Dialog bez kamieni

Karol Jedliński
opublikowano: 2005-01-31 00:00

Szef branżowych związków zawodowych cieszy się z porozumienia z pracodawcami, ale nie bagatelizuje zagrożeń.

„PB”: Jest Pan jednym z sygnatariuszy porozumienia ramowego w branży szklarskiej. Czy to wzmocnienie pozycji związków wobec pracodawców?

Józef Woźny: Niekoniecznie. Porozumienie to przede wszystkim przyjęcie europejskich standardów dotyczących dialogu między pracownikami a pracodawcą. Można rzucać kamieniami albo szukać kompromisu przy stole rokowań.

Czy wierzy Pan, że podpisany dokument nie zostanie tylko listą życzeń?

Wierzę. Ważne jest to, że porozumienie zostało podpisane z inicjatywy pracodawców. Potrafili oni zrzeszyć się i skłonić do tego organizacje związkowe — razem reprezentujemy prawie 80 proc. branży.

Lista spraw do załatwienia jest długa...

Oczywiście. Dla związków istotne są pieniądze, ale nie tylko. Dokument zakłada organizowanie wspólnych szkoleń i działań związanych z ochroną zdrowia czy bhp.

Porozumienie uznaje także wzajemne poszanowanie stron i rozwiązywanie konfliktów na drodze arbitrażu. Czyli kroją się jakieś spory, tak?

Tak. Pracodawca chciałby mieć wydajną fabrykę, o wysokiej rentowności. Pracownicy chcieliby zaś wzrostu płac. I tu jest różnica interesów.

A kto ma rację?

Obie strony, po trochu. W czasach koniunktury wszyscy widzą rosnące zyski branży i każdy chciałby coś uszczknąć dla siebie. Kiedyś zarabialiśmy 5-7 razy mniej niż np. Niemcy na tych samych stanowiskach. Dziś ta proporcja to 3:1...

Ale szefowie fabryk szkła też mają swoje argumenty — narzekają choćby na niską wydajność pracy, małą elastyczność kadry.

Zgadzam się. Wciąż w wielu środowiskach dominuje postawa roszczeniowa. Stąd też, w porozumieniu znalazł się zapis o korzystaniu z dobrych wzorców z UE. Większość hut szkła w Polsce ma zagranicznych właścicieli, którzy doskonale widzą różnice w kulturze pracy.

A mimo to przenoszą swoje zakłady do Polski?

Bo im się opłaca. Kadra szybko się odmładza i ma już inną mentalność. Łatwiej jest doszkolić pracownika z Polski niż zaproponować 50-proc. obniżkę płac Niemcowi czy Francuzowi. A młodzi Polacy są pazerni nie tylko na pieniądze, ale na awans i wiedzę. Dlatego też np. Saint Gobain bez problemów stworzył u nas od podstaw kilka zakładów i wyszkolił kadrę.

Nie za piękne to wszystko?

Skądże. Dopiero zawarte porozumienie może sprawić, że będzie piękniej. Koniunktura kiedyś się skończy. Chcemy utrzymać tę delikatną równowagę między stanowiskiem pracowników i pracodawców. Nie chcemy doprowadzić do sytuacji, w której fabryki będą przenoszone np. na Ukrainę. Kiedy nadejdą gorsze czasy, my chcemy być przygotowani.