Dojrzały jest zbyt drogi

  • Dorota Czerwińska
opublikowano: 03-12-2012, 00:00

Pracujesz w korporacji i jesteś w wieku 45+? Uważaj, mogą się ciebie pozbyć

Wraz z wiekiem i przybywaniem doświadczenia zarobki powinny, przynajmniej w teorii, rosnąć. A jak jest w rzeczywistości? Z raportu międzynarodowej firmy doradczej Kienbaum i Polsko-Niemieckiej Izby Przemysłowo-Handlowej, stworzonego na podstawie badań w ponad 60 dużych firmach z kapitałem polskim i zagranicznym, wynika, że wynagrodzenia rzeczywiście rosną, ale do czasu. Największy skok pensji następuje po osiągnięciu trzydziestki — przez pięć lat po jej przekroczeniu specjalistom przybywa w portfelu średnio 20 tys. zł rocznie, a menedżerom ponad 43 tys. zł. Potem zarobki nadal rosną, ale już bardziej umiarkowanie.

Młodszy model

W przypadku dyrektorów generalnych najwyższą płacę osiąga się w wieku 40-45 lat, czyli na ogół na początku kariery na tym stanowisku — rocznie średnio 517 833 zł brutto. Gdy dyrektor ma 45-50 lat, jego zarobki… spadają (do średnio 389 433 tys. zł). A gdy ma 50-55 lat znów dostaje mniej — 368 499 zł. Najwyższe uposażenie otrzymują ci, którzy na tym stanowisku dotrwają do wieku 55-60 lat, wtedy szybuje ono do 668 330 zł (średnio). Bardzo podobny schemat dotyczy menedżerów średniego szczebla. Ich pensja rośnie do 209 119 tys. w wieku 40-45 lat, by w następnej pięciolatce spaść do 171 801 zł i jeszcze bardziej, gdy osiągną 50-55 lat — do 160 635 zł. Powrót do lepszych zarobków następuje w wieku 55-60 lat — dostają wtedy średnio 209 150 zł. Po sześćdziesiątce znów jest gorzej. Inaczej jest tylko w przypadku specjalistów.

Zarabiają coraz więcej aż do 45-50 lat (osiągają wtedy średnią 106 819 zł). W wieku 50-55 lat mogą liczyć średnio na 88 453 zł, ale przed sześćdziesiątką znów ich portfele puchną — do 109 788 zł. W Polsce praktycznie nie ma dyrektorów generalnych poniżej 35 roku życia. Nic dziwnego, bo na takiej posadzie najbardziej liczy się wieloletnie doświadczenie i to ono decyduje o wyborze kandydata. Wyjątkiem jest branża internetowa.

— W niej na wysokich stanowiskach są często ludzie młodzi. To najczęściej założyciele, właściciele firm. Młodzi menedżerowie dużo większe szanse na awans na wysokie stanowisko mają w firmach mniejszych, zatrudniających 10-20 osób, w usługach (marketing, doradztwo itd.), ale też związanych z nowoczesnymi technologiami, innowacjami, biotechnologią. Większością korporacji, koncernów, dużych polskich firm zarządzają ludzie między 40 a 50 rokiem życia — mówi Mariola Kaźmierczak, konsultant w Kienbaumie.

Zrobił swoje — może odejść

Z raportu wynika, że tylko sporadycznie prezesami, członkami zarządów i dyrektorami generalnymi są w Polsce osoby, które mają więcej niż 55 lat. To polska specyfika.

— Z reguły z wiekiem i stażem wynagrodzenie rośnie. Ale menedżerowie koło 50. roku życia zarabiają najwięcej, więc firmy często wolą zastąpić ich młodszymi, ze świeżym spojrzeniem, a przede wszystkim tańszych — wyjaśnia konsultantka w Kienbaumie. Dodaje, że jej firma ma wśród proponowanych klientom kandydatów do pracy, wielu w wieku ponad 55 lat, którzy miesiącami nie mogą znaleźć posady mimo bogatego CV. Głównie dotyczy to menedżerów z doświadczeniem w bankowości, branży farmaceutycznej, high-tech i FMCG.

— Są to branże, w których jest agresywna konkurencja, szuka się też oszczędności — niestety także, w kieszeniach menedżerów. Natomiast energetyce i sektorze wydobywczym starsi menedżerowie mogą spać spokojnie — mówi Paweł Gniazdowski, dyrektor zarządzający Lee Hecht Harrison DBM w Polsce.

Menedżerów, którzy mają teraz ponad 50 lat, przyjmowano do korporacji w latach 90., gdy byli na początku drogi zawodowej. Przeważnie są to osoby, które zakładały w Polsce oddziały międzynarodowych firm. Większość ma bardzo szerokie kompetencje i doświadczenie.

Tymczasem dzisiaj często woli się zatrudnić menedżera, który będzie restrukturyzował, przekształcał, egzekwował od zespołu wdrożenia polityki globalnej i polecenia centrali. — Oczywiście, zwalniani menedżerowie świetnie by sobie z tym poradzili, ale po co ich zatrzymywać, jeśli ktoś może zrobić to taniej i bez eksponowania własnej opinii. Często obserwujemy, że odejście menedżera z korporacji poprzedza roczny czy dwuletni okres nieporozumień między nim a centralą lub właścicielami — komentuje Paweł Gniazdowski. A kto jest zainteresowany zwolnionymi pięćdziesięcioletnimi menedżerami wyższego szczebla?

— Firmy krajowe na wczesnym etapie rozwoju oraz spółki skarbu państwa. Dla menedżerów to często awans merytoryczny, bo uzyskują dużo większą decyzyjność, ale finansowa strata. Podejmują też czasem własną działalność na zasadzie doinwestowania jakiegoś biznesu, wejścia w spółkę, wchodzą do rady nadzorczej mniejszej firmy, prowadzą wykłady, uczestniczą w projektach jako doradcy — wyjaśnia Paweł Gniazdowski.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Dorota Czerwińska

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy