otrzymała w odpowiedzi na przesłane pytania.
Z pytaniami zwróciliśmy się też bezpośrednio do menedżerów DHL. Odesłali nas do swojego prawnika, który na piśmie zaprzeczył zarzutom stawianym przez Krzysztofa Kalarusa, nie życząc sobie jednak cytowania w artykule tej odpowiedzi.
Prowadź interesy z głową
Jaki werdykt wyda sąd, okaże się dopiero za jakiś czas. Niezależnie jednak od tego, czy uzna, że wielki koncern był piratem, czy też że Krzysztof Kalarus jest zwykłym pieniaczem, pragnącym osiągnąć nienależne korzyści kosztem swojego kontrahenta, cała sprawa jest modelowym przykładem, jak nie należy prowadzić interesów. Mimo że prawo jasno mówi, że przy relacjach, jakie łączyły SMB Design i Servisco/DHL kwestię praw autorskich i licencji na oprogramowanie powinno się uregulować w formie pisemnej, obie firmy tego wymogu nie dochowały. Nie dochowały, mimo iż jedna specjalizuje się w usługach IT, a więc powinna być wyczulona na wszelkie przepisy prawne z tą dziedziną związane, a druga zalicza się do tej wielkości koncernów, co z prawnikami konsultują niemal wszystko. Tymczasem w tym wypadku wpuściła do wewnątrz jakiegoś człowieka, dała mu dostęp do newralgicznych dla siebie systemów IT, a nawet zaczęła korzystać ze stworzonych przez niego aplikacji. I wszystko „na gębę”. n
