Związek PKP Intercity wynajął detektywa, który zbierze dowody, że opinie o konduktorach biorących łapówki są nierzetelne.
Wszystko zaczęło się od wyemitowanego w lutym programu w Polsacie. Dziennikarze udawali pasażerów bez biletów. W zamian za niewypisanie mandatu dali dwójce konduktorów z PKP Intercity (PKP IC) pieniądze. Zdarzenie nagrali ukrytą kamerą. W programie wystąpiło też anonimowo dwóch byłych konduktorów, którzy opowiadali o łapownictwie w branży.
W PKP IC zawrzało. Konduktorzy rozpoznali w narratorach byłych kolegów, którzy odeszli z pracy, kiedy firma nie przedłużyła z nimi umowy.
— Program był nierzetelny, ponieważ opierał się na relacji nierzetelnych osób, szkalujących środowisko, z którego zostały usunięte — tłumaczy Ireneusz Rokita, przewodniczący Związku Zawodowego Drużyn Konduktorskich Regionu Śląskiego (ZZDKRS).
W zebraniu dowodów potwierdzających małą wiarygodność informatorów Polsatu pomoże agencja detektywistyczna wynajęta przez związek. Chodzi o przebieg pracy zawodowej tych osób.
Po co to wszystko? W ten oryginalny sposób związek chce bronić dobrego imienia konduktorów i chronić środowisko przed represjami zarządu. Po emisji programu posadę stracił szef kontroli wewnętrznej w spółce. Związkowcy obawiają się kolejnych zwolnień, dlatego zamierzają przekonać kierownictwo firmy, że opinie o łapownictwie wśród konduktorów są niesprawiedliwe.