Nie każda firma ma taki luksus, jak CI Games. Warszawski producent gier komputerowych po raz drugi może wszystko zaczynać od początku. Za dwa lata okaże się, czy spółka potrafi zarabiać na produkowanych przez siebie grach, czy miliony zysku, które przyniosła jej pierwsza część „Snajpera”, były jednorazowym wystrzałem. Opublikowane wczoraj przez CI Games wyniki rozczarowały giełdowych inwestorów, którzy rzucili się do wyprzedawania akcjispółki. W połowie sesji traciły one nawet ponad 9 proc., by na zamknięciu stracić 6,6 proc. Przy ponad 109 mln zł przychodów w 2014 r. spółka pokazała zaledwie 2 mln zł zysku netto. Rok wcześniej przy zbliżonych przychodach zysk wyniósł 15 mln zł. Marek Tymiński, prezes CI Games, tłumaczy, że spadek zysku to efekt nieudanej premiery „Enemy Front”. Tytuł, który trafił na rynek w czerwcu, okazał się totalną klapą. Sprzedał się zaledwie w 300 tys. kopii. Rok spółce uratowała druga premiera: dobrze przyjęty przez rynek „Lords of the Fallen”. Gra nie stała się hitem i wpływy z jej premiery starczyły na pokrycie wcześniejszych strat oraz kosztów.

CI Games jest jednak w lepszej pozycji niż rok temu. Spółka pozbyła się całego zadłużenia, które zaciągała na finansowanie bieżącej działalności. Marek Tymiński zapowiada, że kolejne produkcje będą finansowane z pieniędzy własnych, a temat długu może pojawić się dopiero za kilka kwartałów, jeśli spółce zabraknie pieniędzy. Na razie jednak nie ma o tym mowy, bo niedługo do spółki ma trafić do 27 mln zł od dystrybutorów „Lords of the Fallen”. Na ten rok CI Games planuje premierę mobilnej wersji „Lordsów”. W przyszłym roku ma się odbyć premiera trzeciej części „Snajpera”, a za dwa lata drugiej części „Lords of the Fallen”.