Polska z powodów bezpieczeństwa zaczyna w naturalny sposób orientować swoją politykę bardziej na Francję niż Niemcy. W czwartek był w Warszawie kanclerz Friedrich Merz, który – wedle relacji Bilda – został przyjęty chłodno. W piątek z kolei premier Donald Tusk pojechał do Nancy, gdzie podpisał z francuskim prezydentem Emmanuelem Macronem nowy traktat o przyjaźni. W jego ramach oba kraje gwarantują sobie wsparcie w razie zagrożenia militarnego. Koincydencja tych dwóch wydarzeń ma wymiar symboliczny.
Polska chce, by Francja rozpostarła nad nią i regionem parasol atomowy. Francja oczywiście wie, że jej rola rośnie, i będzie chciała na tym coś ugrać też ekonomicznie. A jak jedna strona chce coś ugrać, to druga też powinna. W ten sposób gwarancje bezpieczeństwa wymuszają ściślejszą współpracę gospodarczą.
Francja oczywiście nie może zastąpić ekonomicznej roli Niemiec dla Polski. Obroty handlowe z nią są czterokrotnie mniejsze niż z Niemcami, inwestycje trzykrotnie mniejsze. Ale wzmocnienie więzi z dalszym geograficznie partnerem może pozwolić polskiej gospodarce na większą dywersyfikację, mniejszą zależność od jednego kierunku zbytu i pośredników z jednego kraju.
Co istotne, kilka cech francuskiej gospodarki może ją stawiać w lepszej od Niemiec pozycji do odegrania roli europejskiego lidera przez najbliższą dekadę.
Przede wszystkim Francja jest w mniejszym stopniu niż Niemcy uzależniona od eksportu na światowe rynki i ma większy wkład popytu krajowego we wzrost. To jest element, który w erze nierównowag handlowych i wojen celnych może odgrywać dużą rolę. We Francji eksport w relacji do PKB stanowi 33 proc., w Niemczech 42 proc. We Francji konsumpcja i inwestycje odpowiadają za 77 proc. PKB, w Niemczech 73 proc. Różnica pozornie nie wydaje się duża, ale ma znaczenie makroekonomiczne. Nasz sąsiad zza Odry jest bardziej wrażliwy na zaburzenia w światowym handlu, a szczególnie konflikty z Chinami i USA, niż Francja.
Dobrym przykładem jest motoryzacja, która znalazła się w centrum wojen celnych. Eksport do USA stanowi 0,2 proc. przychodów firm ulokowanych we Francji w tym sektorze i aż 7 proc. firm ulokowanych w Niemczech.
Kolejnym elementem dającym przewagę francuskiej gospodarce jest lepsze przygotowanie do transformacji energetycznej. Ceny prądu są w tym kraju o ok. 25 proc. niższe dzięki dużej podaży energii z elektrowni atomowych, z których akurat niemiecki rząd zrezygnował. W Berlinie ogromne nadzieje wiążę się z odnawialnymi źródłami energii, ale na razie nie zapewniają one wystarczającej podaży prądu po atrakcyjnych cenach. W sytuacji, w której Europa ma generalnie problem z dostępnością surowców energetycznych, kwestia energii może odgrywać istotne znaczenie. To jeden z powodów, dla których dziś wolumen produkcji przemysłowej w Niemczech jest niższy niż u progu kryzysu energetycznego w 2022 r., a we Francji wyższy.
Trzecim czynnikiem dającym Francji przewagę jest korzystniejsza struktura wiekowa populacji. Niemcy szybko się starzeją, mediana wieku w tym kraju przekracza 45 lat i jest jedną z najwyższych w UE. To nie musi automatycznie oznaczać problemów gospodarczych, ale w praktyce stwarza szereg wyzwań. Jedno z nich jest takie, że starsze społeczeństwa słabiej adaptują się do zmian technologicznych. Francja natomiast jest jednym z wciąż młodszych społeczeństw UE z medianą wieku na poziomie 42,5 lat. O ile Niemców ogółem jest o 15 mln więcej niż Francuzów, to w grupie wiekowej 15-24 lata populacja obu krajów jest mniej więcej podobna.
Przypomnę tutaj, co o Francji i Niemczech powiedział rok temu w rozmowie ze mną znany amerykański analityk geopolityki Peter Zeihan, autor książki „Koniec świata to dopiero początek”: „W waszym zakątku świata to, co powiedziałem negatywnego o demografii, jest prawdą dla większości Europy, ale nie dla Francji i tylko częściowo dla Polski. Mamy więc dwa duże kraje ze stosunkowo zaawansowaną bazą przemysłową. Francja ma model narodowy gospodarki, nie handluje z resztą Europy w takim stopniu jak inne kraje. Można więc rozbić globalny system handlu, można nawet podzielić UE, a Francja wciąż będzie wyglądać całkiem nieźle”.
To wszystko nie oznacza, że Niemcy czeka kryzys, a Francję świetlana przyszłość. Nie tak należy patrzeć na porównanie obu krajów. Chodzi o to, że w mocniejszych relacjach ekonomicznych z Francją Polska może osiągnąć szereg korzyści, odchodząc trochę od modelu silnej zależności od jednego sąsiada.
