59 lat – tyle wynosi przepaść cywilizacyjna pomiędzy nami, a sąsiadami zza Odry, jeśli weźmiemy pod uwagę poziom wynagrodzeń. Dokładnie tyle samo lat zajmie przeciętnemu Polakowi pogoń za średnim unijnym wynagrodzeniem – to główny wniosek z raportu firmy konsultingowej (Salary Catch Up Index), który ma być od tej pory publikowany cyklicznie.

– Wygląda to depresyjne – komentuje Tomasz Wróblewski, partner zarządzający Grant Thornton, główny autor raportu.
Średnie wynagrodzenie w Polsce, według danych GUS, rośnie i wynosi obecnie 4,7 tys. PLN w sektorze przedsiębiorstw (wzrost rdr o 6,7 proc.). Z ostatnich danych Eurostatu (za 2016 r.) wynika, że przeciętny Polak zarabia miesięcznie 982 EUR – trzy razy mniej niż wynosi średnia unijna (2,9 tys. EUR). W Luksemburgu średnio zarabia się 4,5 tys. EUR, najwięcej w UE. Najmniej zaś w Bułgarii – 460 EUR.
Pod względem wysokości średniej płacy jesteśmy dziś na 20. miejscu w UE, czyli w ogonie, ale tempem ich wzrostu ustępujemy tylko pięciu krajom. Teoretycznie moglibyśmy się cieszyć, bo nasze portfele „puchną” stosunkowo szybko (dziś średnia płaca w Polsce stanowi ok. jednej trzeciej średniej UE, jeszcze 18 lat temu stanowiła jedną czwartą) – ale tylko, dopóki nie zaczniemy się dalej bawić statystyką. Według raportu Grant Thornton, gdyby w Polsce średnie wynagrodzenie rosło w takim tempie jak obecnie (uwzględniając inflację), czyli o 4,53 proc. rocznie (dynamika z lat 2014-16), to najszybciej pod względem poziomu płac w UE dogonimy Portugalię – w 2023 r. Najpóźniej Niemcy – w 2077 r. W tym samym czasie nasze płace mają szansę się zrównać ze średnią UE, co wydaje się dość zaskakujące.
– Należy wziąć pod uwagę, że średnia unijna ma dobrą dynamikę, bo uwzględnia Polskę, Bułgarię i Rumunię, czyli biedniejsze kraje, gdzie średnie zarobki rosną relatywnie szybko – tłumaczy Tomasz Wróblewski.
Dodaje, że pod względem płac nadal jesteśmy „kopciuszkiem Europy”.
– Skrócenie tego okresu będzie możliwe wyłącznie w przypadku dynamicznego wzrostu polskiej gospodarki, a to z kolei wymaga wzrostu innowacyjności polskich firm – komentuje Tomasz Wróblewski.
Te biedniejsze państwa, z którymi dziś nie musimy się ścigać, depczą nam po piętach – z analiz Grant Thornton wynika, że już w 2029 r. dogoni nas Rumunia, jeśli dynamika wzrostu płac utrzyma się tam na obecnym poziomie 8,32 proc. (najwyższym w UE).
Jeśli porównać dynamikę wzrostu płac z dynamiką wzrostu PKB okaże się, że wynagrodzenia w Polsce rosną wyraźnie wolniej niż gospodarka.
– Dynamiczny rozwój polskiej gospodarki nie w pełni przekłada się na wzrost wynagrodzeń. Sukces Polaków jest zdecydowanie mniejszy niż sukces Polski – mówi Tomasz Wróblewski. Gdyby dynamika wzrostu wynagrodzeń rosła u nas równo z PKB, przeciętny Polak zarabiałby dziś miesięcznie o 1834 zł więcej.