Dawne regiony boją się utraty szans rozwoju

Marek Matusiak
opublikowano: 2000-03-08 00:00

Dawne regiony boją się utraty szans rozwoju

Trzydzieści trzy miasta utraciły status miast wojewódzkich w wyniku reformy administracyjno-samorządowej przeprowadzonej z górą rok temu. Miasta te w szczególny sposób, w znacznie większym stopniu niż inne aglomeracje Polski, doświadczyły zmian instytucjonalnych. W ich przypadku bowiem reforma kojarzy się raczej z likwidowaniem instytucji niż budową nowych struktur, chociaż oba procesy toczyły się tam równolegle.

RCSS przeprowadziło analizę wpływu utraty statusu administracyjnego na sytuację byłych miast wojewódzkich. Dokument w założeniu miał być z jednej strony przedstawieniem sytuacji tych miast, z drugiej zaś — subiektywnym rejestrem problemów, z którymi borykają się ich mieszkańcy.

OCENA tych badań jest — jak się wydaje — skażona wspomnianym wyżej subiektywizmem przedstawicieli byłych miast wojewódzkich. Wniosek taki w sposób naturalny wynika z faktu, iż w zdecydowanej większości tych miast ich sytuację definiuje się jako kryzysową. Zgłaszane są przy tym obawy przed negatywnymi skutkami utraty statusu, co uznawane było jako realne zagrożenie dalszego rozwoju danej aglomeracji. Chodzi o to, że przez utratę statusu wojewódzkiego miasta te dodatkowo stracą budżetowe źródła finansowania. Obawy dotyczyły też ewentualnego bezrobocia wśród pracowników likwidowanych urzędów wojewódzkich i urzędów administracji specjalnej.

PERSPEKTYWA kilkunastu miesięcy funkcjonowania w nowych warunkach administracyjnych nie jest wystarczająca do ferowania jednoznacznych obiektywnych ocen — ten okres jest na to zbyt krótki. To po pierwsze. Po drugie zaś, trudno znaleźć wspólny mianownik dla wszystkich byłych miast wojewódzkich. Nie tylko ze względu na fakt, iż liczebność niektórych z nich (Ciechanowa, Krosna, Sieradza czy Skierniewic) nie przekracza 50 tys. mieszkańców, a innych (Bielska-Białej, Częstochowy, Radomia i Torunia) znacznie przewyższa 150 tys. Przede wszystkim natomiast dlatego, że ich problemy są niejednorodne. Mają one swe źródła w zacofaniu jednych i wysokim poziomie rozwoju innych. Nie można więc liczyć na rozwiązanie problemów wynikających z ubocznych skutków prowadzonych reform i zaspokojenie potrzeb wynikających z utraty niektórych funkcji tych miast poprzez wprowadzenie jednego programu osłonowego.

POWSTAJE pytanie, czy taki program osłonowy w ogóle jest potrzebny. Odpowiedź — jak się wydaje — powinna być pozytywna. Z jednej bowiem strony specyfika sytuacji tych miast polega na zachodzących tam znacznie głębszych instytucjonalnych zmianach w porównaniu z innymi ośrodkami. Tymczasem mogą one, i powinny, stanowić ośrodki równoważenia rozwoju kraju i subregionalne centra aktywizacji gospodarczej. Z drugiej zaś — z artykułowanych sygnałów wynika, iż w miastach tych maleje zainteresowanie firm z zewnątrz (w tym także zagranicznych) lokowaniem inwestycji, już teraz ma miejsce odpływ młodzieży i osób z wyższym wykształceniem, które dla siebie nie widzą szans na samorealizację w teoretycznie skazanych na gospodarczy i intelektualny zastój aglomeracjach.

JEST OCZYWISTE, iż negatywne odczucia związane z reformą administracyjną dotyczą utraty prestiżu, zwłaszcza w miastach przez całe lata wiodących w swoich regionach, jak Kalisz, Piotrków Trybunalski czy Koszalin, gdzie brak statusu wojewódzkiego ma raczej charakter ambicjonalny niż społeczny czy gospodarczy. Równie oczywiste jest jednak, że byłe miasta wojewódzkie są — albo mogą być, i to z pełną premedytacją — traktowane przez obecne stolice regionów jak ubodzy krewni. A przecież nie jest to problem marginalny, bowiem dotyczy prawie co dziesiątego Polaka.

FOBIE I REALIA: Osoby mieszkające w byłych miastach wojewódzkich i wokół nich zgłaszają liczne — na razie jednak nie do końca potwierdzone — obawy przed negatywnymi skutkami utraty swego statusu.