Diagności nie chcą biznesu w szpitalach

  • Alina Treptow
opublikowano: 13-06-2016, 22:00

Samorząd chce wyprowadzić „prywaciarzy” ze szpitalnych laboratoriów. Ma być lepiej, będzie… drożej

Krajowa Izba Diagnostów Laboratoryjnych (KIDL) walczy w rządzie o to, aby szpitale nie mogły outsourcować usług laboratoryjnych firmom zewnętrznym.

Jeśli samorząd diagnostów laboratoryjnych dopnie swego, negatywne skutki odczuje większość sieci laboratoryjnych, w tym krakowska Diagnostyka, zarządzana przez Jakuba Swadźbę. Zdaniem przedsiębiorców, stracą na tym wszyscy — laboratoria, szpitale oraz pacjenci.
Zobacz więcej

BEZ WYGRANYCH:

Jeśli samorząd diagnostów laboratoryjnych dopnie swego, negatywne skutki odczuje większość sieci laboratoryjnych, w tym krakowska Diagnostyka, zarządzana przez Jakuba Swadźbę. Zdaniem przedsiębiorców, stracą na tym wszyscy — laboratoria, szpitale oraz pacjenci.

— Staramy się przekonać rządzących, że outsourcowanie jest niebezpieczne i nieefektywne. Odbywa się ze szkodą dla systemu i pacjentów. W resorcie zdrowia widzimy zrozumienie. Rząd pracuje nad zmianami w ustawie o działalności leczniczej, więc to bardzo dobry moment na wprowadzenie również naszych propozycji — mówi Elżbieta Puacz, prezes KIDL.

Związane ręce

Szefowa izby twierdzi, że nad prywatnymi laboratoriami nie ma kontroli — brakuje instytucji pełniącej taką rolę, jaką pełni Główny Inspektorat Farmaceutyczny w przypadku produkcji leków.

— Badania laboratoryjne w 80 proc. decydują o procesie leczenia i jego skuteczności. Jako izba widzieliśmy wiele naruszeń, jednak nie mamy narzędzi, żeby im przeciwdziałać. Zdarzało się, że zgłaszaliśmy sprawy do prokuratury — mówi Elżbieta Puacz.

Jej zdaniem, outsourcing opóźnia cały proces leczniczy — na niektóre wyniki trzeba czekać co najmniej 7-8 godzin zamiast 1-2 (jak w przypadku własnego laboratorium). Co proponuje izba? — Szpitale powinny mieć własną diagnostykę. Te, które mają zewnętrznego partnera, po wygaśnięciu umowy, podpisywanej zwykle na kilka lat, odbudowywałyby laboratoria. Pomieszczenia zwykle mają, a sprzęt i tak się dzierżawi, płacąc tylko za odczynniki. Wtedy cały proces diagnostyczny będzie najbardziej efektywny, a długofalowo również tańszy dla systemu, bo dzięki szybszej diagnozie pacjenci są szybciej leczeni, więc państwo nie ponosi wydatków np. na bardziej zaawansowane leczenie, zwolnienia chorobowe etc. — wyjaśnia Elżbieta Puacz. W Polsce działa ponad 1600 laboratoriów, z czego szpitalne stanowią około 40 proc. Usługi laboratoryjne outsourcuje około 160 szpitali publicznych. Gdyby samorządowi udało się przeforsować propozycje, przystosowanie pomieszczeń dla własnej diagnostyki kosztowałoby je około 160 mln zł. Prof. Maciej Szmitkowski, konsultant krajowy w dziedzinie diagnostyki laboratoryjnej, popiera KIDL.

— Laboratoria powinny być integralną częścią szpitala, co jest nie tylko najbezpieczniejsze, ale też zapewnia najwyższą jakość. To nie stołówka czy usługi porządkowe, które można bez ryzyka zlecić zewnętrznemu partnerowi. Szpitale mają utrudniony nadzór, a zewnętrzni operatorzy drastycznie tną koszty i zatrudniają młodych diagnostów, kosztem specjalistów z wieloletnim stażem — przekonuje prof. Maciej Szmitkowski.

Krok do tyłu

Przedsiębiorcy ripostują. Grzegorz Polus, dyrektor marketingu ogólnopolskiej sieci laboratoriów Diagnostyka, uważa, że zakazoutsourcingu usług laboratoryjnych to cofanie się w rozwoju.

— Czasy, kiedy outsourcowanie usług laboratoryjnych było zakazane, mamy już za sobą. Ktoś kiedyś policzył, zmierzył, zważył i doszedł do wniosku, że dużo lepszym rozwiązaniem dla szpitala jest zlecanie takich usług zewnętrznemu, wyspecjalizowanemu partnerowi, wyłonionemu w konkursie. Dzięki temu zlecający nie musi się martwić o wyposażenie, zatrudnienie, wydajność pracy czy dostęp do nowoczesnych technologii diagnostycznych — uważa Grzegorz Polus. Jego zdaniem, jeśli izbie diagnostów uda się przeforsować zakaz, rynek się nie załamie, ale różowo nie będzie.

— Konsekwencje odczują nie tylko przedsiębiorcy, ale też pacjenci. Odejście od outsourcingu może spowodować wzrost kosztów i brak możliwości podnoszenia jakości. Diagnostyka współpracuje z wieloma szpitalami, również największymi, klinicznymi, i współpraca układa się bardzo dobrze. Jeśli taki model działa, po co go zmieniać — mówi Grzegorz Polus. Szpitalom pomysł diagnostów też się nie podoba.

— Nie można narzucać takich rozwiązań. To dyrektor szpitala powinien decydować, co jest dobre dla placówki — uważa Jarosław J. Fedorowski, prezes Polskiej Federacji Szpitali.

OKIEM SZPITALA

Co najmniej nie gorzej

DOROTA GAŁCZYŃSKA-ZYCH, dyrektor warszawskiego Szpitala Bielańskiego

Nie ma reguły: dla jednej placówki lepsze jest własne laboratorium, dla innej — outsourcing. Nie zgadzam się jednak z opinią, że prywatne laboratoria są zagrożeniem dla systemu — wyniki od zewnętrznego partnera można otrzymać tak samo szybko jak z własnego laboratorium, a czasem nawet szybciej. Terminy są zresztą ustalane przed podpisaniem umowy. Jakość też jest pod kontrolą — można np. wymagać certyfikatów polskich i zagranicznych.

 

1,4 mld zł Tyle jest wart rynek diagnostyki laboratoryjnej.
© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Alina Treptow

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu