Mimo specustawy oraz zaklęć władców nie ma żadnych szans na powtórzenie tempa np. wzniesienia od zera Zamku Królewskiego. Towarzysz Edward Gierek podjął decyzję w styczniu 1971 r., zaś już w lipcu 1974 r. surowa bryła była ukończona, później przez całą dekadę do 1984 r. trwało żmudne wykańczanie wnętrz i urządzanie ekspozycji. Jeśli punktem odniesienia dla obecnej sprawności obsadzonej przez nominatów PiS nowej spółki celowej ma być dorobek analogicznej spółki Centralny Port Komunikacyjny, to można obstawiać ukończenie pałacowej inwestycji zapisanej w tytule ustawy około roku 2030. Notabene ciekawe nie tylko, ile miliardów ta inwestycja (no i sama spółka) finalnie wydoi z budżetu państwa, lecz także kto, przecinając wstęgę, spije polityczną śmietankę.
Odcedzając planowaną inwestycję z mętnej wody politycznej wypada obiektywnie uznać, że jest w stolicy potrzebna. Diabeł tkwi oczywiście w wielu szczegółach finansowych i realizacyjnych. Dla uczciwych historyków nie do przyjęcia jest natomiast generalne zakłamywanie prawdy, co konkretnie ma zostać zrekonstruowane. Prawdziwy barokowy Pałac Saski, ukończony w 1664 r. – którego dziedziniec przekształcono w Plac Saski – był tak zdewastowany po Powstaniu Listopadowym, że carskie władze spacyfikowanego Królestwa Polskiego wystawiły zbędny obiekt na licytację. Rywalizację prywatnych inwestorów o znakomitą działkę wygrał w 1837 r. kupiec Iwan Skwarcow, który zrealizował najbardziej klasyczną deweloperkę. Przeszkadzające mu archaiczne pałacowe mury, które nie miały przecież żadnej ochrony konserwatorskiej, usunął do zera, nawet fundamenty musiały być nowe. W latach 1838-42 wystawił dwie klasycystyczne bliźniacze kamienice o przeznaczeniu komercyjnym, na wynajem zarówno mieszkań, jak też biur. Dlatego powtarzana m.in. przy okazji uchwalania ustawy teza o „przebudowie” Pałacu Saskiego to grube kłamstwo. Potwierdziły to w 2005 r. odkrywki archeologiczne na placu. Wielki paradoks polegał na tym, że marszałek Iwan Paskiewicz, rosyjski ciemiężyciel Królestwa Polskiego, nakazał Iwanowi Skwarcowowi domknięcie luki między jego komercyjnymi kamienicami i tak powstała znakomita kolumnada na Osi Saskiej. Niepodległa Polska to właśnie w niej umieściła w 1925 r. Grób Nieznanego Żołnierza. Podczas wykonywania w grudniu 1944 r. zbrodniczego rozkazu wysadzenia całej budowli ten właśnie fragment kolumnady oszczędził niemiecki dowódca saperów, którego tknęło żołnierskie sumienie.

Deweloper Iwan Skwarcow nie cieszył się udaną inwestycją zbyt długo, bo zmarł w 1850 r. Jego spadkobiercy w 1864 r. odsprzedali całość carskiemu rządowi, który obsadził w kamienicach dowództwo wojskowe. Po odzyskaniu w 1918 r. niepodległości obiekt objęło Wojsko Polskie, zaś wyrazem patriotycznej derusyfikacji stało się reaktywowanie dawnej nazwy Pałac Saski. Naprawdę było to nawiązanie wyłącznie do miejsca, jako że sama budowla do ostatniej cegły była przecież XIX-wieczną nówką deweloperską. Obecna idea rekonstrukcji nawiązuje oczywiście do tradycji II Rzeczypospolitej. Jednak całkowite wygumkowywanie bardzo niewygodnej prawdy stricte budowlanej, co III Rzeczpospolita za budżetowe miliardy zrekonstruuje, to wielka nieuczciwość.