Dobrych wieści ciągle zbyt mało

Agnieszka Janas
28-02-2006, 00:00

W Polsce mieszkanie to dla wielu bezcenne dobro. Przeważnie kupowane jest jedno na całe życie. A na rynku nadal brak ofert...

Opracowany przez ASM Centrum Badań i Analiz (ASM) raport dotyczący budownictwa mieszkaniowego wskazuje liczne braki i zaniedbania. Jednak, na szczęście, obraz branży nie jest kreślony tylko w czarnych barwach.

Ciasne i niewłasne

Zasoby mieszkaniowe w Polsce to 12,5 mln mieszkań o łącznej powierzchni 850 mln mkw. W 2002 r. największa liczba lokali — 6,5 mln — pozostawała w rękach osób fizycznych. Stanowiło to 55,2 proc. całości zasobów. Liczba ta zwiększyła się o 1,8 mln mieszkań w stosunku do 1988 r. Kolejną grupą mieszkań są lokale spółdzielcze — 3,3 mln, czyli 28,6 proc. Mieszkania gminne stanowią 11,5 proc. Śladowe ilości mają zakłady pracy (2,2 proc.), a także Skarb Państwa (1,7 proc.). Deweloperzy, organizacje, instytucje wyznaniowe czy TBS-y miały zaledwie 0,6 proc.

Niedobór mieszkań i pogłębiająca się dewastacja części istniejącej substancji to fakt znany od dawna. W 2002 r. braki sięgały 1,6 mln lokali. To zły wynik. Tym bardziej że oznacza on wzrost zapotrzebowania o 300 tys. mieszkań w porównaniu z 1988 r. Brak kompleksowych remontów mieszkań grozi ich wycofaniem z rynku. Wiele lokali nie spełnia podstawowych standardów. I trudno wyrównać te braki.

— Od lat budownictwo mieszkaniowe w Polsce nie może przekroczyć bariery 100 tys. mieszkań rocznie. Mamy najgorszą sytuację mieszkaniową wśród państw członkowskich UE — ocenia Jacek Bielecki, dyrektor Polskiego Związku Firm Deweloperskich (PZFD).

Przedstawiciel deweloperów ocenia, że uznawany za niezły dla gospodarki 2005 r. był bardzo trudny dla mieszkalnictwa.

— To był rok stagnacji — podkreśla dyrektor Bielecki.

Czarne chmury

PZFD szacuje, że w kraju można by budować 180 tys. mieszkań rocznie. Jednak aby tak się stało, rząd powinien spełnić oczekiwania budowniczych.

— Nic nie zmieniło się na lepsze. Nadal największą bolączką deweloperów jest brak terenów, na których można budować. W poprzednim Sejmie była rozpatrywana ustawa o zagospodarowaniu przestrzennym gmin, ale do tej pory nic się z nią nie dzieje. Tymczasem obowiązujące prawo trzeba gruntownie zmienić. Powinno się wprowadzić mechanizmy, które spowodują uchwalenie planów miejscowych wszędzie tam, gdzie mają być realizowane inwestycje. Tym bardziej że uchwalenie planów jest możliwe w ciągu trzech lat. Rząd wysyła sprzeczne sygnały. Raz jest za radykalnymi zmianami, kiedy indziej tylko za nieznacznymi — tłumaczy Jacek Bielecki.

Niepokój środowiska budzą także zapowiedzi nadzoru bankowego, który chce ograniczyć możliwość zaciągania kredytów hipotecznych w obcych walutach.

— W tej chwili rynek kredytów hipotecznych działa dość dobrze. Kredyty walutowe są tańsze niż udzielane w złotych — więcej osób stać na ich zaciąganie. Wprowadzenie pomysłów nadzoru bankowego zdecydowanie zmniejszy liczbę osób mogących uzyskać kredyt — ocenia Jacek Bielecki.

Kolejną barierą rozwoju jest wysoka cena mieszkań.

— Część ceny wynika z przepisów technicznych dotyczących np. parkingów czy wysokości mieszkań. W porównaniu z innymi krajami UE mamy o wiele wyższy standard domów. Takie rozwiązania narzuca nam prawo, a nie popyt na rynku — podkreśla przedstawiciel PZFD.

Coś optymistycznego

Na szczęście budownictwo mieszkaniowe odnotowało kilka osiągnięć. Z raportu ASM wynika, że w latach 1988-2002 nastąpiła poprawa stanu lokali. Obejmuje ona wyposażenie ich w instalacje, modernizacje czy zastępowanie zużytych budynków nowymi domami. Zaowocowało to spadkiem o 48 proc. liczby tzw. mieszkań substandardowych.

— Dobrą prognozą dla branży jest propozycja rządowej definicji budownictwa społecznego. Jeśli uda się przekuć na akt prawny założenie, że są to domy i mieszkania do 350 mkw., to obejmie ono ponad 90 proc. inwestycji realizowanych w Polsce. Dzięki temu tak duża grupa lokali nie zostanie od 1 stycznia 2008 r. obciążona podwyżką podatku VAT z 7 do 22 proc. — mówi Jacek Bielecki.

Dobrze też wróży rynkowi opinia przedstawiona w dzienniku „Financial Times” („FT”). Gazeta zrobiła przegląd kilku krajów na świecie pod względem ich atrakcyjności dla inwestorów kupujących mieszkania na wynajem. „Polska cieszy się wzrostem gospodarczym napędzanym inwestycjami zagranicznymi dużych firm biznesowych. Ceny mieszkań w ciągu ostatniego roku wzrosły, ale nadal jest pole do zrobienia interesu” — zaopiniował „FT”.

Zdanie dziennika popiera część deweloperów.

— Polska stała się atrakcyjnym rynkiem dla takich inwestycji. Podobny trend obserwowano w Hiszpanii po jej przystąpieniu do UE. Ceny mieszkań w Polsce wciąż są niższe niż w „starej” Piętnastce, a wartość 1 mkw. na rynku wtórnym rośnie. Moim zdaniem, w najbliższych latach wzrost ten może dojść nawet do 20 proc. — wylicza Ryszard Matkowski z JW Construction Holding.

Z tak optymistycznym obrazem nie zgadza się Jacek Bielecki. Jego zdaniem, Polska nigdy nie będzie Hiszpanią... Przyznaje jednak, że zainteresowanie obcokrajowców niewątpliwie wpływa na rynek.

Rola państwa

Do rozwiązywania problemów mieszkaniowych w Polsce powinien przyczynić się program rządu. I musi on być obliczony na lata.

— Żaden, nawet najbogatszy, kraj nie rozwiązał tego problemu bez systemu wspierania budownictwa mieszkaniowego przez państwo. Jednak to nie wszystko. Należy stworzyć zachęty, żeby opłacało się inwestować w budownictwo na wynajem. Nie każdy musi mieszkać we własnym mieszkaniu, ale każdy powinien mieć szansę znalezienia odpowiedniego lokalu w miejscu, gdzie jest dla niego praca — podsumowuje Jacek Bielecki.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Agnieszka Janas

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Nieruchomości / Dobrych wieści ciągle zbyt mało