Deficyt budżetowy w 2004 r. może wynieść 42,1 mld zł. Marne są szanse, że Narodowy Bank Polski przekaże do budżetu 9 mld z rezerwy rewaluacyjnej — twierdzi wicepremier Jerzy Hausner. Ale rozmowy z NBP jeszcze potrwają.
Wczoraj przed południem doszło do długo oczekiwanego spotkania wicepremiera Jerzego Hausnera, ministra finansów Andrzeja Raczki z szefami Narodowego Banku Polskiego.
„Przedmiotem rozmowy była kwestia wykorzystania rezerw dewizowych NBP w celu redukcji zadłużenia zagranicznego. Możliwości rozwiązania tego zagadnienia mają być poddane analizie od strony prawnej i techniczno-rachunkowej” — głosił oficjalny komunikat.
Szczegółów rozmów jednak nie podano.
Po południu przemówili za to politycy.
— Założenia budżetowe na 2004 r. zostaną zmienione, gdyż szanse na przekazanie przez bank centralny kwoty 9 mld zł są równe zeru — uważa wicepremier Jerzy Hausner.
Jego zdaniem, deficyt w przyszłym roku wyniesie 42,1 mld zł. Dodaje jednak, że dokładna kwota będzie znana w chwili, gdy Andrzej Raczko przedstawi zmienione założenia do ustawy budżetowej.
A nowy minister finansów zasygnalizował już, że resort finansów zrezygnuje z założeń Grzegorza Kołodki, zakładających „na papierze” 33 mld zł deficytu — i to właśnie dzięki wykorzystaniu rezerwy rewaluacyjnej.
— Jeśli ktoś wpisał kwotę 33 mld zł deficytu, to ja obnażam tę fikcję — ucina wicepremier Jerzy Hausner.
Minister Raczko jest cały czas optymistą co do możliwości osiągnięcia porozumienia z NBP. Zapowiedział, że dalsze rozmowy z bankiem centralnym skupią się na wykorzystaniu części rezerw walutowych NBP do ograniczenia długu zagranicznego. Kwestia rezerwy rewaluacyjnej pozostanie w tych negocjacjach sprawą „wtórną”.
— Naszym wspólnym celem jest racjonalizacja zadłużenia zagranicznego przy współpracy z NBP. Chcemy obniżyć koszty obsługi długu oraz poziom zadłużenia, ale w taki sposób, aby nie odbiło się to negatywnie na poziomie rezerw walutowych banku centralnego — zapewnia Andrzej Raczko.
Minister zapowiada także, że w przyszłym roku zrestrukturyzuje wydatki i będzie szukał oszczędności po stronie nakładów socjalnych. Szef resortu finansów nie ujawnił jednak, czy i do jakiego poziomu wzrośnie w przyszłym roku deficyt budżetowy.