Do Lubzelu popłynie energia z Białorusi

Agnieszka Berger
opublikowano: 2002-01-18 00:00

Jeszcze w tym miesiącu powinno dojść do podpisania umów między spółką obrotu energią P-Line, rosyjskim RAO-Energetyka i Elbląskim Zakładem Energetycznym w sprawie budowy linii przesyłowej 110 kV łączącej sieć EZE z Obwodem Kaliningradzkim.

W grudniu powinna zostać uruchomiona linia energetyczna 110 kV, która umożliwi przesył prądu z systemu RAO do Polski i w przeciwnym kierunku — do Obwodu Kaliningradzkiego. Pośrednikiem handlowym i operatorem nowego połączenia, którego budowa ma rozpocząć się w marcu, będzie polska spółka obrotu energią P-Line. Linia połączy sieci energetyczne należące po stronie rosyjskiej do RAO Energetyka, a po stronie polskiej — do Elbląskiego Zakładu Energetycznego. Dystrybutor z Elbląga ma być również głównym odbiorcą rosyjskiego prądu. Część energii z Obwodu Kaliningradzkiego ma trafiać do sieci Zakładu Energetycznego Olsztyn.

Według Ryszarda Drzazgi, prezesa P-Line, z Rosji do Polski będzie płynąć rocznie 150-200 tys. MWh energii, a w przeciwnym kierunku — 250-300 tys. MWh. Spółka zamierza wykorzystywać różnicę stref czasowych i wynikającą z niej rozbieżność szczytów energetycznych.

— Podczas naszego szczytu dobowego będziemy sprowadzać tańszy prąd z Rosji i odwrotnie — twierdzi Ryszard Drzazga.

Szef P-Line liczy także na rychłe zamknięcie innego projektu. Chodzi o przeciągające się od wielu miesięcy uruchomienie gotowej linii 110 kV łączącej sieć Lubzelu, lubelskiego dystrybutora energii, z dwoma blokami białoruskiej elektrowni Bieriezowska.

Na połączenie białoruskiej tzw. wyspy energetycznej (czyli źródła energii odciętego od systemu ogólnokrajowego) z Polską nie chciał się zgodzić operator naszego systemu przesyłowego — Polskie Sieci Elektroenergetyczne. W ich ocenie, blok nie spełniał europejskich standardów jakościowych. Strona białoruska zobowiązała się do uzupełnienia braków i — według Ryszarda Drzazgi — już spełniła te warunki.

Zgoda PSE zależy już tylko od pozytywnej decyzji ministra gospodarki. Szef MG zgodził się, aby do 20 stycznia linia działała próbnie.

— Wszystko wskazuje na to, że zgodę na regularny import otrzymamy wkrótce. Najważniejszym argumentem, który pomógł przekonać ministra, był fakt, że P-Line jest również eksporterem energii — mówi Ryszard Drzazga.

P-Line za pośrednictwem swojej szwajcarskiej spółki eksportuje około 75 MWh tygodniowo z Polski do Niemiec. Kontrakt obowiązuje do końca marca, zdaniem prezesa — są możliwości jego przedłużenia.

— Mamy również szansę zwiększenia wolumenu. Strona niemiecka pozwoli nam na to w takim wymiarze, w jakim zdołamy wyeksportować energię z Niemiec. Właśnie jesteśmy bliscy zawarcia takiego kontraktu. Krajem docelowym będą Czechy — wyjaśnia szef P-Line.

Na zbliżonych warunkach spółka ma dostać zgodę na import energii z Białorusi do Polski. Musi go równoważyć sprzedażą polskiej energii za granicę.