Dla świętego Mikołaja przyszły ciężkie czasy. Za sprawą globalnego ocieplenia w kwaterze głównej na biegunie północnym kapie mu na głowę i Mikołaj zastanawia się nad przeprowadzką, np. do Mikołajek. Postanowił jednak, że poczeka jeszcze trochę, aż ceny nieruchomości nieco spadną (bo chociaż ten święty zarzuca świat prezentami — pod tym względem można go uznać za prekursora globalizacji — przychody ma mizerne). Tym, co go od przeprowadzki odstręcza, jest niepewność, czy uda mu się działać zgodnie z prawem — wszak Mikołaj nie może być ścigany. Pal sześć jedno okienko dla rejestracji działalności świętego Mikołaja — reniferami można obskoczyć wszystkie wymagane okienka w mgnieniu oka, ale co dalej? Jak wyliczyć amortyzację reniferów? Czy od rozdanych podarków należy zapłacić VAT? Czy wór na prezenty można wrzucić w koszty? Całe szczęście, że Mikołaj lubi swoją pracę i ani mu przez myśl nie przejdzie ubiegać się o emeryturę pomostową, chociaż — na upartego — włażenie do domu przez komin można uznać za pracę w szkodliwych warunkach.
Jednak ani globalne ocieplenie, ani ewentualne biurokratyczne bariery nie są tym, co najbardziej Mikołaja trapi. Tym, czego święty Mikołaj naprawdę nie lubi, jest konkurencja. Zwłaszcza nieuczciwa. Bo Mikołaj może się dogadać z wielkopolskim Gwiazdorem (chociaż, po prawdzie, co z niego za gwiazdor, skoro nie śpiewa, nie tańczy, nie jeździ na lodzie w telewizyjnych programach), mimo różnic ideologicznych może odstąpić udziały w mikołajowym rynku Dziadkowi Mrozowi, tym bardziej, że na jego atrakcyjną asystentkę – Śnieżynkę — miło popatrzeć (w tym przypadku Mikołaj żywi nawet uczucie zazdrości, bo sam może co najwyżej popatrzeć na zady swoich reniferów). Nie, Mikołaj nie cierpi tylko fałszywych mikołajów, takich, którzy są zbyt leniwi nawet na to, by wbić się w czerwony płaszcz i futrzaną czapę. Za to rozdają prezenty. A to niskooprocentowany kredyt, a to szczególnie zyskowne produkty strukturyzowane, a to nadzwyczaj pewne inwestycje... A najbardziej rozsierdził go mikołaj, który wkroczył dumnie na scenę z olbrzymim worem wypełnionym 700 mld dolarów. Wydawałoby się: wspaniały prezent. Ale prawdziwy Mikołaj tylko wzdycha: to niepedagogiczne, w tym przypadku wystarczyłaby rózga!
Nie zważając na globalne ocieplenie i fałszywych konkurentów, święty Mikołaj bez pośpiechu zaczyna zaprzęgać renifery. Wie, że czas fałszywych mikołajów zawsze prędzej czy później się skończy — ci którzy jeszcze niedawno wędrowali po świecie z worami pełnymi "atrakcyjnych" kredytów, dziś mogą je co najwyżej upchnąć w skarpetę. Swoją. Inni przebierańcy też wkrótce zostaną zdemaskowani. Ludzie nie będą im wierzyć. Uwierzą za to w niego. Prawdziwego świętego Mikołaja. Bo tylko on naprawdę rozdaje prezenty. Inni tylko udają.
Rogu obfitości — w finansach i w całym życiu
życzy
Puls Biznesu
