Deklaracje nie zastąpią decyzji

Jacek ZalewskiJacek Zalewski
opublikowano: 2024-03-28 20:00

W obrządkach chrześcijańskich kościołów wschodnich, czyli według kalendarza juliańskiego, Wielkanoc w tym roku wypada nie kilkanaście dni po naszej gregoriańskiej, lecz dopiero… 5 maja.

Posłuchaj
Speaker icon
Zostań subskrybentem
i słuchaj tego oraz wielu innych artykułów w pb.pl
Subskrypcja

Ta świąteczna ogromna rozbieżność terminowa doskonale symbolizuje polaryzację poglądów w sprawie konfliktu głównie rolnego na granicy Polski z Ukrainą, stanowiącej zarazem zachodnie kresy Unii Europejskiej (UE) oraz Organizacji Traktatu Północnoatlantyckiego (NATO). Polsko-ukraińskie konsultacje międzyrządowe zostały uzgodnione na 28 marca już pod koniec lutego i wtedy wydawało się, że tak długi okres przygotowawczy zaowocuje konkretami, które rozładują patową sytuację graniczną. Pod przewodem premiera Denysa Szmyhala stawił się niemal cały ukraiński rząd, niektórzy ministrowie przyjechali już 27 marca. Premier Donald Tusk wystawił analogicznie silną reprezentację polskiego gabinetu. Deklarowana przyjaźń obu rządów wzbijała się wręcz pod niebiosa, ale dorobek konsultacji sprowadzał na twardą ziemię przede wszystkim brak kompromisu rolnego. Drugim obszarem bardzo zapalnym jest transport drogowy.

W obu dziedzinach władze polskie mają związane ręce, chociaż ich nakazem jest obrona naszej gospodarki. Umowy unijno-ukraińskie maksymalnie sprzyjają interesom państwa napadniętego przez Rosję i już dwa lata tak tragicznie doświadczanego. Poprzedni rząd polski w jednolitym unijnym froncie akceptował te umowy, ponieważ taka była oczywista potrzeba chwili. Zdecydowanie jednak nie zadbano o równowagę i interesy przedsiębiorców z Polski, podobnie jak z pozostałych państw stykowych. Ukraińscy przewoźnicy uzyskali przywileje nieosiągalne dla firm z państw unijnych, które obowiązuje przyjęty cztery lata temu dość rygorystyczny transportowy pakiet mobilności. Podobnie wywóz produktów rolnych drogą lądową, będący skutkiem blokady ukraińskich portów nad Morzem Czarnym, tylko teoretycznie stał się tranzytem – nieszczelne procedury wciąż umożliwiają wlewanie się taniego ukraińskiego zboża i innych produktów do Polski jako kraju docelowego.

W konsultacjach uczestniczyli szefowie wielu resortów – infrastruktury, funduszy, rozwoju, finansów, aktywów państwowych oraz oczywiście rolnictwa. Rozmawiano m.in. o umowie liberalizującej handel unijno-ukraiński, udziale naszych firm w odbudowie Ukrainy, integracji tego państwa z UE, a także o konfliktowych kwestiach rolnych. Wszystkie ministerstwa podkreślają postępy, ale w kwestiach niepierwszoplanowych. Zmiany w umowach unijno-ukraińskich wymagają długiej procedury, która politycznie jest znacznie trudniejsza niż korekta wewnątrzwspólnotowej wspólnej polityki rolnej. Złagodzenie rygorów Europejskiego Zielonego Ładu jeszcze przed wyborami do Parlamentu Europejskiego (6-9 czerwca) zostało już praktycznie przesądzone, natomiast postulowane przez naszych transportowców i rolników zaostrzenie przepisów – czyli znaczne pogorszenie ich z punktu widzenia ukraińskiego – nie wchodzi w grę ani w obecnej kadencji, ani też po ukonstytuowaniu się jesienią nowych unijnych władz.

Stosunkowo jaśniejszym punktem jest współpraca Polski i Ukrainy w ważnym sektorze zbrojeniowym. Nasza strona zadeklarowała gotowość do wspólnej produkcji oraz modernizacji śmigłowców, produkcji tak potrzebnej Ukrainie amunicji do armat 125 mm (kaliber jeszcze radziecki) na potrzeby broni pancernej, systemów przeciwlotniczych, radiolokacyjnych oraz optyczno-elektronicznych, a także serwisowania czołgów – również poradzieckich. Trudno natomiast było spodziewać się, że dorobkiem konsultacji konsultacji będzie umowa regulująca kwestie handlu produktami rolnymi między oboma państwami. W tej sprawie stanowiska są i po prostu pozostaną rozbieżne. Prowadzimy dialog, ale jego stan wciąż nie jest zadowalający i nie pozwala na jakieś optymistyczne konkluzje.