Drobiarze kontra Frankenkurczak

Branża zarzuca Otwartym Klatkom straszenie konsumentów i działanie na szkodę gospodarki. Analizy prawne trwają, tylko czy na pewno warto interweniować?

W Warszawie na billboardach, citylightach i w autobusach można od początku lipca oglądać kampanię Otwartych Klatek z chorym, niemogącym się poruszać kurczakiem, który leży w odchodach. Stolica to początek — stowarzyszenie informuje, że kampania nazwana „Frankenkurczak” może się pojawić wkrótce w innych miastach. W Warszawie zaś zawiśnie w kolejnych miejscach w sierpniu. Otwarte Klatki nie ujawniają budżetu kampanii, twierdzą natomiast, że posłużyły na nią pieniądze pozyskane m.in. od amerykańskiego Open Philantrophy Project, który wyłożył je na poprawę warunków życia brojlerów. Branża drobiarska twierdzi, że to straszenie konsumentów i wprowadzanie ich w błąd, a także działanie na szkodę gospodarki, bo nasze drobiarstwo jest największe w UE.

W lipcu na ulicach Warszawy zagościła kampania Otwartych Klatek. Ma
potrwać do sierpnia.
Zobacz więcej

BILLBOARDY I AUTOBUSY:

W lipcu na ulicach Warszawy zagościła kampania Otwartych Klatek. Ma potrwać do sierpnia. Fot. WM

Wolność i róbmy swoje

— Komunikat nie może wprowadzać w błąd. Tu widzimy pojedynczego, chorego osobnika,pokazanego z sugestią, że tak wyglądają wszystkie ptaki na fermach. Otóż nie wyglądają. To nieuczciwe granie na emocjach i manipulowanie konsumentami. Analizujemy możliwe kroki prawne — twierdzi Piotr Kulikowski, prezes Indykpolu i szef Krajowej Rady Drobiarstwa.

Andrzej Goździkowski, prezes Cedrobu, uważa, że na takie zaczepki branża nie powinna reagować.

— Świat jest pełen osób oderwanych do rzeczywistości, a na tym polega wolność, że każdy ma prawo do działania i własnej oceny. Oczywiście, że to czyste kłamstwo, ale nie warto zwracać na nie uwagi, bo to tylko dodaje jego twórcom energii. My robimy swoje, tzn. rozwijamy się i produkujemy tak, żeby klient był zadowolony — według wyśrubowanych przepisami unijnymi norm — tłumaczy Andrzej Goździkowski.

— W pełni popieramy wszelkie działania piętnujące patologie zachodzące w polskiej hodowli kurczaka. Pragniemy przy tym zaznaczyć, że Polska jako największy producent i eksporter drobiu w Europie musi spełniać i spełnia wszelkie wymogi jakościowe hodowli. Dbałość o dobrostan zwierząt jest priorytetem wszystkich producentów, bo warunkuje możliwość sprzedaży i skutecznego funkcjonowania na rynku. Oczywiście w każdym zawodzie znajdzie się ktoś nierzetelny i pozostajemy gorącymi zwolennikami walki z wszelkimi przypadkami nieprzestrzegania ważnych norm i zasad dobrej, współczesnej hodowli — twierdzi Józef Wiśniewski, prezes Wipaszu.

Zdaniem Pawła Rawickiego z Otwartych Klatek na grafikach nikt nie sugeruje, że polska branża nie przestrzega przepisów dotyczących dobrostanu — być może zbyt mało rygorystycznych.

— Masa brojlerów przyrasta szybko, co powoduje u nich trudności ruchowe. Zaś zdjęcia wykorzystywane na billboardach zostały wykonane w przypadkowo wybranych fermach, a nie łamiących prawo — twierdzi Paweł Rawicki.

Obrzydzanie czy powtórka

Frankenkurczak nie jest nowym pomysłem Otwartych Klatek. Do tej pory jednak stowarzyszenie ograniczało się do informowania o akcji na swojej stronie internetowej i w mediach społecznościowych. Widoczna kampania „na mieście” ma jednak inną siłę rażenia.

— Wchodząc na stronę, konsument poddaje problem głębszej refleksji, widzi więcej informacji, otwiera też kolejne strony. Oglądając takie billboardy, nie ma czasu na przemyślenie tematu, tylko krzywi się na widok cierpiącego zwierzęcia i to mu zostaje w głowie. To może realnie zniechęcić do konsumpcji drobiu lub zachęcić do walki o ograniczenie inwestycji w branży — uważa Piotr Kulikowski.

— Kampania nie doprowadzi do tego, że ludzie przestaną jeść kurczaki. Być może jednak ograniczą ich spożycie na rzecz innych produktów albo zaczną zwracać uwagę na to, z jakiej hodowli pochodzi. Najwięksi gracze w tej branży mają w swojej ofercie również mięso z kurczaka ras wolnorosnących, co pokazuje, że prowadzą hodowle o różnych poziomach dobrostanu — twierdzi Paweł Rawicki.

Andrzej Goździkowski podkreśla, że wzrost i inwestycje branży przynoszą korzyści nie tylko właścicielom firm.

— Z siły polskiego drobiarstwa korzystają np. konsumenci z biednych krajów, dla których to kwestia zaspokojenia głodu, a także wiele innych branż. Jest wysoce prawdopodobne, że rodziny czy znajomi owych oderwanych od rzeczywistości osób piszą dla nas programy komputerowe, świadczą usługi transportowe lub budowlane. Dzięki naszemu rozwojowi także oni mogą zarabiać — podkreśla prezes Cedrobu.

Otwartych Klatek te argumenty nie przekonują.

— Branża broni się tak, jak w przypadku jaj z chowu klatkowego. Dziś najwięksi producenci i przetwórcy oficjalnie zadeklarowali odejście od korzystania z klatek. Chcemy wpłynąć na producentów mięsa, by też poprawili warunki hodowli — twierdzi Paweł Rawicki.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Michalina Szczepańska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy