Drogi unijny znak CE albo wysoka kara

Ryszard Gromadzki
03-06-2004, 00:00

Drogie badania albo groźba ogromnych kar — przed takim wyborem stanęło tysiące drobnych przedsiębiorców.

Składaniem komputerów zajmuje się w Polsce 6-7 tys. małych firm. Na razie. Przepisy, które obowiązują od 1 maja, mogą spowodować, że zdecydowana większość z nich zniknie z rynku. Chodzi o znak CE — bezpieczeństwa, który musi być umieszczony na urządzeniach produkowanych w Unii Europejskiej.

— Problem polega na tym, że według obowiązującego prawa, certyfikowany powinien być kompletny produkt, czyli komputer. Nie ma znaczenia, że dotyczy to też poszczególnych komponentów — mówi Szymon Zwoliński z poznańskiej spółki Regionalne Centrum Informatyki.

CE, czyli China Eksport

Przedsiębiorcy nie podważają celowości wprowadzenia znaku CE. Wynika to z wymogów unijnych dyrektyw LVD (bezpieczeństwo urządzeń elektrycznych) i EMC (emisja fal magnetycznych). Problem polega na tym, że przebadanie komputerów przez laboratoria do tego uprawnione (jest ich mniej niż 10), kosztuje ponad 10 tys. zł. Natomiast użycie znaku CE dla produktu, który nie spełnia odpowiednich norm, grozi 100 tys. zł kary.

— O ile firmy montujące kilkaset komputerów jednego typu mogą wkalkulować w cenę wymagane badania, to firmom małym, składającym kilka czy kilkanaście sztuk miesięcznie, z konfiguracją dopasowaną do wymogów klienta, trudno ponieść takie koszty. Na dodatek dostępność poszczególnych modeli, np. procesorów czy płyt głównych, często jest krótsza niż okres potrzebny na badania, trwające kilka tygodni. Powstaje błędne koło — twierdzi Szymon Zwoliński.

Uważa, że wyjściem z sytuacji mogłoby być nadawanie CE tym składanym komputerom, w których wszystkie komponenty przeszły wcześniej wymaganą dla tego symbolu certyfikację.

— Szczególny problem stanowią obudowy do komputerów. Aż 80 proc. pochodzi z Azji. Co prawda wiele z nich ma oznaczenie CE, ale niestety można to tylko przetłumaczyć jako China Eksport — tłumaczy Szymon Zwoliński.

Kwestia czasu?

Sprawdzeniem, czy sprzedawane w sklepach komputery (w 2003 r. wyprodukowano ich w Polsce 740 tys.) spełniają kryteria oznakowania CE, mają zająć się Państwowa Inspekcja Handlowa (PIH) oraz Urząd Regulacji Telekomunikacji i Poczty.

— Od 1 maja inspektorzy nie zakwestionowali w poznańskich sklepach komputerów w związku z niedopełnieniem wymogów CE — twierdzi Janusz Świerczyński z PIH.

— Uważam jednak, że mimo nowych regulacji prawnych kwestii wprowadzania na rynek komputerów osobistych bez oznakowania CE nie uda się definitywnie rozwiązać. Potwierdza to przykład Niemiec, największego rynku w Europie. 20 proc. sprzedawanych tam komputerów wciąż nie ma oznakowania CE — mówi Rafał Krysiak, dyrektor handlowy firmy komputerowej ProData z Poznania.

Okiem urzędnika

Najpierw pod lupę pójdą duzi

Od 1 czerwca pracownicy naszego urzędu rozpoczęli kontrolę sprzętu pod kątem jego zgodności z europejskimi normami. Wiem o obawach firm składających komputery, dlatego uspokajam: nie zamierzamy szkodzić przedsiębiorcom. Według interpretacji przyjętej przez URTiP, producenci będą musieli przeprowadzić badania tylko najbardziej rozbudowanych zestawów. Mniejsze, zawierające te same komponenty, będą przez nas akceptowane bez dodatkowych badań. Na początku będziemy kontrolować dużych producentów, dając czas małym firmom na oswojenie się z nowymi regulacjami.

Jacek Strzałkowski rzecznik Urzędu Regulacji Telekomunikacji i Poczty

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Ryszard Gromadzki

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Świat / Drogi unijny znak CE albo wysoka kara