Lekki spadek lub najwyżej trend horyzontalny to zdaniem DI BRE Banku najbliższa przyszłość giełd w USA - wynika z comiesięcznego raportu opracowanego 5 marca. Analitycy uważają, że Polskę ekspansywna polityka fiskalna dotknie dopiero pod koniec 2003 r., a wtedy będziemy już blisko Unii Europejskiej. Oto pełny tekst analizy:
Nie ma obecnie szans na powrót rynku amerykańskiego do trendu wzrostowego. Prawdopodobnie nie nastąpi to także w przyszłym roku. Dla przywrócenia koniunktury na Wall Street konieczne jest obniżenie poziomu zadłużenia gospodarstw domowych i firm oraz poprawa wyników finansowych spółek. Proces ten będzie jednak bardzo żmudny. W powolnym tempie wzrastać będzie popyt konsumpcyjny i inwestycyjny – główne komponenty PKB. Dochody gospodarstw domowych będą przeznaczane w dużej części na redukcję zadłużenia a nie na dodatkową konsumpcję. Popyt inwestycyjny wstrzymywany będzie z kolei dużymi niewykorzystanymi mocami produkcyjnymi. Dodatkowo presja deflacyjna z Azji wpływać będzie niekorzystnie na marże przedsiębiorstw. Muszą upłynąć przynajmniej 2 lata aby wskaźniki EPS oraz P/E wróciły do poziomów sprzed recesji (przy założeniu stabilnych cen akcji). Konsensusowy wzrost rocznego EPS dla S&P w bieżącym roku wynosi 17%.
Gwałtowne wycofywanie środków z rynku akcji przez inwestorów amerykańskich i silne przeceny indeksów giełdowych wpłynęłyby negatywnie na sferę realną gospodarki. Odczułyby to wszystkie światowe rynki akcji. Jednak alternatywy inwestycyjne w USA są mało atrakcyjne: niskie oprocentowanie gotówki i niskie rentowności obligacji. Dlatego obstawiamy raczej pozostawanie rynku amerykańskiego w trendzie horyzontalnym lub delikatnym długoterminowym kanale spadkowym, co z równoczesną stabilizacją stóp procentowych na niskim poziomie oraz wyhamowaniem spadku dynamiki PKB stanowi dobry klimat dla rynków wschodzących. Pewną analogię dla obecnej sytuacji może stanowić okres płaskiego rynku w latach 60 tych i 70 tych, który nastąpił po kilkunastoletniej hossie powojennej.
Utrzymuje się relatywna siła rynków wschodzących. O ile rynki te przełamały już linie średnioterminowych trendów spadkowych to podstawowe giełdy światowe nie. Bankructwo Enrona – paradoksalnie – przyczyniło się do relatywnie lepszego postrzegania rynków emerging. Dotychczas uważano, że są one bardziej ryzykowne w dużej mierze właśnie z powodu mniejszej przejrzystości sprawozdań finansowych. Okazuje się, że w USA wcale nie jest dużo bezpieczniej.
W Polsce ekspansywna polityka fiskalna – jakkolwiek budzi krytykę ekonomistów – niewątpliwie przyczyni się do pobudzenia gospodarki. Jej efekty zauważalne powinny być pod koniec roku. Nadmierny ekspansjonizm polityki fiskalnej nie jest groźny na razie dla rynku akcji. Zanim będzie gorzej najpierw będzie lepiej. Wzrastająca powoli konsumpcja, rosnące od 2003 inwestycje i PKB, w tle potencjalna poprawa koniunktury w Europie – to wszystko będzie sprzyjać wzrostowi zysków. Napięcia inflacyjne, niebezpieczne zwiększanie zadłużenia państwa, ryzyko dewaluacji może zacząć zagrażać giełdzie dopiero pod koniec przyszłego roku. A wtedy ma się właśnie dokonać „skok do Unii”, który zagrożenia te istotnie zredukuje. Obecnie dopiero wychodzimy z recesji i za wcześnie mówić o zagrożeniu przegrzaniem gospodarki. Ryzyka ciągle plasują się po stronie niedostatecznego wzrostu.