Donald Trump pilnuje cen brylantów

opublikowano: 21-06-2016, 22:00

Kandydat republikanów agituje nawet z pierścionka, a poparcie dla inwestycyjnych diamentów rośnie.

Wiadomość, że na licytację wystawiony będzie pierścionek zaręczynowy, który trafił na palec jednej z żon Donalda Trumpa, brzmi trochę tak, jakby zupełnie nie była adresowana do lokalnego inwestora. Ponad 7-karatowy kamień może się jednak okazać przydatny, bo poza tym, że zapewnił pierścionkowi spodziewaną cenę 300 tys. USD (1,16 mln zł), początkującym kolekcjonerom dostarczy też paru cennych wskazówek.

Żeby diament był inwestycyjny, musi mieć odpowiednią masę, czystość i jakość szlifu — spodziewana cena 7,45 karatów z pierścionka zaręczynowego Donalda Trumpa to 300 tys. USD (1,16 mln zł).
Zobacz więcej

POWIEDZ TAK:

Żeby diament był inwestycyjny, musi mieć odpowiednią masę, czystość i jakość szlifu — spodziewana cena 7,45 karatów z pierścionka zaręczynowego Donalda Trumpa to 300 tys. USD (1,16 mln zł). JOSEPH DUMOUCHELLE

Po rozwodzie z Trumpem Marla Maples wystawiła biżuterię na aukcję, a cena w domu Josepha DuMouchelle’a wyniosła w 2000 r. 110 tys. USD (426 tys. zł). Stopa zwrotu, której oczekuje prywatny inwestor, w dużym stopniu związana jest z pozycją potencjalnego prezydenta USA, ale poza samą proweniencją — czyli pochodzeniem — obiekt broni się na rynku kilkoma cechami, na które warto zwrócić uwagę.

Za diamentem w szmaragdowym szlifie — a więc prawie prostokątnym, ale z lekko ściętymi rogami — stoi nie tylko rozpoznawalność Trumpa, ale też Harrego Winstona, którego warsztat jubilerski jest jednym z najsłynniejszych na świecie. W posiadaniu jego firmy wielokrotnie znajdywały się kilkudziesięciokaratowe okazy znane z mediów, a Marilyn Monroe — wystrojona w kolię i różową suknię z kokardą — nakłaniała w swojej słynnej scenie właśnie Winstona, żeby opowiedział jej o najlepszych przyjaciołach kobiet.

Ranga jubilera skutecznie podnosi więc stawkę, ale planując zróżnicowanie aktywów diamentami, dobrze wiedzieć, że nie zawsze trzeba kupować biżuterię, bo certyfikowane przez amerykańską instytucję kamienie bez oprawy sprzedawane są przecież też w kraju.

Przy ocenie szlifu brane są pod uwagę zarówno proporcje i symetria kamienia, jak też sposób wykończenia.

— Na rynku diamentów inwestycyjnych mamy teraz dość spore ożywienie, a jeżeli mowa o lokalnych transakcjach na kamieniach bardzo dobrej jakości, ceny ostatnio sprzedanych 3-4-karatowych wynosiły około 300 tys. USD. Coraz wyraźniej widzimy też tendencję do kierowania się nie tylko ceną, ale też jakością szlifu — komentuje Marcin Marcok, ekspert rynku diamentów z Mart Diamonds i dodaje, że przy ocenie szlifu brane są pod uwagę zarówno proporcje i symetria kamienia, jak i sposób wykończenia, zależny od umiejętności szlifierza. Zanim więc inwestor urozmaici portfel połyskującymi aktywami, wypada, żeby zachował się po prostu jak Marilyn Monroe, bo nie straci, jeśli poprosi fachowca o więcej informacji.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Weronika Kosmala

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu