Duet luksusowy

Karol Jedliński
opublikowano: 19-06-2008, 00:00

Marvipol zarabia na kantorach, deweloperce czy, jak niegdyś Jan Wejchert, na myjniach samochodowych. Konserwatywnie, z widokiem na zysk.

Plany były ofensywne. Marvipol pod wodzą Mariusza Książka i Andrzeja Nizio miał na giełdzie dostać pokaźny zastrzyk gotówki. Prospekt, drukowany jeszcze zimą, mówił o 199 mln złotych brutto. W obecnej sytuacji rynek nie miał takiego kapitału.

— Skończy się na kilku milionach, ale kosztów emisji — przewidywali giełdowi wyjadacze.

Marvipol nie dał za wygraną. Wchodzi na parkiet w okrojonej wersji, czyli bez publicznej oferty. Zarządzający dali jasny przekaz:

— Wprowadzamy spółkę do obrotu, bo oceniamy obecną sytuację na giełdzie jako przejściową. Kiedy będzie lepiej, pomyślimy o emisji — przekonuje Andrzej Nizio, wiceprezes zarządu Marvipolu i posiadacz kilku procent akcji firmy.

Miał zostać fizykiem. Został wspólnikiem Mariusza Książka. On kontroluje znakomitą większość akcji Marvipolu. Ostatnie dni to dla nich długie rozmowy i ważne decyzje okołogiełdowe. Widać zmęczenie i znużenie. A tu jeszcze pytania o czasy liceum.

— W ogóle się nie przygotowałem na pytania z prehistorii, łapię powietrze, jak pan to wspomina. Były takie młodzieńcze biznesy — przyznaje Mariusz Książek.

Ryzyk-fizyk

Wiatru w żagle złapie, gdy rozmowa zejdzie na luksusowe samochody czy apartamenty. Dziś Marvipol naturalnie kojarzy się z deweloperką, szczególnie tą z wyższej półki. Jednak na historię tej marki składa się ciąg większych i mniejszych biznesów. Zwykle bardzo udanych. Zaczęło się w liceum.

— Końcówka lat 80., pośrednictwo w kupnie i sprzedaży samochodów, raczej zachodnich. Nie, niekoniecznie jaguarów i land roverów, lecz używanych z Polmotu i z Peweksu — precyzuje 36-letni Mariusz Książek.

W tym czasie Andrzej Nizio, jego równolatek, siedział z nosem w książkach w rodzinnym Biłgoraju. Dziś w duecie zarządzają m.in. generalnym importerem Jaguara i Land Rovera w Polsce. Budują sieć ich sprzedaży, inwestują w marketing, liczą zyski.

— Handel autami to marzenie z wczesnej młodości. Spełniłem je, pamiętając, że można na tym zarobić — przyznaje Mariusz Książek.

Od kilku lat w prasie określany nie inaczej jak „self made man”, „rzutki perfekcjonista”, stworzył firmę, której wartość dawno przekroczyła setkę milionów złotych. Elegancki gabinet z meblami pikowanymi zieloną skórą, na szafce niedokończone cygaro, słabość prezesa. Wszystko na parterze budynku przy ul. Stawki 3A w Warszawie, gdzie w 2002 r. oddano do użytku pierwszy deweloperski projekt Marvipolu.

— Kiedy mowa o strategii, to pojawiam się ja. Kiedy sprawy bieżące i cyfry, do akcji wkracza prezes Nizio — zaznacza Mariusz Książek.

Przyjaciele czy tylko biznesowi partnerzy? Według Andrzeja Nizio, raczej to pierwsze uzupełnione drugim:

— Na pewno przyjaciele nie od zawsze, bo poznaliśmy się dopiero w czasach studenckich. Pracowałem dla tego pana, pisałem mu programy komputerowe, typowo sprzedażowe.

W 1996 r. Nizio przeprowadził się z Biłgoraja do Warszawy. Nie został więc asystentem posła Palikota czy menedżerem w tamtejszym Black Red White.

— Miałem stolarskie tradycje w rodzinie, na sam widok deski dostaję dreszczy — śmieje się.

Dualizm cząsteczek

Zaczęło się wspólne działanie pod szyldem Marvipol, coś w końcu trzeba było zrobić z nadwyżką waluty, jaką dysponował Mariusz Książek. Jako właściciel kilku kantorów w Warszawie już kilkanaście lat temu mógł sobie pozwolić na zainwestowanie kilkuset tysięcy dolarów. Zajęcie nie najlepiej kojarzone nie odstraszało młodego biznesmena. Liczył się rachunek zysków.

— Marvipol początkowo inwestował w nieruchomości, koncentrował się na wstępnym etapie procesu deweloperskiego, tj. na pozyskiwaniu gruntów pod budownictwo mieszkaniowe i komercyjne, przygotowaniu niezbędnej dokumentacji, a także na konsultingu i pośrednictwie w obrocie nieruchomościami — wykłada Mariusz Książek.

Z biegiem lat kantory traciły na znaczeniu. Dziś zostały trzy, lada dzień będą dwa. Zarabianie na różnicach kursowych przestało być wyjątkowo rentowne. Lepiej radzą sobie myjnie samochodowe, kolejny pomysł twórców Marvipolu. Każdy zmotoryzowany warszawiak rozpoznaje te z logo Robo Wash Center. Najbardziej znana z sześciu rozsianych po stolicy to ta przy Dworcu Gdańskim.

— Tam już w latach 70. mieściła się pierwsza w Polsce myjnia automatyczna. Jej pomysłodawcami byli m. in. Jan Wejchert i Kazimierz Grabek — podkreśla prezes Marvipolu.

Kiedy w końcu XX w. polskie firmy emocjonowały się nowymi technologiami, Marvipol poszedł pod prąd. Zanim pękła bańka internetowa, warszawska spółka została deweloperem pełną gębą. Grunt przy ul. Stawki kupiła w 1997 r., z myślą o apartamentowcu.

— Na pewno? A nie przypadkiem w 1998 r.? — dopytuje Mariusz Książek.

I dodaje:

— Niby nieistotne, ale jednak. Mam taką cechę, że jak już mówię o cyfrach, to precyzyjnie, bo nie rozmawiamy o filozofii działania, tylko o czymś wymiernym.

Na to Andrzej Nizio:

— Jako fizyk zaznajomiony z dualizmem cząsteczkowym uważam, że wcale te cyfry nie muszą być dokładne. Ta sama cząstka może być w dwóch różnych miejscach. Ważne, że powstał jeden projekt, Stawki Residence — ucina.

420 koni

Elegancki, w wysokim standardzie, sprzedał się na pniu, rentowność projektu sięgnęła 41 proc. Zaczęły powstawać kolejne, obcojęzycznie ukwiecone: Villa Marina, Villa Cameratta czy Kazimierzowska Residence (rentowność 30 proc.). Teraz w budowie są m.in. Mokotów Residence czy Melody Park. Oczkiem w głowie pozostaje Prosta Tower, luksusowy apartamentowiec z elewacją z falującego szkła. Bryłę budynku, który stanie obok pałacu szkarady autorstwa JW Construction, porównywano do estetyki Gaudiego.

— Osobiście za Gaudim nie przepadam. Takie porównanie to raczej wynik fantazji dziennikarzy — zastrzega Mariusz Książek.

Budowa trwa. Właściciel Marvipolu nie ukrywa radości:

— Wreszcie kawałek warszawskiego downtown przestanie być architektoniczną pustynią.

Pomysły na budowanie w mieście ma, i to rodem z najpiękniejszych europejskich miast. Recepta? Łączyć stare z nowym.

— Marzy mi się teren na styku Starówki i Śródmieścia, gdzie można by do budynku starego, klasycznego dobudować jego nowoczesną część. Na pewno ryzykowne przedsięwzięcie, bo wielu naszych konserwatorów krzywi się na samą myśl o tym. A w Mediolanie czy w Londynie takich projektów jest pełno — przyznaje Mariusz Książek.

Na razie zamiłowanie do piękna realizuje jako właściciel importera Jaguara i Land Rovera na Polskę. Przesiadł się właśnie z limuzyny do range rovera, silnik 3,8 turbo diesel. Andrzej Nizio zrobił krok w drugą stronę. W jego jaguarze drzemie 420 koni, audi i bmw zostają w tyle. To na drodze. A w biznesie?

— Jesteśmy schłodzonymi konserwatystami. Nastawieni na zysk, a nie na efekciarstwo. Nie będziemy się ścigać, żeby wpaść w zadyszkę. Nie naprężamy się, zawsze można zrobić jeden projekt mniej ale dobrze. Nie wiem, czy to co mówię jest marketingowe, ale tak jest — kończy Mariusz Książek. n

Przygarnij zwierzaka

Jaguar, który tak podoba się prezesom Marvipolu, podbija gusta klientów już od ponad 70 lat. Początkowo firma, założona przez sir Williama Lyonsa, nazywała się Swallow Sidecar Company (w skrócie SS). Sprzedawała nie limuzyny, lecz wózki boczne do motocykli. W 1932 r. roku spod ręki Lyonsa wyszła limuzyna SS1. A że nazwa się nie najlepiej kojarzyła, zaraz przechrzczono samochód na Jaguar. Po wojnie, przez modele XK 120, przez E-type aż do pięknego XK radziła sobie raz lepiej raz gorzej. W 1989 r. Jaguara przejął Ford, co niekoniecznie pomogło luksusowej marce. Niedawno brytyjski producent znowu zmienił właściciela. Poszedł, wraz z Land Roverem, za dwa miliardy dolarów, kupcem jest hinduska potęga Tata Motors. Są nowe pieniądze, są nowe chęci.

Nieliczne dla nielicznych

Sztandarowym projektem deweloperskim Marvipolu pozostaje Prosta Tower. Ma solidne podstawy, czyli pięć podziemnych poziomów. Ich budowa zajmie 13 miesięcy. „Apartamenty dla nielicznych” — reklamuje się spółka, wspomagając się zdjęciem uśmiechniętej ślicznotki. Z nieoficjalnych informacji wiemy, że miejsc dla nielicznych zostało kilkanaście.

Się jeździ, się mieszka, się liczy

205

tys. dol Tyle potrafi kosztować dobrze zachowany egzemplarz jaguara SS100 z 1935 r.

32

tys. zł Nawet tyle trzeba zapłacić za metr apartamentu w budynku Prosta Tower.

10,1

mln zł Tyle zysku w 2007 r. przyniósł Marvipol.

Co papier zniósł

Prospekt Marvipolu, wśród setek stron pełnych tabelek, oświadczeń rewidentów i prawniczego języka ma ciekawostki. Dowiadujemy się, że spółka ma pawilon przy jednej z głównych ulic w Warszawie, czyli ul. Jana Pawła II. Rzeczoznawca wycenił go na ponad 880 tys. zł. Do tego dochodzą spore działki w rejonie jeziora Śniardwy o wartości od 730 tys. zł przez 850 tys. zł do nawet 3 mln zł. Spółka ma także lokal użytkowy przy ul. Koszykowej w Warszawie, w którym mieści się popularna księgarnia. Nie tylko dobra lokalizacja, ale także ponad 150 mkw. powierzchni uzasadniają wycenę na 1,8 mln zł. Z kolei spółka Cosinda Holdings Limited, będąca udziałowcem Marvipolu, ma siedzibę w słonecznej Nikozji na Cyprze.

Karol Jedliński

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Karol Jedliński

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy