Inwestor ma wzmocnić Polsat przed wejściem na giełdę. Ale musi zgodzić się na twarde warunki — większościowego pakietu nie dostanie.
„PB”: Jeszcze niedawno mówił pan, że debiut giełdowy wciąż się opóźnia. Teraz Polsat wydaje klarowny sygnał, że rozmawia z inwestorami. Co się zmieniło?
Zygmunt Solorz-Żak: Coraz więcej osób kręci się po firmie, więc postanowiliśmy poinformować o tym prasę, by uniknąć domysłów i niepotrzebnych plotek. Jesteśmy na etapie zapraszania poszczególnych grup do rozmów.
Po co panu inwestor? I to akurat teraz? Zainteresowani kręcili się wokół Polsatu od dawna.
Współpraca z dużymi grupami medialnymi pomoże nam zagwarantować pozycję czy zwiększyć oglądalność. Inwestor z biblioteką i doświadczeniami na arenie międzynarodowej może sporo wnieść do spółki. Zwłaszcza że chcemy dobrze wejść na giełdę.
Do tej pory nie chciał pan oddać kontroli nad spółką. Czy znajdzie pan inwestora strategicznego, który pogodzi się z brakiem kontroli?
Inwestor ma do wyboru — albo wejdzie na rynek, obejmując u nas mniejszościowe udziały, albo nie wejdzie w ogóle. Nadal planujemy sprzedaż kapitału mniejszościowego, wliczając w to giełdę, co daje inwestorowi maksymalnie 15-20 proc. udziałów.
Czy rozmawiają państwo z CME Ronalda Laudera lub Bertelsmannem?
Nie tylko.
Czyli potwierdza pan, że o te dwie firmy chodzi?
Nie potwierdzam, nie zaprzeczam.
Czy wejście inwestora nie opóźni znowu planowanego debiutu giełdowego?
Wszystko powinno się odbyć na początku 2007 r. Zobaczymy, czy będzie to jednoczesne wejście inwestora i debiut czy konkurs piękności przed debiutem.
Co z TV4? Czy kupi pan tę stację przed wejściem Polsatu na giełdę?
Możliwe.
Od kilku miesięcy mówi się o zmianach w zarządzie Polsatu. Plotki są tak uporczywe, że zastanawiam się, kiedy w końcu dojdzie do przetasowań.
Na razie nie mamy żadnych tego typu planów. Rozmawiamy o inwestorze, więc w takiej sytuacji trudno mówić o zmianach w zarządzie.