Dług ZA Tarnów może odstraszyć partnera
Dziś mija termin składania ofert na zakup Zakładów Azotowych Tarnów. W branży mówi się, że trudno będzie znaleźć dla nich inwestora. Nie do przełknięcia dla potencjalnych kupców mogą być zobowiązania spółki sięgające ogółem ponad 400 mln zł.
Dzisiaj mija termin składania ofert na zakup akcji Zakładów Azotowych w Tarnowie Mościcach. W branży chemicznej panuje jednak opinia, że trudno będzie znaleźć inwestora dla tej firmy. Z kilku powodów.
Nie chciane PCW
Pierwszym z nich jest produkcja PCW tarnowskich Azotów. Spółka postawiła na budowę nowej instalacji do polimeryzacji chlorku winylu. Jej budowa pochłonie 120 mln zł. Dzięki temu firma chce zwiększyć produkcję polichlorku z 70 do 100 tys. ton rocznie. Inwestycja ta jednak jest mało perspektywiczna. Zmierza bowiem do stworzenia przedsięwzięcia konkurencyjnego w stosunku do produkcji polichlorku winylu wytwarzanego przez Anwil z Włocławka.
W powodzenie tego zamiaru wątpi jednak branża, a także — jak nieoficjalnie wiadomo — BMF, doradca prywatyzacyjny, który negatywnie zaopiniował projekt. Anwil bowiem obecnie wytwarza już 200 tys. ton PCW i zamierza zwiększyć produkcję do 300 tys. ton. We wrześniu spółka zwiększy też produkcję chlorku winylu do 300 tys. ton rocznie. Poza tym Anwil bazuje na tańszym niż Tarnów surowcu do jego produkcji — etylenie. Pozyskuje go bowiem od PKN Orlen, który posiada w Anwilu większościowy pakiet akcji. Tarnów zmuszony był zamknąć nierentowną i funkcjonującą według przestarzałej technologii instalację do produkcji chlorku winylu — komponentu dla PCW, a obecnie kupuje go od ukraińskiej firmy Oriana.
Zarząd ZA Tarnów miał nadzieję na alians z Anwilem i Orlenem i stworzenie dzięki temu podmiotu mogącego w przyszłości produkować nawet od 700 do 1 mln ton PCW rocznie. Jednak koncern nie jest tym zainteresowany. Rozwiązaniem w tej sytuacji byłoby znalezienie dla spółki inwestora, który chciałby kupić także PCW i posiadałby komponent do jego produkcji, czyli chlorek winylu. Warunek ten spełnia Oriana, należąca do Łukoil. Nic jednak nie wiadomo o takich zamiarach koncernu ani innych potencjalnych zainteresowanych spółką. Resort Skarbu może mieć też kłopoty ze sprzedażą Tarnowa z powodu części nawozowej firmy w związku z brakiem chętnych.
Potrzebne pieniądze
Na nową instalację do produkcji polichlorku winylu (a także na inne inwestycje) spółka zaciągnęła kredyt, głównie w niemieckich bankach. W okresie pięciu lat plany inwestycyjne spółki pochłoną 800 mln zł. Tarnowska firma chce m.in. zwiększyć produkcję kaprolaktamu z 80 do 120 tys. ton rocznie, a na to firmie też będą potrzebne fundusze.
Zastawione kontrakty
Tymczasem — jak nieoficjalnie nas poinformowano — zarząd firmy zastawił w bankach kontrakty na sprzedaż kaprolaktamu — sztandarowego produktu firm. To on wzbudza największe zainteresowanie inwestorów a MSP chce sprzedać firmę w całości. Nieoficjalnie wiadomo, że chęć kupna tego segmentu produkcji wyrażały włoski Aquafil, BASF, a także Grupa DOMO z należącą do niej Capro-Leuna. Natomiast na pewno Tarnowem nie jest zainteresowany koncern DSM — skupiony obecnie na integrowaniu własnych struktur. Kiedyś również rozważał inwestycje w ten segment produkcji polskiej spółki.
Zdaniem ekspertów z branży, poważnym zagrożeniem dla powodzenia procesu prywatyzacji Tarnowa jest fakt, że zainteresowane tarnowskimi Azotami koncerny mogą nie zaakceptować wysokich zobowiązań spółki, sięgających podobno ponad 400 mln zł (z czego blisko 300 mln zł to zobowiązania kredytowe). Optymizmem nie napawa również to, że podobno spółka po dwóch miesiącach tego roku wygenerowała 5 mln zł straty. Antoni Barwacz, prezes Zakładów Azotowych Tarnów, poproszony o komentarz dotyczący sytuacji firmy stanowczo odmówił.


