Bardzo niskie zamknięcie giełd amerykańskich wbrew oczekiwaniom nie wpłynęło na słabe rozpoczęcie handlu na warszawskiej giełdzie. Po 4,5% spadku we wtorek część spekulantów oczekiwała na silniejsze odbicie. Tymczasem brak świeżego kapitału i zaangażowania instytucjonalnych inwestorów sprawiły, że od 11 godziny rozpoczęła się kolejna ostra jazda w dół i to bez wyraźnej pomocy giełd zachodnioeuropejskich. Nadal mocno przeceniały się walory Elektrimu pomimo informacji o możliwościach dalszych negocjacji spółki z wierzycielami. Silna przecena dotknęła też akcje Netii i Optimusa. Zdecydowany prym wiódł jednak Softbank, wyprzedawany bezlitośnie najprawdopodobniej przez jakiegoś inwestora instytucjonalnego (może zagranicznego). Jego akcje bardzo szybko osiągnęły dolne widełki ograniczające wahania kursowe i po ich rozszerzeniu przez giełdę osiągnęły historyczne minimum na 10,00 zł. Dość ciekawie wyglądał handel na akcjach Prokomu. Na czwartkowej sesji do obrotu dopuszczonych ma zostać ponad 700 tys. akcji menedżerskich obejmowanych po cenie nominalnej, stąd też ostatnio pomimo nie najgorszych rekomendacji walory te dotykają gwałtowne przeceny. Dziś kurs spadł do 98 zł i w tych okolicach trwała dość silna wymiana akcjonariuszy. Właściwie za wyjątkiem Orbisu leniwie handlującego się po wtorkowych cenach nie było dziś papierów, które by nie traciły na wartości. Nieźle obok Orbisu prezentował się też przez całą sesję KGHM, którego kurs oscylował w okolicach wtorkowego zamknięcia. Pomimo minorowych nastrojów końcówka sesji przyniosła jednak dość zdecydowany atak byków. Kursy niektórych papierów zdołały nawet wyjść na lekkie plusy. Obok wspomnianego Orbisu i KGHM popyt zwyciężył m.in. w przypadku PKN, TPSA i BRE. W efekcie indeksy giełdowe zdołały odrobić połowę wcześniejszych strat, choć niemal wszystkie w ostatecznym rozrachunku straciły na wartości w odniesieniu do wtorku.
Tomasz Leśniewski, DM BZ WBK