Droższy kotlet z wartościami

Niemieckie sieci handlowe sprawdzą, czy konsument jest skłonny zapłacić za mięso więcej, jeśli zwierzęta żyją w lepszych warunkach — wprowadzają znakowanie

Sieci handlowe na różne sposoby walczą o „sumienie” konsumenta. Niemieckie wprowadzają właśnie dobrowolne oznaczanie dobrostanu zwierząt, których mięso będą sprzedawać. Detalicznów gigantów zza Odry — m.in. sieci Aldi, Kaufland, Lidl i Netto, obecne również nad Wisłą — połączyło porozumienie. Od kwietnia wprowadzą system podobny do obowiązującego przy oznaczaniu jaj — donosi niemiecki „WirtschaftsWoche”. Oznaczenia na półkach marketów będa dotyczyć wołowiny, wieprzowiny i drobiu. Mają uporządkować rynek. Najniżej będzie sklasyfikowane mięso pochodzące od zwierząt trzymanych w kojcach (Stallhaltung), a dopisek „plus” pojawi się, jeśli np. miejsca w kojcach było więcej. Trzeci poziom dobrostanu (Außenklima) to jeszcze więcej miejsca w kojcach i wypuszczanie zwierząt na świeże powietrze, a czwarty (Premium) oznacza dostęp do wolnego wybiegu.

Nie wiadomo, ilu konsumentów będzie skłonnych wybierać mięso według
kryterium dobrostanu zwierząt, z których pochodzi, ale takie produkty będą
wyraźnie oznaczone na sklepowych półkach. Na razie za Odrą — nasza branża
mięsna spodziewa się jednak, że pomysł szybko do nas przeniknie.
Zobacz więcej

ZNAK CZASÓW:

Nie wiadomo, ilu konsumentów będzie skłonnych wybierać mięso według kryterium dobrostanu zwierząt, z których pochodzi, ale takie produkty będą wyraźnie oznaczone na sklepowych półkach. Na razie za Odrą — nasza branża mięsna spodziewa się jednak, że pomysł szybko do nas przeniknie. iStock

Deklaracje i rzeczywistość

— Biorąc pod uwagę, że zachodnie trendy docierają do nas, a część sygnatariuszy porozumienia ma sklepy w Polsce, spodziewam się, że pomysł zostanie zaimportowany. Polski konsument też tego potrzebuje — na naszym rynku funkcjonują już różne oznaczenia mięsa, np. ze zwierząt hodowanych bez antybiotyków i karmionych paszą bez GMO. Sieci handlowe zaczynają zauważać, że Polacy są gotowi płacić więcej za jakość i swoje przekonania. Dziś muszą porównywać etykiety, taki system wprowadza przejrzystość — mówi Paweł Nowak, dyrektor zarządzający Goodvalley.

Witold Choiński, prezes Związku Polskie Mięso, uważa, że w Polsce taki rynek już raczkuje.

— Część konsumentów kieruje się dobrostanem zwierząt. Jeszcze większa grupa deklaruje, że chce produktów wysokiej jakości, a cena jest mniej ważna, choć przy sklepowej półce ostatecznie kieruje się ceną — mówi Witold Choiński.

— Trzeba pamiętać, że taka klasyfikacja oznacza certyfikację mięsa. Konieczność sprawdzenia, jakie są warunki hodowli, to dodatkowy koszt. Pojawia się pytanie, kto za to zapłaci — czy konsument będzie skłonny zaakceptować związaną z tym podwyżkę — zaznacza Jerzy Wierzbicki, prezes Polskiego Zrzeszenia Producentów Bydła Mięsnego.

Przyznaje, że taki system oznaczeń to też świetne narzędzie do zweryfikowania teorii, np. o konsumencie wrażliwym na cenę.

— Dzięki takiemu podziałowi każda z sieci mogłaby zweryfikować, jaką wagę dla konsumenta ma dobrostan zwierząt, a jaką portfel. Wyniki nie muszą być oczywiste. Gdy w USA wprowadzono podział mięsa na najdroższe „prime”, tańsze „choice” i najtańsze „select” — zależnie od jakości kulinarnej — wszyscy spodziewali się, że trzecia kategoria będzie się cieszyć największą popularnością. Okazało się jednak, że konsumenci kupują najwięcej ze „środkowej półki” — mówi Jerzy Wierzbicki.

Lata nauki

Paweł Nowak zwraca uwagę na jeszcze jeden aspekt planów niemieckich sieci.

— Takie działania edukują i budują zaufanie do producentów mięsa, które zwłaszcza w Polsce jest niskie. U nas też byłby to więc dobry pomysł — uważa Paweł Nowak.

Zdaniem Bartłomieja Chłodnickiego, prezesa produkujących jaja Polskich Ferm, branża mięsna powinna uzbroić się w cierpliwość.

— Nauczenie większości konsumentów rozróżniania jaj z poszczególnych systemówchowu zajęło nam około 10 lat. Dziś rzeczywiście widać duży wzrost świadomości Polaków robiących zakupy. Dzięki temu w branży mięsnej edukacja może zająć mniej czasu. Jednak bez względu na to, ile to potrwa, warto wprowadzić większą przejrzystość na półkach — podsumowuje Bartłomiej Chłodnicki. © Ⓟ

Nowa wartość dodana

Gdy sieci spożywcze w Niemczech ogłosiły odejście od sprzedaży jaj z chowu klatkowego, trend szybko dotarł do Polski. Niemiecki handel zdecydował się na kolejny krok — również w imię ochrony zwierząt — sieć Rewe ogłosiła w 2017 r., że wspiera rozwój technologii, dzięki której nie będą uśmiercane jednodniowe pisklęta płci męskiej, nieprzydatne producentom jaj. Były też inne inicjatywy. Tesco w Wielkiej Brytanii i Polsce zachęcało do zakupu mniej urodziwych owoców i warzyw, aby nie marnować żywności. Gros takich produktów trafia do kosza jeszcze na etapie produkcji i dystrybucji. Podobną akcję jesienią zeszłego roku przeprowadziło w Niemczech Rewe — tłumaczyło, że celowo kupuje brzydsze warzywa i owoce, żebym pomóc lokalnym rolnikom, których zbiory z powodu suszy straciły na urodzie.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Michalina Szczepańska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy