Dobre strony bankowego finansowania

  • Emil Szweda
opublikowano: 13-01-2019, 22:00

Zwrot emitentów w stronę banków jest korzystny dla obligatariuszy, bo zmniejsza ryzyko. W średnim terminie ogranicza jednak również możliwość zarabiania na obejmowaniu nowych emisji.

O zamiarze ubiegania się o kredyt inwestycyjny z Europejskiego Banku Inwestycyjnego poinformowało w piątek PCC Rokita. To kolejna podobna informacja w ostatnich tygodniach i miesiącach — emitent obligacji znakomicie znany inwestorom i tradycyjnie wybierający ten sposób finansowania wieloletnich inwestycji sięga po pieniądze bankowe zamiast (?) do swoich tradycyjnych i przychylnie nastawionych inwestorów.

Nie jest to jednoznacznie złe dla obligatariuszy. Po pierwsze, znacznie lepiej, jeśli emitent obligacji ma zdywersyfikowane źródła finansowania, bo oznacza to jego większe bezpieczeństwo. Po drugie, podpisanie umowy kredytowej jest potwierdzeniem pozytywnego przejścia audytu bankowego (komitetu kredytowego), a więc wiarygodności kredytowej. Oczywiście więcej kredytów oznacza, że potrzeby finansowania rozwoju emisjami obligacji są niższe — to druga, mniej korzystna, strona medalu. Inwestorzy, nawet gdyby chcieli, nie bardzo mają co kupować, bo na rynku pierwotnym ponownie dzieje się niewiele.

Jeśli jednak przyjąć, że gospodarkę — światową i krajową — czeka spowolnienie, lepiej, aby emitentów finansowały banki, bo to na nich spocznie związane z tym ryzyko. Innymi słowy, to banki pożyczają pieniądze tanio (przy rekordowo niskich stopach procentowych i najlepszych warunkach gospodarczych). Kiedy koniunktura nieco siądzie i banki również będą oczekiwały wyższej premii za finansowanie bardziej ryzykownych przedsięwzięć, emitenci być może ponownie zwrócą się w kierunku obligacji.

Naturalnie życie jest ciekawsze niż jakiekolwiek teoretyczne rozważania. Tylko w tym roku na wykup czeka rekordowe 3,7 mld zł obligacji korporacyjnych (bez banków i firm energetycznych), z których część będzie musiała zostać zrefinansowana, bo emitenci nie zdołają wypracować z działalności operacyjnej pieniędzy na wykup. Paradoksalnie to właśnie oni mają największe szanse na refinansowanie. Będące na musiku fundusze dłużne (umorzenia w funduszach obligacji korporacyjnych za zeszły rok liczone są w miliardach) wolą dostać gotówkę od emitentów o mocnej kondycji finansowej, niż upierać się przy wykupie obligacji przez postawionych pod ścianą. Kolejne defaulty oznaczałyby dalszy spadek wartości jednostek i zapewne kolejne umorzenia. Największy problem z refinansowaniem mogą mieć małe firmy, które polegały na inwestorach indywidualnych obejmujących ich emisje (np. tzw. małe emisje publiczne). Wartość potencjalnych defaultów w tej grupie nieco przekracza 30 mln zł. Wiadomo też, że papierów wartych 135 mln zł nie wykupi w terminie GetBack.

Na koniec o projekcie nowelizacji ustawy o ofercie publicznej. Krytyczne uwagi pod jej adresem mają NBP, resort inwestycji i rozwoju, przedstawiciele największych banków (w tym kontrolowanych przez skarb państwa) oraz innych organizacji (SEG, ZBP). Być może zbiorowy sprzeciw zatrzyma niekorzystne dla emitentów zmiany w prawie. Spotkanie w tej sprawie ma się odbyć w najbliższy poniedziałek.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Emil Szweda, Obligacje.pl

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Banki / Dobre strony bankowego finansowania