Również po wysokim otwarciu zapał inwestorów nie zmalał i w przeciągu pół godzinny wyszliśmy na ponad półtoraprocentowy plus indeksu największych spółek. Późniejsza gra to po prostu utrzymywanie indeksu przy maksimach i standardowe zachowanie rynku w okolicach południa czyli ruch w bok. Obie strony próbowały prowokować bardziej zdecydowane ruchy, jednak świadomość publikacji danych z amerykańskiego rynku pracy i inflacji hamowała w podejmowaniu pochopnych decyzji, lekko osuwając się dotrwaliśmy w spokoju do 14:30.
Obawy o dane były uzasadnione ponieważ zwłaszcza odczyt o inflacji w cenach producentów był słabszy niż oczekiwany przez analityków. Liczba nowych bezrobotnych minimalnie odbiegała od konsensusu rynkowego. Wywołało to gwałtowną przecenę większości spółek z WIG20. Kiedy pierwsze emocje opadły powróciliśmy niemal w rejony z przed publikacji i w miarę spokojnej atmosferze dotrwaliśmy do rozpoczęcia notowań za oceanem.
Po otwarciu "ameryki" można było dojść do wniosku, że słabymi danymi przejęliśmy się bardziej my niż Amerykanie i ostatnie minuty sesji przebiegały pod znakiem wyciągania indeksu i "robienia" dobrego zamknięcia. Notowania indeks "blue chipów" zakończył na poziomie 3744 pkt. (+1,51%). Jutro dzień wygaśnięcia kontraktów terminowych, dzień którego nikt nie może być pewien i nikt nie podejmie się jasnego prognozowania handlu na jutrzejszej sesji.
Marcin Stosio
(Makler DM BZ WBK)