Drogowcy boją się bankructw

Elżbieta Cierlica
opublikowano: 2001-05-28 00:00

Drogowcy boją się bankructw

Polskie przedsiębiorstwa drogowe mogą zbankrutować. Przyczyny tkwią w niskich nakładach budżetowych na drogi i w rygorystycznych przepisach ustawy o zamówieniach publicznych oraz kodeksu pracy.

Firmy drogowe mają moc przerobową o wartości 12 mld zł.

— Roczna wartość wykonywanych w Polsce robót nie przekracza 7 mld zł. Pracują więc na pół gwizdka, a zapowiada się, że będzie gorzej — twierdzi Paweł Ludwig, prezydent Ogólnopolskiej Izby Gospodarczej Drogownictwa.

Oszukany budżet

Z planowanych 35 proc. odpisu na drogi, od wpływów z podatku akcyzowego od paliw silnikowych, w tegorocznym budżecie pozostało 30 proc. Są to jednak znacznie mniejsze pieniądze niż przewidywano, gdyż w wyniku rządowej autopoprawki do projektu budżetu, dotyczącej zmniejszenia planowanych wpływów z podatku akcyzowego od paliw, nastąpiło kolejne obniżenie nakładów. Łączna kwota na drogownictwo z wpływów z akcyzy w 2001 roku wynosić będzie 4,6 mld zł.

Zmniejszenie funduszy na drogownictwo spowodowane jest również tym, że drogi samorządowe nadal będą finansowane jako część drogowa subwencji ogólnej. Taki przepływ środków finansowych umożliwia samorządom wykorzystanie ich na inne cele. Według danych OIGD, ponad 0,5 mld zł z tzw. puli drogowej pochłaniają koszty utrzymania nowo utworzonej w województwach i powiatach administracji drogowej, a około 600 mln zł samorządy wykorzystują niezgodnie z przeznaczeniem. W praktyce, z kwoty 2,7 mld zł na drogownictwo, niewiele ponad 1 mld zł przeznacza się na budowę i modernizację dróg administrowanych przez samorządy terytorialne.

Polacy podwykonawcami

— O ile w postępowaniach o zamówienia publiczne, realizowanych ze źródeł krajowych polskie firmy radzą sobie dobrze, o tyle w postępowaniach finansowanych ze źródeł zagranicznych muszą ustępować cudzoziemcom — mówi Wojciech Malusi, prezes OIGD.

Wynika to między innymi z warunków stawianych oferentom przez zamawiających. Muszą oni np. wykazać się liczbą wykonanych w ciągu 3 lat metrów kwadratowych nawierzchni autostrad w określonych technologiach, co jest niemożliwe, gdyż w Polsce nigdy nie było tego typu zleceń.

Firmy zagraniczne często oferują ceny niższe niż krajowe, gdyż inne są ich koszty. Nie prowadzą w Polsce firm, nie odprowadzają podatków, nie zatrudniają pracowników. W specyfikacji warunków zamówienia — zgodnie z ustawą o zamówieniach publicznych — musi być wprawdzie zastrzeżenie, że 51 proc. zamówienia zrealizowane jest siłami własnymi wykonawcy, ale większość zamawiających tego nie przestrzega. W praktyce 100 proc. zamówienia firmy zagraniczne zlecają podwykonawcom, czyli polskim firmom.

Płatności za duże zamówienia realizowane są terminowo.

Zatory i unieważnienia

Gorzej jest z wypłacalnością niektórych zarządów dróg powiatowych, a całkiem źle z wypłacalnością wielu gmin. Zatory płatnicze w ostatnim roku były przyczyną upadku kilkuset firm. Natomiast przyczyną znacznego ubożenia były unieważnienia przetargów, wynikające z tego, że np. źle został przygotowany kosztorys inwestorski czy nie zostały zabezpieczone środki na realizację zamówienia. Zamawiający, który unieważnia przetarg z własnej winy, nie ponosi żadnych konsekwencji.

W rządowym projekcie nowelizacji ustawy o zamówieniach publicznych przewidywana była możliwość roszczeń oferenta wobec zamawiającego z powodu unieważnienia przetargu. Projekt ten został jednak przez rząd wycofany, a wprowadzona na jego miejsce nowelizacja ustawy takich rozwiązań nie przewiduje.

Elżbieta Cierlica