Dostawcy są wyjątkowo uczciwi

Kamil Kosiński
opublikowano: 2003-11-19 00:00

Dostawca elementów systemów pamięci raczej pomoże rozwiązać problem. Nie będzie wyłącznie zachwalał własnych produktów.

System pamięci masowej składa się z dwóch zasadniczych grup produktów. Jedną z nich jest sprzęt, drugą oprogramowanie. Wielu zastanawia się, który element jest ważniejszy. Można o to zapytać dostawcę. A odpowiedzi, jakich udzielają producenci na pytanie, który z tych elementów jest ważniejszy dla poprawnego funkcjonowania całego systemu pamięci masowych, mogą zaskoczyć.

Jedni zachwalają drugich

Dostawcy kojarzeni ze sprzętem uważają, że ważniejsze jest oprogramowanie. Przedstawiciele firm typowo software’owych doceniają z kolei macierze dyskowe i biblioteki taśmowe.

— W gruncie rzeczy, w systemie pamięci masowych ważniejsze jest oprogramowanie. Posiadanie sprzętu to po prostu wymaganie podstawowe — twierdzi Jan Smólski, prezes EMC Computer Systems Pol-and, jednego z wiodących dostawców urządzeń do archiwizacji danych, który zamierza przejąć produkujące oprogramowanie Legato.

— Planując budowę systemu pamięci masowych rozważa się aspekt przeniesienia środka ciężkości na oprogramowanie lub sprzęt. Nastepnie trzeba przeanalizować, w jakim stopniu każde z rozwiązań spełnia wymagania biznesowe i w przypadku równoważności wybrać po prostu rozwiązanie tańsze — uważa Piotr Nogaś, architekt systemowy w Veritas Software Poland, czyli lokalnym przedstawicielstwie jednego z największych producentów oprogramowania dla systemów pamięci masowych.

Rynek się zmienił

Wygląda na to, że dostawcy produktów do tworzenia systemów pamięci masowych są najuczciwszym segmentem rynku IT. Brak ciągłego zachwalania produktów z własnej oferty nie spotyka się przecież często. Oni twierdzą jednak, że takie zachowanie wymusza sytuacja na rynku. Nie można już po prostu klienta nabijać w butelkę. Oszukany może już nigdy nie wrócić. Zadowolony, wraz z rozwojem swojego systemu, będzie dokonywał kolejnych zakupów.

— Skończyły się już czasy, gdy kontrakty można było zawierać na zasadzie: sprzedać, uciekać i nie pojawiać się, dopóki klient nie zapomni o tej transakcji — zaznacza Piotr Nogaś.