Determinacja graczy powstrzymała spadki

Włodzimierz Uniszewski
opublikowano: 25-04-2008, 00:00

Po serii spadków giełda znalazła się w trudnym położeniu. Za wyprzedażą stała obawa przed większą korektą w USA, po dojściu tamtejszego rynku do poziomu silnego oporu. Za każdym razem jednak amerykańskie indeksy wychodziły z opresji obronną ręką, podczas gdy warszawskie coraz bardziej się pogrążały. Także środowa przecena w Warszawie okazała się zupełnie chybiona, bo tego dnia amerykańscy inwestorzy chętnie kupowali akcje. Po zakończeniu nowojorskiej sesji nastroje jednak się pogorszyły po kolejnej serii wyników ze spółek, m.in. Apple i Amazon.

Wczoraj rano inwestorzy na GPW stanęli przed poważnym dylematem. Z jednej strony prawdopodobieństwo spadku za oceanem znowu wydawało się wyższe niż wzrostu. Z drugiej — indeksy mniejszych spółek znalazły się bardzo blisko styczniowego minimum, a WIG20 zatrzymał się tuż nad 2800 pkt. W tym rejonie przebiega linia długoterminowego trendu, prowadzona od minimum z 2003 r.

Warszawscy inwestorzy zrezygnowali tym razem z kolejnej próby przechytrzenia amerykańskich indeksów i wybrali wariant heroiczny. Przystapili do obrony ostatniego szańca blokującego dostęp do styczniowego dna koniunktury. Ta nieco desperacka taktyka przyniosła w końcu sukces.

Popyt skupił się na największych spółkach, które udało się utrzymać cały dzień nad kreską mimo kiepskiego początku dnia na rynkach zagranicznych. W segmencie małych i średnich firm kupujących nadal jednak było jak na lekarstwo. Mimo to także tam udało się wreszcie przerwać ciąg spadków, który trwał dłużej niż na rynku blue chipów i wyrządził znacznie większe szkody.

Wczorajszą sesję trudno jednak uznać za przełomową, gdyż zatrzymaniu złej passy nie towarzyszył istotny wzrost obrotów, a siła popytu, szczególnie na szerokim rynku, była niewielka. WIG20 po porannym podskoku spędził długie godziny w konsolidacji, z której wyrwały go dopiero dane makroekonomiczne z USA. Zaskakująco dobre informacje z rynku pracy ożywiły popyt i WIG20, niesiony falą optymizmu, zdołał niemal dotknąć 2900 pkt. Później kupującym zabrakło sił, a indeksowi zagroził nawet powrót do poziomu otwarcia po publikacji fatalnych danych o sprzedaży nowych domów w USA. Na szczęście mobilizacja popytu w ostatniej chwili doprowadziła do zwyżki indeksu na zamknięciu o 1,7 proc.

Co dalej?

Jeszcze nie przełom

Amerykańskie indeksy nie mogą poradzić sobie z oporem. Dopóki im się nie uda, kontynuacja odbicia na GPW jest mało prawdopodobna. Dodatkowy czynnik ryzyka stanowi długi majowy weekend. Tuż przed nim odbędzie się posiedzenie Rezerwy Federalnej, na którego wynik warszawscy inwestorzy nie będą już mogli zareagować. W takiej sytuacji trudno spodziewać się silniejszego uderzenia popytu. Sukcesem będzie już utrzymanie obecnej wartości indeksów, na co jest spora szansa.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Włodzimierz Uniszewski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu