W poniedziałek odbyła się rozprawa apelacyjna dotycząca wyroku pierwszej instancji (z listopada ub.r.), w którym sąd belgijski oddalił w całości powództwo Polski w sprawie unieważnienia wyroku Trybunału Arbitrażowego w Londynie z sierpnia 2005 r. Polsce nie udało się wówczas przekonać sądu, że Trybunał Arbitrażowy w ogóle nie powinien zajmować się sporem Eureko z Polską.
Także podczas rozprawy apelacyjnej adwokat polskiej strony przekonywał, że w sporze z Eureko właściwym nie jest zagraniczny sąd arbitrażowy, ale sąd polski. Zdaniem polskiej strony, taką drogę przewiduje bowiem zawarta umowa prywatyzacyjna PZU z 1999 r.
W 1999 r. rząd sprzedał ponad 30 proc. akcji PZU holenderskiej firmie Eureko i BIG Bankowi Gdańskiemu (obecnie Bank Millennium). Niedługo po podpisaniu umowy w listopadzie 1999 r. rozpoczął się konflikt wokół prywatyzacji PZU.
W sporze ze Skarbem Państwa holenderski inwestor domaga się realizacji aneksu do umowy prywatyzacyjnej PZU z 2001 roku, który przewidywał sprzedaż na rzecz Eureko dodatkowego pakietu 21 proc. akcji PZU oraz wprowadzenie PZU na giełdę.
Po kilku latach konfliktu Holendrzy uznali, że Polska narusza polsko-holenderską umowę o wzajemnej ochronie inwestycji i oddali sprawę do międzynarodowego Trybunału Arbitrażowego w Londynie. Ten w sierpniu 2005 roku przyznał rację Eureko.
Zdaniem adwokata polskiej strony, Eureko umyślnie skierowało sprawę nie do polskiego sądu, a do arbitrażowego w Londynie, gdyż "znając polskie prawo, wiedzieli o swoich słabościach" - a mianowicie, że polskie prawo cywilne przewidywało w przypadku umów przedwstępnych wymóg określenia daty końcowej zawarcia umowy przyrzeczonej, a takiej umowa z Eureko nie zawierała.
Tymczasem reprezentant Eureko przekonywał, że sąd arbitrażowy w Londynie był kompetentny, powołując się na umowę o wzajemnej ochronie i popierania inwestycji zawartą między Polską a Holandia w 1992 roku. Z umowy wynika, iż inwestorowi, który uzna, że jego prawa oraz inwestycja w danym kraju nie są chronione w sposób odpowiedni, przysługuje prawo do dochodzenia swoich praw przed Trybunałem Arbitrażowym.
W chwili przegranej Polski przed Trybunałem Arbitrażowym Eureko określało na 6 mld zł wysokość odszkodowania, którego może zażądać od Polski. Inwestor szacuje, że wysokość szkód rośnie o przynajmniej 1 mld zł rocznie od 2005 roku. Określenie wysokości odszkodowania będzie możliwe w drugim etapie postępowania arbitrażowego.
Po wystąpieniach stron przewodniczący składu sędziowskiego zapowiedział, że ogłosi wyrok w ciągu miesiąca, najpóźniej do 26 listopada.
W miniony piątek, 26 października, Ministerstwo Skarbu Państwa (MSP) odstąpiło od umowy sprzedaży akcji PZU z 1999 r., tłumacząc to naruszaniem umowy przez Eureko. MSP twierdzi, że Eureko narusza umowę prywatyzacyjną PZU, odwołując się w sporze z polskim rządem do międzynarodowego arbitrażu. Umowa stanowiła bowiem, że spory z niej wynikające będą rozstrzygane przez polskie sądy.
MSP wyjaśniło, że w lutym i wrześniu br. wezwało Eureko do natychmiastowego naprawienia naruszenia umowy, czyli zdaniem resortu odwołania się do trybunału arbitrażowego, poprzez wycofanie powództwa z arbitrażu. Ostatecznym terminem był 15 października. "Eureko nie naprawiło naruszenia umowy" - uznało MSP.
Najpóźniej w pierwszym tygodniu listopada powinien być znany wyrok sądu apelacyjnego w Brukseli w drugiej sprawie dotyczącej Eureko. Polska zakwestionowała bezstronność sędziego Stephena M.Schwebla, który był członkiem Trybunału Arbitrażowego, orzekającego w 2005 r. w sporze Polski i Eureko. Niewykluczone, że sprawa trafi do Sądu Kasacyjnego.
Inga Czerny (PAP)


