GPW warunkowo zezwoliła na wykluczenie Elektrimu z obrotu giełdowego. Nie powiedziała jednak — dlaczego. Inwestorów nie przekonują wyjaśnienia Ludwika Sobolewskiego, prezesa giełdy.
Był to już drugi wniosek Elektrimu o wycofanie z notowań. Oba miały podobne uzasadnienie — trwające postępowanie upadłościowe. Jednak we wrześniu to uzasadnienie nie przekonało GPW. Za drugim razem udało się. Czym różniły się oba wnioski?
— Argumentacją — twierdzi Ludwik Sobolewski.
Do Stowarzyszenia Inwestorów Indywidualnych i do „Pulsu Biznesu” napływają e-maile od niezadowolonych graczy giełdowych. Podobne w tonie wypowiedzi można znaleźć też na forach internetowych. SII postanowiło więc zająć się sprawą.
— Na prośbę inwestora konsultujemy się z prawnikami. Sprawdzamy, czy można zaskarżyć decyzję giełdy i jakich korzyści mogliby się spodziewać z tego tytułu właściciele akcji — mówi Konrad Smok z SII.
Stowarzyszenie chce się też dowiedzieć, jakimi argumentami Elektrim przekonał zarząd giełdy. Na razie to tajemnica.
„Ukrywanie tych informacji godzi nie tylko w interesy drobnych graczy, lecz także innych inwestorów, którzy mają powyżej 5 proc., takich jak Vivendi czy Elżbieta Sjöblom” — napisał do nas jeden z rozczarowanych właścicieli walorów konglomeratu.
Elektrim co prawda musi obiecać GPW, że na swojej stronie internetowej będzie na bieżąco publikował informacje z przebiegu postępowania upadłościowego, także po wykluczeniu z obrotu giełdowego, jednak w rzeczywistości wyegzekwowanie tego obowiązku będzie bardzo trudne, podobnie jak zweryfikowanie rzetelności umieszczanych tam informacji. Strona Elektrimu od lat jest „w przebudowie”. Istnieje także strona komunikaty.elektrim.pl, na której ostatnią informację zamieszczono w... lipcu.
Na początku wczorajszej sesji inwestorzy nie wyglądali na wstrząśniętych
wiadomością o wykluczeniu z GPW i akcje Elektrimu nawet zyskiwały na wartości —
do 7,27 zł. Potem jednak było już tylko gorzej. Potaniały o 5,4 proc., do 6,62
zł