DEBN szuka kasy na igłę

opublikowano: 20-05-2019, 22:00

Start-up medyczny potrzebuje 7 mln zł na badania kliniczne igły do biopsji prostaty.

Rak prostaty to cichy zabójca. Tylko w Polsce rocznie diagnozuje się blisko 15 tys. przypadków, a umiera na niego 5-6 tys. mężczyzn. Standardową procedurą jego wykrywania jest biopsja prostaty, przeprowadzana przy użyciu prostej igły. Rocznie na świecie wykonuje się 4-5 mln takich badań, a według prognoz WHO ich liczba podwoi się w ciągu dwóch dekad. I jest z nimi problem.

DEBN, którego współtwórcą jest urolog Marcin Sieczkowski (z prawej),
a dyrektorem operacyjnym Michał Krużycki, chce ograniczyć ryzyko infekcji
grożących pacjentom przy biopsji prostaty. Rynek igieł do takiego zabiegu jest
wart około 100 mln EUR, a według twórców nowa technologia może szybko zastąpić
starsze rozwiązania
Zobacz więcej

OKŁOPOTLIWA INFEKCJA:

DEBN, którego współtwórcą jest urolog Marcin Sieczkowski (z prawej), a dyrektorem operacyjnym Michał Krużycki, chce ograniczyć ryzyko infekcji grożących pacjentom przy biopsji prostaty. Rynek igieł do takiego zabiegu jest wart około 100 mln EUR, a według twórców nowa technologia może szybko zastąpić starsze rozwiązania Fot. Marek Wiśniewski

— U 7 proc. badanych pacjentów po biopsji gruczołu krokowego występują powikłania infekcyjne. Istotna ich część wymaga hospitalizacji — globalnie koszt leczenia tych powikłań i wypłat odszkodowań to rocznie 1,5 mld EUR. Powód jest prosty. Zabieg wykonuje się przezodbytniczo, więc przy wprowadzaniu igły do gruczołu krokowego wprowadza się również do niego bakterie jelitowe. Przed potencjalnie groźną infekcją mają chronić podawane przed badaniem doustnie antybiotyki, ale ich skuteczność nie jest stuprocentowa, a bakterie mają coraz wyższą oporność — tłumaczy Marcin Sieczkowski, urolog i współtwórca spółki DEBN.

Udoskonalona igła

Marcin Sieczkowski wraz z Arturem Gibasem, także urologiem, na przełomie lat 2014/15 zaczął pracować nad usprawnieniem procedury i ograniczeniem ryzyka infekcji.

— Nasz pomysł to pokrycie igły do biopsji specjalną powłoką polimerową, zawierającą kombinację antybiotyków, która ma skuteczniej zapobiegać infekcji w miejscu wkłucia. Zmniejsza to w sposób wyraźny ryzyko infekcji, a jednocześnie sprawia, że przyjmowana przez pacjenta dawka antybiotyków podawana miejscowo nie uszkadza ważnej mikrobioty jelitowej — mówi Marcin Sieczkowski.

Lekarze początkowo samodzielnie finansowali prace, ale na etapie zgłoszeń patentowych musieli sięgnąć po zewnętrzne finansowanie. W 2017 r. 0,5 mln zł dał im fundusz Alfabeat, a potem 1 mln zł dołożył fundusz Kvarko.

— Mamy patent w Polsce, dalsze procedury patentowe trwają w Unii Europejskiej, USA, Japonii, Brazylii, Australii i Kanadzie. Zakończyliśmy testy przedkliniczne i jesteśmy gotowi do przeprowadzenia wieloośrodkowego badania klinicznego na pacjentach w Polsce, na które mamy już zgodę komisji bioetycznej. Chcemy też równolegle prowadzić to badanie w Niemczech — mówi Marcin Sieczkowski.

Potrzebne pieniądze

Na badania i komercjalizację potrzebne są jednak większe pieniądze.

— Chodzi o kwotę rzędu 7 mln zł. Uzyskaliśmy rekomendacjędo dotacji w wysokości 3,2 mln zł z programu Szybka Ścieżka, więc w praktyce musimy pozyskać 4-4,5 mln zł od inwestora: finansowego albo branżowego — mówi Michał Krużycki, dyrektor operacyjny spółki DEBN.

Jej przedstawiciele twierdzą, że rynek bardzo szybko może zweryfikować ich produkt.

— Badania kliniczne nie będą trwały długo — przy tego rodzaju infekcjach obserwacja pacjentów nie musi być długotrwała, więc spodziewamy się, że zajmie to około roku. Potem kilka miesięcy potrwa uzyskanie certyfikacji i w 2021 r. nasze igły powinny być gotowe do wprowadzenia na rynek w Unii Europejskiej. Mamy już zainteresowanych dystrybutorów naszego wynalazku — mówi Michał Krużycki.

Rynek igieł do biopsji prostaty jest wart globalnie około 100 mln EUR.

— Uważamy, że nasz produkt może w szybkim tempie zdobyć znaczące udziały rynkowe — celujemy w 30 proc. do 2025 r. Szacunki opieramy m.in. na tym, jak szybko w leczeniu kardiologicznym zdobyły rynek powlekane lekami stenty. Oczywiście nie zamierzamy samodzielnie zajmować się produkcją — strategia zakłada, że będziemy udzielać producentom wyrobów medycznych licencji na nasze rozwiązanie — mówi Michał Krużycki.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marcel Zatoński

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy