Dragados wygrał z drogowcami

opublikowano: 01-06-2012, 00:00

W najczarniejszym scenariuszu wyrok może kosztować generalną dyrekcję ponad 10 mld zł, bo otwiera drogę do realizacji zaniechanych inwestycji

Hiszpański Dragados, inwestor giełdowej firmy Pol-Aquy, wyszedł zwycięsko ze starcia z Generalną Dyrekcją Dróg Krajowych i Autostrad (GDDKiA). Sąd Okręgowy w Warszawie nakazał rządowej instytucji kontynuację przetargu na trasę S-7 (Radom — granica województwa mazowieckiego).

Dragados złożył w nim najtańszą ofertę, wartości 677 mln zł, ale dyrekcja rok temu — de facto w imię wymaganych przez rząd oszczędności — skasowała przetarg. Jeśli śladem Hiszpanów pójdą inne firmy budowlane i uzyskają podobne wyroki, dyrekcja będzie musiała wznowić przerwane rok temu postępowania. Oprócz konkursu na S-7 GDDKiA anulowała także 14 innych przetargów. Ich wznowienie mogłoby słono kosztować, bo wartość unieważnionych zamówień grubo przekracza 10 mld zł.

— Po wyroku w sprawie S7 prawnicy firm budowlanych będą musieli zastanowić się, czy warto iść z dyrekcją na noże. To przecież główny zleceniodawca dla wielu przedsiębiorstw. Może się okazać, że część firm zdecyduje się na sądową walkę o zamówienia. Pamiętajmy jednak, że GDDKiA nie ma pieniędzy, więc nawet jeśli zostanie zmuszona do przywrócenia jakiegoś przetargu, jego rozstrzygnięcie może — pod byle pretekstem — przeciągać bez końca — uważa Marek Michałowski, prezes Polskiego Związku Pracodawców Budownictwa.

Pod ścianą

Na razie jednak GDDKiA musi się zastanowić, co zrobić w sprawie S-7 i Dragadosu.

— Czekamy na pisemne uzasadnienie wyroku. Kiedy je otrzymamy, podejmiemy decyzję — twierdzi Urszula Nelken, rzecznik GDDKiA. Dragados zapędził dyrekcję w kozi róg?

— Pierwszą instancją było postępowanie przed Krajową Izbą Odwoławczą, a obecny wyrok Sądu Okręgowego Warszawa- Praga to już druga instancja. GDDKiA nie ma więc możliwości złożenia apelacji. Skargę kasacyjną może jedynie złożyć prezes Urzędu Zamówień Publicznych (UZP), a Sąd Najwyższy musiałby uznać, że sprawa nadaje się do rozpatrywania — informuje Jarosław Sroka z kancelarii BSJP

Brockhuis, Jurczak, Prusak, reprezentującej Dragados. Co zrobi UZP? Do zamknięcia wydania tego nie udało nam się ustalić. Prawnicy Dragadosu nie spodziewają się wniosku kasacyjnego UZP.

Zapowiadają natomiast, że gdy dostaną pisemny wyrok sądu okręgowego, natychmiast wystąpią do dyrekcji z wnioskiem o jego wykonanie.

— W trakcie postępowania sądowego odnawialiśmy wadium i ważność oferty, więc GDDKiA może podpisać umowę jedynie z Dragadosem — ocenia Jarosław Sroka. Oferta Hiszpanów jest bowiem nie tylko najtańsza, ale jako jedyna ważna. Wygaśnięcie ważności innych ofert może być natomiast dużą przeszkodą dla firm, które, zwabione sukcesem Dragadosu, chciałyby walczyć o wznowienie unieważnionych przez GDDKiA przetargów.

— Wyrok jest przestrogą dla podmiotów realizujących inwestycje na podstawie prawa zamówień publicznych. Pokazuje, że nie mogą ogłaszać dowolnej liczby przetargów i nagle, ni stąd, ni zowąd, ich unieważniać — podkreśla Jarosław Sroka.

Przygotowanie firm do przetargów to przecież konieczność poniesienia przez wykonawców niemałych kosztów, których, w razie unieważnienia postępowania, nie można zrekompensować.

Zdaniem Dariusza Blochera, prezesa Budimeksu, firmy, które brały udział w unieważnionych przetargach, mogą żądać zwrotu kosztów przygotowań.

Interes publiczny

Przypadek Dragadosu pokazuje, że GDDKiA wpadła we własne sidła. Najpierw przez wiele miesięcy zapewniała, że ma miliardowe oszczędności w drogowych przetargach. Jednak na początku ubiegłego roku przyznała, że w kasie jest pusto, a rząd — pilnujący deficytu — zrezygnował z realizacji wielu inwestycji. GDDKiA musiała unieważnić przetargi, ale w uzasadnieniu dla wykonawców jako powodu nie wskazała braku kasy.

Dyrekcja powołała się na art. 93 ust. 1 pkt.6 prawa zamówień publicznych (pzp), zgodnie z którym zamawiający unieważnia przetarg, jeśli wystąpiła zmiana okoliczności, powodująca, że wykonanie zamówienia nie leży w interesie publicznym. Sąd był innego zdania. To zbudowanie S-7, a nie zaniechanie przetargu, leży w interesie publicznym — uznali sędziowie.

— Nie wierzę, by dyrekcja była w stanie wykonać wyrok sądu, ale zagranie Dragadosu to majstersztyk — ocenia Zbigniew Kotlarek, prezes Polskiego Kongresu Drogowego i były szef GDDKiA.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Katarzyna Kapczyńska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu