Defaulty oswojone

  • Emil Szweda
10-04-2016, 22:00

Odsetek niewykupionych obligacji na Catalyst nie odstaje znacząco od notowanego na rynkach rozwiniętych, różni się natomiast strukturą.

Zbyt łatwo dochodzi w Polsce do defraudacji, które zbyt rzadko są karane.

Oczywiście, aby porównać jabłka z gruszkami, trzeba pewnych uproszczeń. Telewizja CNBC podała w ubiegłym tygodniu, że odsetek defaultów obligacji o ratingu poniżej oceny inwestycyjnej wyniósł 3,8 proc. W Polsce niewiele firm ma rating, a jeszcze mniej uzyskało oceny inwestycyjne (od BBB— w górę), dlatego w pewnym uproszczeniu można porównać ten wynik z odsetkiem 3,1 proc. niewykupionych papierów na Catalyst przez ostatnich 12 miesięcy (na taki wynik wskazuje Indeks Default Rate opracowany przez Obligacje. pl).

Statystyka zadaje więc kłam teoriom, jakoby inwestowanie w obligacje firm wiązało się w Polsce z ponadprzeciętnie wysokim ryzykiem, choć oczywiście to tylko statystyka. Inwestorzy, którzy dali się skusić na papiery Ganta, e-Kancelarii czy PCZ, mają na ten temat zapewne odmienne zdanie.

Trudno odmówić im racji.

Odsetek niewykupionych emisji o wartości 10 mln zł wyniósł w I kwartale (w ujęciu 12-miesięcy)22,9 proc. Co czwarty złoty nie wrócił do inwestorów i ta statystyka raczej odstrasza od rynku, niż zachęca do inwestowania. Jednak jak podaje serwis bonds.about.com, odsetek defaultów wśród obligacji, którym nadano rating na poziomie CCC i poniżej, sięga 26,85 proc. Znów upraszczając sprawę — emisje do 10 mln zł w większości kwalifikowałyby się zapewne do oceny CCC lub poniżej tego poziomu.

Różnica w porównaniu z rynkami rozwiniętymi nie ogranicza się do samego faktu istnienia ocen ratingowych w każdej notowanej serii obligacji (brak ocen ratingowych to wciąż zaciągnięty hamulec ręczny w rozwoju Catalyst), ale przede wszystkim w charakterze samych defaultów. O ile na świecie bankrutują firmy, które ponoszą ryzyko biznesowe związane obecnie z notowaniami surowców, o tyle w Polsce są to zwykle ordynarne defraudacje, które nie tylko nie są karane, ale znajdują wręcz naśladowców, o czym niestety wkrótce przekonamy się po raz kolejny.

Mimo to, kiedy zna się już statystyki, wróg wydaje się bardziej oswojony. Dzięki trzymaniu się firm o porządnym standingu (a przecież wciąż poniżej ratingu inwestycyjnego) ryzyko zanotowania defaultu we własnym portfelu spada 10-krotnie, a w przypadku firm z oceną powyżej A— niemal do zera.

Dobrze się więc składa, że rynek publicznych emisji obligacji opartych na prospektach emisyjnych w Polsce rozkwita. Trwają zapisy na obligacje Ghelamco (4,0 pkt. proc. ponad WIBOR6M; 50 mln zł), we wtorek rusza emisja Bestu (50 mln zł; 3,5 pkt. proc. ponad WIBOR3M), na dniach zapisy zbierać będzie PCC Rokita (5 proc.; 25 mln zł) — trzy firmy, które od lat są wizytówką detalicznej części Catalyst. W porównaniu z latami 2012-13 wyraźnie spadło ryzyko dla posiadaczy obligacji deweloperów.

Mieszkaniowa hossa została wykorzystana do obniżenia lewarowania. Dla trzynastu deweloperów mieszkaniowych, którzy opublikowali raporty roczne, a są notowani na detalicznej części Catalyst, dług netto w relacji do kapitału własnego obniżył się z 0,59 do 0,43 (średnia), zaś saldo gotówki przyrosło o 51 proc., do 1,3 mld zł. A przecież mieszkaniowa hossa trwała w najlepsze także w pierwszym kwartale. © Ⓟ

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Emil Szweda Obligacje.pl

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Obligacje / Defaulty oswojone