Wojna w Ukrainie wpędzi część firm transportowych w poważne tarapaty, i to nie tylko tych, które wyspecjalizowały się w przewozach na Wschód. Zakłócenia w łańcuchach dostaw, rosnące ceny paliw czy kadrowe niedobory dotyczą wszystkich firm, a podsyca je trwająca u naszych bram wojna.
Z danych zgromadzonych w Rejestrze Dłużników BIG InfoMonitor oraz w bazie informacji kredytowych BIK wynika, że szczególnie trudny dla przewoźników był pierwszy rok pandemii. Ich zaległości wzrosły wówczas rok do roku o 111 mln zł. W 2021 r. sytuacja zaczęła się poprawiać. Od stycznia 2021 do stycznia 2022 r. przeterminowane zobowiązania wobec dostawców i banków nieznacznie zmalały, choć większość innych branż zanotowała spory wzrost.
— Na utrzymanie tej tendencji nie ma jednak szans. Transport zawsze jest na pierwszej linii działalności, na którą mocno wpływają zmiany i komplikacje na rynkach międzynarodowych. Tak było w 2020 r., tak będzie teraz — uważa Sławomir Grzelczak, prezes BIG InfoMonitor.
Widać to zresztą po wynikach badań na temat obaw przedsiębiorstw dotyczących skutków wojny.
— W branży transportowej lęki są największe — cztery na 10 firm bierze pod uwagę upadłość, podczas gdy wśród wszystkich firm trzy na 10 — podkreśla Sławomir Grzelczak.
Obecne zadłużenie branży wynosi 2,165 mld zł. Kwota jest nieco niższa od odnotowanej w styczniu zeszłego roku, kiedy sięgnęło 2,174 mld zł. Ubyło też — o 261 — firm nie regulujących zobowiązań. Obecnie jest ich 32,8 tys.
Zdecydowana większość przeterminowanych zobowiązań przypada na transport drogowy towarów — 1,66 mld zł. W tym przypadku również zanotowano niewielką poprawę — w ciągu roku kwota stopniała o 11 mln zł. Mimo to ponad 11 proc. podmiotów ma opóźnienie w rozliczeniach z kontrahentami i bankami. Jest to jeden z najwyższych wskaźników ryzyka niedotrzymania terminu płatności wśród wszystkich sektorów i dwa razy wyższy niż w całej gospodarce. Zaległości ma prawie 23,7 tys. aktywnych, zawieszonych i zamkniętych przedsiębiorstw. Średnio na firmę przewożącą towary przypada obecnie dług przekraczający 70,1 tys.zł.
— Jeśli chodzi o skalę zaległości, to zmiany, jakich doświadczył transport, najlepiej obrazują fakt, że gospodarka jest systemem naczyń połączonych. Zwykle większe kłopoty z zaległościami firm transportowych miały swoje źródło w słabszej dyscyplinie płatniczej zleceniodawców. Niestety, rosnąca inflacja i turbulencje związane z wojną w Ukrainie nie wróżą niczego dobrego — mówi Sławomir Grzelczak.
Na początku 2020 r., gdy zaległości przyrastały gwałtownie, ponad połowa firm przewozowych skarżyła się na problemy ze ściąganiem należności przeterminowanych o 60 dni i więcej, podczas gdy w innych sektorach odsetek wynosił 30 proc.
— W zeszłym roku odsetek firm transportowych doświadczonych przez niesolidnych kontrahentów spadł do 33-36 proc. Na spadek zaległości przełożyły się częściowe uporządkowanie sytuacji w relacjach rozliczeniowych z klientami i większa ostrożność inwestycyjna. Ten rok dla transportu zapowiadał się jeszcze lepiej, bo ostatnio jedynie 28 proc. firm miało kłopoty z niesolidnymi kontrahentami. Jednak w obliczu nowych wyzwań szanse na utrzymanie się pozytywnych zmian są znikome — uważa Sławomir Grzelczak.