Dilerom grozi interwencyjny skup samochodów

Marcin BołtrykMarcin Bołtryk
opublikowano: 2020-11-12 22:00

Polska branża motoryzacyjna apeluje do rządu, by... nie słuchał się Brukseli. Inaczej importerzy zostaną z tysiącami aut, których nikt nie będzie mógł kupić.

Przeczytaj i dowiedz się

Dlaczego na placach dilerów mogą zostać tysiące niesprzedanych samochodów

Jaki pomysł ma branża, by nie dopuścić do tej sytuacji

Co stanie się z niesprzedanymi samochodami

Czy polski rząd jest skłonny postawić się Brukseli

Polski Związek Przemysłu Motoryzacyjnego (PZPM), Związek Dilerów Samochodów (ZDS), grupy dilerskie oraz inne organizacje działające na rynku motoryzacyjnym walczą o to, by z nowym rokiem na placach nie zostały dziesiątki tysięcy nowych samochodów, których nie będzie można sprzedać. Chodzi im o zwiększenie puli aut, które po 1 stycznia 2021 r., kiedy wejdą w życie nowe unijne normy emisyjne, będą mogły zostać zarejestrowane mimo ich niespełniania.

Gra na czas
Gra na czas
Tysiące nowych aut mogą prosto z salonu trafić na złomowisko. Winna jest pandemia i unijne przepisy. Rządy sąsiednich krajów znalazły sposób na pomoc dilerom. Polski ustawodawca jeszcze nie, a do końca roku coraz bliżej.
Angel Garcia

Nowe normy

Z początkiem przyszłego roku na terenie Unii Europejskiej zacznie obowiązywać norma emisji spalin 6d. Obecnie oferowane auta, które do końca grudnia nie znajdą nabywców, od 1 stycznia 2021 r. nie będą mogły trafić na rynek (zostać zarejestrowane). Taka sytuacja powtarza się przy każdej zmianie norm lub sposobów pomiaru emisji. Do tej pory jednak producenci mogli uniknąć pozostania z autami ze starą homologacją dzięki mechanizmowi tzw. końcowej partii produkcji. W przypadku aut osobowych "dyspensa“ trwała najczęściej rok i obejmowała pulę 10 proc. samochodów ulokowanych przez producenta na rynku w ciągu 12 miesięcy poprzedzających zmianę norm emisji. Problem w tym, że w wyniku pandemii koronawirusa i związanego z nią zamknięcia wielu europejskich salonów dilerskich wiosną liczba rejestracji spadła o kilkadziesiąt dziesiątków procent, a na placach zalegały niesprzedane auta. Szansa na ich sprzedaż do końca roku z każdym dniem maleje. Szacunki z lata wskazywały nawet na kilkadziesiąt tysięcy niesprzedanych samochodów. Branża podjęła więc walkę o zwiększenie puli derogacyjnej - na razie bez sukcesu.

“Resort infrastruktury, na wniosek Polskiego Związku Przemysłu Motoryzacyjnego, począwszy od maja 2020 r., kilkakrotnie występował do Komisji Europejskiej z prośbą o możliwość prolongaty niektórych terminów końcowej partii produkcji, odnoszących się do regulacji UE w tym zakresie. KE negatywnie odnosi się do rozszerzenia zakresu stosowania końcowej partii produkcji w celu wprowadzenia na rynek większej liczby pojazdów, którym na przełomie 2020 i 2021 r. będą kończyły się świadectwa homologacji” - informuje Szymon Huptyś, rzecznik Ministerstwa Infrastruktury.

– Komisja nie godzi się ani na zwiększenie puli aut, ani na wydłużenie okresu, w którym samochody niespełniające nowej normy emisji można byłoby rejestrować. Branża w Polsce i innych krajach UE musi radzić sobie sama. Jeśli sobie nie poradzi, zostanie z dziesiątkami tysięcy nowych aut, których nie da się zarejestrować – mówi Jakub Faryś, prezes PZPM.

Nieszablonowe decyzje

Co się stanie z niesprzedanymi samochodami?

– Prawdopodobnie zostaną zarejestrowane jeszcze w tym roku przez samych dilerów, jednak wymaga to zdobycia finansowana. W skali rynku mowa o dziesiątkach milionów złotych. Wywóz na Wschód raczej nie wchodzi w grę, więc innego rozwiązania nie ma - chyba że przerobimy nowe auta na żyletki - mówi Wojciech Drzewiecki, prezes Instytutu Badań Rynku Motoryzacyjnego Samar.

Wtóruje mu Tomasz Rytwiński, dyrektor zarządzający Grupy PGD.

– Jest oczywiste, że pandemia znacząco ograniczyła możliwości finansowe dilerów i tym samym ich zdolność kredytową. Problem widzimy w każdej z czternastu reprezentowanych przez Grupę PGD marek. W zależności od polityki importera i jego kondycji problem jest duży, wielki albo gigantyczny - mówi Tomasz Rytwiński.

Zaznacza, że problem potęguje zakaz rejestracji w UE aut niewyposażonych w tunery cyfrowe [DAB+] , który będzie obowiązywał od przyszłego roku.

– Na to nakładają się jeszcze logistyczne komplikacje przy rejestracji kupionych samochodów. Praca zdalna wydziałów komunikacji, niejednokrotnie w okrojonym składzie, obniżyła ich efektywność, więc zarejestrowanie samochodu w drugiej połowie grudnia może graniczyć z cudem. A przecież wszystkim zależy, by jak najpóźniej zacząć ponosić ogromne koszty wykupu aut. Dlatego zwiększenie puli derogacyjnej jest konieczne, i to jak najszybciej - mówi Tomasz Rytwiński

Innej możliwości nie wyobraża sobie też Marek Konieczny, szef ZDS.

– Nie biorę takiego scenariusza pod uwagę. Rozwiązanie musi się znaleźć. Problem jest bardzo poważy i dotyczy ogromnej liczy firm. Dodatkowo jest pochodną wyłącznie pandemii, bo w normalnych warunkach auta znalazłyby nabywców, i jako taki wymaga nieszablonowych działań, o które poprosimy premiera - podkreśla Marek Konieczny.

O jakich działaniach mowa? Część unijnych krajów wdraża rozwiązania wspierające branżę motoryzacyjną, sprzeczne z unijnym prawem.

- Powołując się na pandemiczne ograniczenia, wprowadzają wewnętrzne regulacje, np. zwiększające pulę derogacyjną do minimum 15 proc. Apelujemy, by polski rząd poszedł tą drogą. Obecnie prowadzimy intensywne rozmowy z Ministerstwem Infrastruktury i Transportowym Dozorem Technicznym w sprawie rozwiązania problemu. Mamy pełne zrozumienie i chęć pomocy, ale działać trzeba szybko – mówi Jakub Faryś.

Czy rząd jest skłonny postawić się Brukseli? Resort infrastruktury nie odkrywa kart.

“MI pozostaje w stałym kontakcie z KE w tej sprawie i podejmuje starania, mające na celu przeciwdziałanie negatywnym skutkom dla krajowych importerów oraz producentów pojazdów w związku ze spadkiem sprzedaży w wyniku wybuchu pandemii COVID-19” - informuje Szymon Huptyś.

Możesz zainteresować się również: