Po środowym, nieco silniejszym od oczekiwań wzroście sprzedaży domów na rynku wtórnym w USA, w czwartek inwestorów rozczarowały dane z rynku pierwotnego. W styczniu sprzedaż nowych domów spadła z 325 tys. do 284 tys. (w ujęciu annualizowanym), przy konsensusie prognoz 70 ekonomistów ankietowanych przez agencję Bloomberg na poziomie 305 tys. Najgwałtowniej, bo aż o 37 proc. spadł popyt na domy w zachodnich stanach.
Jednocześnie spadek odnotował indeks cen nieruchomości (o 0,3 proc. m/m), więc inwestorzy nie muszą szczególnie się gimnastykować, aby znaleźć argumenty potwierdzające tezę o drugim dnie na rynku nieruchomości, zwłaszcza, że w pamięci mają wstrzymywane przez ostatnie kilka miesięcy komornicze przejęcia, które wcześniej czy później dodatkowo zwiększą podaż domów na rynku wtórnym i nasilą presję na dalszy spadek cen.
Patrząc na dzisiejsze zachowanie notowań różnych klas aktywów można dojść
do wniosku, że duża część inwestorów lokujących właśnie rzuciła ręcznikiem lub
jest o krok od kapitulacji. W czwartek wśród nielicznych instrumentów
zyskujących na wartości znalazły się frank, jen oraz długoterminowe obligacje
(rentowność dziesięcioletnich papierów rządowych USA spadła w ostatnich dniach z
3,75 proc. do 3,44 proc.). Z drugiej strony ewidentnie przyspiesza wyprzedaż
egzotycznych surowców i produktów rolnych - po godz. 17 czasu warszawskiego
bawełna taniała o 3,8 proc., owies o 4,6 proc., a ceny pszenicy, ryżu i tarcicy
spadały o blisko 3 proc. Powoli można mówić już o ewakuacji inwestorów z tych
przegrzanych rynków, chociaż do idealnej realizacji takiego scenariusza
przydałoby się jeszcze nagłe umocnienie dolara. W ciągu minionego tygodnia o 10
proc. potaniały m.in. pszenica, bawełna, ryż i pallad, a inwestorzy kierujący
się analizą techniczną na wykresach zbóż czy cukru wkrótce otrzymają książkowe
formacje negujące dotychczasowy trend wzrostowy.
Na rynku ropy, na który obecnie z niepokoją spogląda cały świat w
czwartek cena ropy osiągnęła poziom 103 USD za baryłkę, ale po południu cofnęła
się do 99 USD po tym, jak Arabia Saudyjska ogłosiła gotowość do zwiększenia
podaży ropy. Na warszawskim parkiecie WIG20 spadł o 0,7 proc., na zagranicznych
giełdach FT-SE spadł o 1 proc., a amerykańskie indeksy traciły po południu ok.
0,5 proc.
KOMENTARZ PRZYGOTOWAŁ
Łukasz Wróbel, Noble
Securities