Donald Tusk o Smoleńsku

DI, PAP
opublikowano: 28-04-2010, 19:23

Mimo ryzyka kryzysu ustrojowego związanego ze śmiercią prezydenta Lecha Kaczyńskiego, państwo polskie okazało się stabilne - stwierdził premier Donald Tusk na środowej konferencji informującej o stanie prac wyjaśniających ws. katastrofy w Smoleńsku.

"Od samego początku trzeba było działać tutaj w kraju ze względu na poważny kryzys ustrojowy będący następstwem śmierci prezydenta RP, a także wielu innych bardzo ważnych urzędników państwowych. Chcę stwierdzić, że nie tylko w mojej ocenie, państwo tutaj też dobrze zdało swój egzamin" - mówił szef rządu podczas środowej konferencji prasowej.

Jak zaznaczył, po katastrofie samolotowej pod Smoleńskiem słychać było wiele obaw, że tak wielkie straty w polskiej elicie politycznej mogą wstrząsnąć posadami państwa. Jednak - jak zaznaczył premier - państwo okazało się bardzo stabilne.

Premier powiedział w środę do dziennikarzy: "Chcę uspokoić państwa, jeśli chodzi o tego typu sprzęt, jak laptopy czy telefony komórkowe, nasze służby specjalne, w porozumieniu z Rosjanami i za ich pomocą, są w dyspozycji tego sprzętu. Cały drogą dyplomatyczną został przez stronę rosyjską przekazany i jest w Polsce także do dyspozycji prokuratury, łącznie z telefonem komórkowym prezydenta" - powiedział Donald Tusk.

Dodał, że Rosjanie umożliwiają dostęp do wszystkich działań i materiałów przewodniczącemu Państwowej Komisji Badania Wypadków Lotniczych Edmundowi Klichowi.

Szef rządu na konferencji prasowej podkreślił, że śledztwo dotyczące przyczyn katastrofy polskiego samolotu pod Smoleńskiem budzi dużo emocji. Zaznaczył, że wszyscy niecierpliwie czekamy na wyniki śledztwa po stronie polskiej i rosyjskiej, jak i wyniki badań, które prowadzą komisje polska i rosyjska.

Tusk mówił, że kluczowa dla instytucji państwa w procesie wyjaśniania przyczyn katastrofy jest wiarygodność, zgodność z procedurami, przejrzystość, ale przede wszystkim nieuleganie takiej presji, by zaspokoić potrzebę szybkiej informacji. "A szybka informacja, ale nieprecyzyjna, albo nieprawdziwa w takich momentach jak ten może narobić bardzo wiele szkód" - ocenił premier.

Przypomniał, że zgodnie z Konwencją chicagowską państwo polskie wysłało do Rosji tzw. akredytowanego (Edmunda Klicha), którego zadaniem i prawem jest uczestniczyć we wszystkich postępowaniach po stronie rosyjskiej. W sobotę odbyło się spotkanie Tuska z Edmundem Klichem.

"Do tej pory zgodnie z informacją bardzo szczegółową, jaką mi przekazał (...) Rosjanie wypełniają to zobowiązanie wynikające z Konwencji chicagowskiej. I nawet w ocenie (Edmunda) Klicha są w wielu sytuacjach gotowi wykraczać poza ramy Konwencji, jeśli jest tylko takie oczekiwanie strony polskiej" - mówił Tusk.

Dodał, że doradcy i eksperci akredytowanego mają także prawo dostępu do wszelkich czynności i materiałów, jakie bada komisja rosyjska. Tusk zaznaczył, że akredytowany będzie oceniał, na ile projekt raportu ze strony rosyjskiej odpowiada czynnościom, działaniom, materiałom, które oni podczas postępowania komisji widzieli.

Premier poinformował, że dzięki obecności E. Klicha strona polska będzie formułowała ewentualne uwagi do projektu raportu strony rosyjskiej.

Tempo i skala informowania opinii publicznej o okoliczności katastrofy prezydenckiego samolotu pod Smoleńskiem będą zależały od decyzji prokuratury - powiedział w środę premier Donald Tusk.

"Wyrażam to przekonanie, podziela je także prokurator generalny, że wszystko co możliwe, wszystko, co nie szkodzi śledztwu, wszystko, co jest już do zdefiniowane, powinno być tak szybko, jak to możliwe, ujawnione publicznie" - podkreślił premier.

Jak dodał, rozumie prokuraturę i "jej powściągliwość". "Zadaniem prokuratury, akredytowanego i komisji jest dotarcie do wszystkich okoliczności katastrofy, a nie snucie hipotez i spekulacji" - zaznaczył.

Premier poinformował, że z dużą dozą prawdopodobieństwa można dziś stwierdzić, iż przyczyną katastrofy prezydenckiego samolotu pod Smoleńskiem nie była awaria maszyny lub eksplozja na jej pokładzie.

"Dzisiaj możemy z dość dużą dozą prawdopodobieństwa stwierdzić, że przyczyną katastrofy nie była awaria samolotu lub eksplozja na jego pokładzie, ale sami państwo widzieli, że zarówno rosyjska jak i polska strona miała poważne problemy, żeby precyzyjnie określić sam moment katastrofy" - mówił Tusk podczas środowej konferencji prasowej.

Tłumaczył, że po wgłębieniu się w prace śledczych okazuje się, że aby zdefiniować nawet najprostszy fakt dotyczący katastrofy trzeba na wszelki wypadek zbadać wszystkie okoliczności. "Nie wystarczy jeden materiał źródłowy, nie wystarczy zapis z czarnej skrzynki, trzeba zbadać wszystkie okoliczności po to, żeby sformułować definitywny sąd" - mówił szef rządu.

Donald Tusk powiedział na konferencji prasowej, że przerwanie pracy niektórych urządzeń w samolocie, który rozbił się pod Smoleńskiem, może wskazywać, iż katastrofa nastąpiła o godz. 8:41. Zastrzegł jednak, że nie zostało to definitywnie stwierdzone.

"Mogę powiedzieć, że z relacji (...) tych, którzy uczestniczą razem z Rosjanami, jeśli chodzi o badanie tego, co w aparaturze samolotu do tej chwili odzyskano, to przerwanie pracy niektórych instrumentów wskazywałoby na godzinę wcześniejszą, czyli 8:41" - powiedział Tusk.

Zaznaczył jednak, że ta informacja powinna być traktowana jako "przykład, ilustrację, z jakim problemem się tam (w prokuraturze) borykają, niż jako definitywne stwierdzenie".

Tusk powiedział, że rozumie prokuraturę, iż nawet w tak elementarnej kwestii jak godzina katastrofy woli poczekać na stuprocentową pewność, niż później wycofywać się z ustaleń. Dotychczas jako godzinę katastrofy podawano godz. 8:56.

Premier dodał też, że lotnisko w Smoleńsku nie było "w optymalnym stanie". Za stan lotniska odpowiada strona rosyjska.

Premier był pytany przez dziennikarzy, czy przed wylotem prezydenckiego samolotu 10 kwietnia do Katynia polskie albo rosyjskie służby zbadały stan lotniska w Smoleńsku.

"Nie ma takiego obyczaju, żeby polskie służby wyjeżdżały wcześniej i sprawdzały wszystkie okoliczności lądowania.(...) Nie sądzę, aby lotniska, na których lądujemy, były wcześniej szczegółowo sprawdzane przez polskie służby" - powiedział premier podczas konferencji prasowej.

Donald Tusk zaznaczył, że na lotnisku w Smoleńsku przez wiele lat lądowały oficjalne delegacje przy okazji uroczystości katyńskich. "W tym sensie odpowiedzialność za lotnisko biorą gospodarze, a odpowiedzialność za decyzje, że korzystamy z tego lotniska, bierze załoga i szefostwo załogi" - dodał.

Premier, który lądował na lotnisku w Smoleńsku 7 kwietnia, powiedział też, że miał wrażenie, że lotnisko "nie jest w stanie optymalnym". "Dysponowałem wiedzą, zanim wylądowaliśmy, że jest to lotnisko tylko czasowo oddawane do użytku" - powiedział.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: DI, PAP

Polecane