Publiczna sprzedaż akcji Banku PKO BP trwa w najlepsze. Giełdowy debiut zbliża się wielkimi krokami. Ale kontrowersje zamiast znikać, rosną z nia na dzień.
Za sobą mamy już wystane dniami w kolejkach lokaty prywatyzacyjne, gwarantujące objęcie akcji bez redukcji. Zarówno Jacek Socha - minister skarbu, jak i Andrzej Podsiadło - prezes PKO BP zgodnie twierdzą, że okazały się one sukcesem. Tylko dla kogo? Czy na pewno dla samych inwestorów, którzy by nabyć akcje musieli niemal cofnąć się do poprzedniej epoki. Zasada „kto pierwszy ten lepszy” od początku budziła kontrowersje. Jak można się było przekonać, w pełni uzasadnione. A co z potencjalnymi inwestorami, którzy nie mogli założyć lokat z powodu awarii systemu komputerowego jak było chociażby w Poznaniu czy na Podlasiu? Kto zwróci im za stracony w kolejkach czas? Czy nie lepiej było wzorem cywilizowanych rynków zapewnić równy dostęp do oferty dla wszystkim, nawet kosztem redukcji zleceń kupna?
Jesteśmy ciekawi Państwa opinii w tej kwestii. Czemu, a przede wszystkim komu służą tego typu rozwiązania? Czy mają tylko nakręcić spiralę zainteresowania ofertą, mamiąc perspektywą TAKICH zysków. Co z pieniędzmi jakie tanim kosztem w ten sposób pozyskał sam bank? Czy podniosą one wartość instytucji, a może zasilą inną kieszeń?
Doczekaliśmy się też pierwszych analiz oferty PKO BP. Zawarte w nich zostały elementy wyceny, które pozwalają już szacować przybliżoną wartość banku i jego akcji. Poznaliśmy też przedział cenowy w jakim zawrze się ostateczna cena emisyjna walorów. Zdaniem Ministerstwa Skarbu Państwa, będzie to pomiędzy 17,50 a 20,50 zł. To tanio, czy może zbyt drogo? Wiadomo, że propozycja resortu skarbu trafiła w oczekiwania analityków odnośnie ceny. Ale, czy ich zdanie jest w tej kwestii najważniejsze.
Czy aby poznać „obiektywną” wycenę największego polskiego banku detalicznego będziemy musieli czekać do prezentacji raportów zagranicznych instytucji finansowych, czy też można zawierzyć analizom sporządzonym przez krajowe podmioty?
Czy na ich podstawie będzie w końcu można podjąć decyzję, czy w ogóle warto sobie zawracać głowę lewarami kredytowymi oferowanymi przez maklerów? Głosy co do zysków jakie będzie można zrealizować na papierach PKO BP są podzielone. Część analityków straszy wręcz perspektywą „zjedzenia zysków” przez koszty kredytu, co wydaje się bardzo prawdopodobne w sytuacji niemal 100-proc. redukcji zleceń.
Dla kogo jest więc ta całą oferta. Pytanie wydaje się o tyle uzasadnione, że wszystkie przyjęte rozwiązania stawiają drobnych, zwykłych inwestorów na raczej straconej pozycji. Jak więc w tym wszystkim znaleźć złoty środek?
Liczymy na Państwa wiedzę i doświadczenie. Zachęcamy serdecznie do wyrażania swoich opinii w kwestiach związanych z największą w dotychczasowej historii warszawskiej giełdy prywatyzacją polskiej spółki.
Redakcja PB.Net