Ponad 100 lat doświadczenia w produkcji nawozów i pozycja jednej z największych w tej branży firm napawa optymizmem.
Początki firmy datują się na rok 1877. Wtedy to przemysłowiec Roman May zaczął w podpoznańskiej Starołęce produkować nawozy, które sprzedawał rolnikom w regionie. W testamencie pisał: „Pragnę usunąć konkurencję zagraniczną — a przemysłowi krajowemu utorować zbyt”. Starał się więc zbudować nowoczesną firmę. Surowce sprowadzał aż z Tunezji. Biznes szedł tak dobrze, że spadkobiercy Maya mogli przejąć w latach 20. XX w. inne przedsiębiorstwo z branży chemicznej — w Luboniu i tam przenieśli całą produkcję.
W ręce załogi
Dziś fabrycznymi budynkami sprzed ponad 80 lat opiekuje się konserwator zabytków, a podziwiać je przyjeżdżają zagraniczni architekci. W środku stoją jednak nowe linie produkcyjne, a Zakłady Chemiczne (ZCh) Luboń należą do czołówki producentów nawozów w kraju.
— Chcemy umacniać pozycję na rynku nawozów wieloskładnikowych. Mamy drugie miejsce z ponaddwudziestoprocentowym udziałem. Chcemy go co roku zwiększać o kilka procent — mówi Kazimierz Zagozda, prezes firmy.
Zdobycie tej pozycji nie było łatwe. Po wojnie ZCh upaństwowiono. Po 1989 r. nie umiały odnaleźć się na wolnym rynku.
— Załamał się rynek, nie było dobrego produktu, pieniędzy na niezbędne inwestycje technologiczne i prośrodowiskowe. Borykaliśmy się z przerostem zatrudnienia. Firma trafiła do Narodowego Funduszu Inwestycyjnego, a następnie odkupiła ją w całości spółka Luboń Management, którą założyli pracownicy — opowiada Kazimierz Zagozda.
Unowocześniono linię produkcyjną i przestawiono produkcję z nawozów pylistych na granulowane, na które jest większy popyt.
— Nowoczesne linie pozwoliły nam na komponowanie różnych składów nawozów, zależnie od oczekiwań rynku. To była jedna z ważniejszych decyzji wpływających na losy firmy — tłumaczy prezes Zagozda.
Nowoczesność i ekologia
Nowe produkty wymyślają i opracowują technolodzy i współpracujący z firmą naukowcy. Inwestycje na rozwój technologiczny sięgają kilkunastu milionów złotych rocznie. Dzięki temu nawozy z Lubonia zdobywają branżowe nagrody (np. główną dla najlepszego nawozu — Lubofosu Corn na targach Pologrol), a firma jest wyróżniana, m.in. Gazelą Biznesu 2005. Zakład dba także o ochronę środowiska.
— Każdego roku w ramach programu „Odpowiedzialność i troska” realizujemy działania zmierzające do poprawy naszego oddziaływania na środowisko. W ostatnim roku doprowadziliśmy do powstania kolejnego punktu mierzącego czystość powietrza w sąsiedniej wiosce Czapury. Od lat zmniejszamy poziom emisji gazów do atmosfery. Nie przekraczamy żadnych norm, a w niektórych przypadkach emisję obniżyliśmy do zera — twierdzi Kazimierz Zagozda.
Wciąż jednak uciążliwy dla okolicznych mieszkańców jest zapach powstający podczas przerobu skał fosforytowych.
— Zmagania z nim pochłonęły setki tysięcy złotych. Przebudowaliśmy instalacje i komin, w którym zraszamy parę wodną płynem antyodorowym. Współpracujemy z instytutem naukowym w Mediolanie, który zajmuje się tą problematyką. Szukamy na świecie metody gwarantującej całkowitą eliminację zapachu fosforytów — mówi prezes Zagozda.
Firma realizuje też program odpowiedzialności społecznej. Wspiera lokalne imprezy kulturalne, oświatowe, sportowe i uczestniczy w akcjach ekologicznych (np. Światowy Dzień Ochrony Środowiska).
Własny park
Sprzedaż nawozów wspomagają liczne akcje promocyjne, konkursy dla rolników i urozmaicanie oferty, np. o nawozy do ogrodów. Średnio spółka wprowadza na rynek co roku trzy-cztery nowe produkty.
Najnowszym pomysłem zarządu jest stworzenie parku przemysłowego. Firma ma duże własne tereny pod inwestycje, z których tylko część ma dzierżawców. Jeśli uda się uzyskać fundusze unijne, to przygotuje infrastrukturę dla kilkunastu małych i średnich przedsiębiorstw. A lokalizacja jest bardzo zachęcająca — 10 km od centrum Poznania i tylko dwa od autostrady A2. W parku będzie też bocznica kolejowa. W projekt zaangażowały się miasto Luboń i poznańskie uczelnie.



