Rozpoczynający się tydzień będzie bardzo ważny dla rynków finansowych. W poniedziałek oczekujemy ogłoszenia danych o inflacji za sierpień. Wszystko wskazuje na to, że osiągnęliśmy kolejny rekord. W ubiegłym miesiącu inflacja prawdopodobnie wyniosła 1,2 proc. r/r i to pomimo wejścia w życie nowych taryf energetycznych, zawierających podatek akcyzowy od energii elektrycznej i nieco wyższych niż miesiąc wcześniej cen paliw. Czwarty miesiąc silnego spadku inflacji miesiąca zawdzięczamy wysokim sezonowym spadkom cen owoców i warzyw oraz niskiej dynamice cen żywności i napojów bezalkoholowych ogółem.
Wbrew niedawnym prognozom, nie będzie to najniższy poziom inflacji, jaki zobaczymy w tym roku. Dzięki decyzji ministra finansów o obniżeniu akcyzy na alkohol oczekiwane przeze mnie minimum będzie miało miejsce w październiku, kiedy to roczna dynamika wskaźnika dóbr i usług konsumpcyjnych może spaść do 1 proc. Jedynym zagrożeniem dla tego scenariusza może być wywołany planowanym przez USA atakiem na Irak wzrost cen paliw. Dynamika cen pozostałych składników koszyka konsumpcyjnego raczej nie wzrośnie ze względu na słaby popyt i wysoką podaż towarów żywnościowych.
Dane o podaży pieniądza pokazują, że w kolejnych miesiącach trzeba liczyć się z jeszcze słabszą presją na ceny. Gospodarstwa domowe zamiast oszczędzać, konsumują swe oszczędności. A taki proces może w nieodległym czasie doprowadzić do zahamowania wzrostu spożycia indywidualnego, które było motorem napędowym gospodarki w pierwszej połowie roku. Szczególnie że dane za sierpień pokazały również spadek dynamiki płac z 4,2 proc. r/r w lipcu do 2,8 proc. r/r w sierpniu, oraz spadek zatrudnienia w sektorze przedsiębiorstw o 0,2 proc. m/m, po spadku w lipcu o 0,3 proc. m/m.
Również dane o produkcji przemysłowej, których ogłoszenia oczekujemy w środę, nie pokażą znaczącej zmiany na lepsze. Dynamika produkcji przemysłowej rok do roku wyniesie minus 3,4 proc., jednak po uwzględnieniu różnicy w liczbie dni roboczych będzie to oznaczało wzrost o 1,0 proc. r/r.
Jednak tym, na co naprawdę czeka w tym tygodniu rynek finansowy, jest informacja o założeniach do budżetu na 2003 r. i o jego kształcie. W ubiegłym tygodniu minister finansów przedstawił podwyższoną prognozę wzrostu gospodarczego w 2003 r. Scenariusz Grzegorza Kołodki wydaje się trochę więcej niż optymistyczny. Jednak, moim zdaniem, nie należy go traktować jako sposób na „papierowe” podwyższenie wpływów podatkowych. Pod warunkiem, że prognoza wzrostu została podwyższona, gdyż resort finansów oczekuje w przyszłym roku wyższych inwestycji. Nawet bowiem ich wyższa dynamika, w sytuacji wyższych stawek amortyzacji i przy założeniu, że większość zakupów będzie dokonywanych w kraju, nie będzie miała wielkiego wpływu na poziom dochodów budżetu. Może zaś spowodować szybszy wzrost.