Kryzys na rynku finansowym szkodzi amerykańskiej walucie. Podobnie, jak wczorajsze dane o inflacji Eurolandu.
Wczoraj amerykańska waluta znów traciła do europejskiej — kurs EUR/USD wzrósł do rekordowego poziomu 1,5968. Powodem jest obawa inwestorów, że inflacja, która w marcu wzrosła w strefie euro do 3,6 proc. z 3,3 proc. w lutym, może zmusić Europejski Bank Centralny (EBC) do dalszego powstrzymywania się od cięcia stóp procentowych.
— Różnica między stopami w Stanach Zjednoczonych i Europie sprawia, że euro zyskuje na sile — tłumaczy Grzegorz Maliszewski, ekonomista Banku Millennium.
Przypomnijmy, że w USA Fed obniżył główną stopę do 2,25 proc., podczas gdy w Eurolandzie jest ona na poziomie 4 proc., a może być jeszcze wyższa.
We wtorek Jurgen Stark, członek rady EBC, stwierdził, że ten poziom może być zbyt niski, aby poradzić sobie z rosnącą inflacją.
Na kurs waluty niekorzystnie działają również prognozy wzrostu gospodarczego w USA.
— Możliwe, że w drugim kwartale PKB wyniesie zero lub będzie ujemny. To dodatkowo sprawi, że dolar straci na wartości — mówi Marcin Grotek, analityk rynków finansowych Raiffeisen Banku.
Zdaniem ekonomistów, poziom 1,6 USD za euro może być zaporą trudną do przejścia.
— Jeśli wartość dolara spadnie jeszcze bardziej, możliwe, że połączone siły banków centralnych będą interweniować skupując dolara — uważa Piotr Bujak, ekonomista BZ WBK.
Zdaniem Grzegorza Maliszewskiego, koniec presji na amerykańską walutę może nastąpić w drugiej połowie roku.
— Sytuacja za oceanem zacznie się stabilizować, ponieważ lepiej znane będą skutki kryzysu na rynku kredytowym. To wzmocni dolara — mówi ekonomista.
Dodaje jednak, że jeśli recesja w USA będzie dłuższa i głębsza, niż prognozują analitycy, okres odbijania dolara może potrwać dłużej.
— Na koniec roku kurs euro może spaść średnio do 1,53 USD — prognozuje Piotr Bujak.