Do tanga trzeba Senatu

Jacek Zalewski
opublikowano: 2005-09-27 00:00

Druga izba parlamentu (tylko druga, a w żadnym wypadku wyższa!) znajdowała się w niedzielę w głębokim cieniu wyborów do Sejmu. W całym kraju wyborcy długo studiowali żółte kartki i głośno wyrażali opinie, iż nie ma na kogo głosować. W państwie unitarnym Senat naprawdę potrzebny jest tylko i wyłącznie klasie politycznej, aby miała 100 dodatkowych lukratywnych stanowisk do obsadzenia. Miejmy nadzieję, że razem z odejściem Aleksandra Kwaśniewskiego senacki eksperyment straci obrońcę na urzędzie prezydenckim i wreszcie trafi do archiwum. Niestety, na razie istnieje.

Kolejny raz okazało się, że wybory do Senatu tylko umacniają dominację partii, które aktualnie znajdują się na fali. W roku 1997 AWS zdobyła w Senacie większość bezwzględną, podobnie w 2001 SLD-UP, a w ostatnią niedzielę bardzo blisko było PiS. To jest w ogóle temat na bardziej ogólne rozważania o wyborach większościowych, które w Polsce okazują się bardziej upartyjnione niż proporcjonalne.

Tytuł komentarza jest nawiązaniem do awansu Krzysztofa Cugowskiego, autora tezy: „Bo do tanga trzeba dwojga”, który właśnie został senatorem PiS. Przypadki tego typu potwierdzają minimalną wartość Senatu jako kontrolera prawa stanowionego przez Sejm. W poprzedniej kadencji takim folkowym senatorem był na przykład piłkarz Grzegorz Lato w barwach SLD — notabene reelekcję przegrał dosłownie o włos.

Wybory do Senatu ostatecznie zniosły ze sceny Józefa Oleksego i wielu innych polityków. Społeczeństwo Piły i okolic przełamało się i po 16 latach nie dało mandatu Henrykowi Stokłosie. Senator minął się z prawdą w sprawie zakopywania padliny, co nie uszło uwadze wyborców.