W rezultacie notowania ropy naftowej zakończyły miniony tydzień „nad kreską”. Cena ropy Brent wydobywanej z dna Morza Północnego wzrosła o 0,6%, czyli o tyle samo co WTI, jej handlowy odpowiednik za oceanem. Minimalny ruch w dół, ale chyba tylko ze względu na muzułmański rytm pracy tygodnia, wykonał referencyjny 12-gatunkowy koszyk OPEC (–0,1%). Weekendowym komentarzom „techników”, co do neutralności dolara w perspektywie kilku dni, towarzyszy spore prawdopodobieństwo jednoczesnego osłabiania się też euro i franka. To z kolei pozwala zakładać, że decydujące znaczenie będą miały w tym tygodniu czynniki makroekonomiczne i europejska polityka. W pierwszym przypadku chodzi w szczególności o dane na temat kwietniowej sytuacji na rynku pracy w Stanach Zjednoczonych. Istotność tego czynnika dla rynku ropy jest niemal zawsze trudna do przecenienia (USA to nawet ¼ globalnego popytu na te paliwa), ale w obecnej sytuacji może on przesądzić z jakim znakiem arytmetycznym ropa zakończy ów tydzień. Prognozy dotyczące przyrostu zatrudnienia (poza sektorem rolniczym) są jednak dość rozchwiane, gdyż zakładają od 120 tys. (np. Nomura) do 195 tys. etatów (np. MarketWatch). Z drugiej strony, nie można zapominać o polityce. Gra rynków walutowych pod zwycięstwo w I turze oraz przewagę w sondażach przed II turą - dla Francois Hollande`a z uwzględnieniem rezultatu wyborów parlamentarnych w Grecji, równie dobrze mogą być podstawową przyczyną osłabienia się kursu eurodolara. W efekcie szanse na tygodniową progresję wartości kontraktów na ropę wydają się więc wcale nie takie małe.
Taki tok myślenia pozwala formułować adekwatny scenariusz dla złota, które w zeszłym tygodniu podrożało (w obrocie elektronicznym +1,1%, a na fixingu +2,2%) dochodząc do ok. 1663 USD/oz. Zdaje się, że w kontekście nadchodzących rozstrzygnięć wyborczych we Francji i Grecji kruszec szybciej niż „morficznie” powiązana z nim ropa, zaczął antycypować wpływ polityki na krótkoterminowy kurs eurodolara. Przy czym, warto pamiętać, że pierwszą górną linię oporu dla złota chartyści wykreślają w okolicach 1700 USD/oz.
Gorzej niż „żółty metal” radziło sobie ostatnio srebro. Ceny tego „pośledniejszego” metalu szlachetnego, skurczyły się w poprzednim tygodniu o 1,1% i 1,4% (w handlu sieciowym) oraz o 0,06% (w ramach fixingu). Kierunek zmiany kursu srebra jest o tyle zaskakujący, że w trakcie minionego tygodnia wyraźnie drożały metale, czyli także przemysłowe, a srebro niemal w 2/3 (ze względu na zastosowanie) takim metal jest. Zeszłotygodniowe wzrosty cen (spotowych) w tym segmencie rynku towarowego wyniosły w przypadku: aluminium (+1,6%), cyny (+5,1%), cynku (+1,1%), miedzi (+3,9%), niklu (+2,8%), a ołowiu (1,2%). Tak „szeroka” progresja segmentu tzw. metali strategicznych spowodowana była nie tyle ewentualnymi sygnałami poprawy koniunktury gospodarczej na świecie, lecz najprawdopodobniej grą pod oczekiwane osłabienie euro w kontekście powyborczych obaw o los Unii Europejskiej, wyrażany spodziewanym atakiem spekulantów na francuskie CDS-y. Jeśli trzymać się tej linii, to jest spora szansa, aby także na metalach zdyskontować nadchodzące wybory pod Wieżą Eiffla i Akropolem.
Dużą zmiennością nastrojów na poszczególnych segmentach towarowych legitymuje się ciągle rynek towarów spożywczych. W ubiegłym tygodniu mieliśmy silny wzrost cen zbóż (poza egzotycznym w tym środowisku ryżem, który potaniał o 3,3%). Wzrastały ceny kontraktów na kukurydzę (+2,5%), soję (ziarno +2,6%, śruta +5,1%) oraz pszenicę (+5,2% i jej amerykańską odmianę Kansas +3,2%). Story dla zbóż buduje teraz nie tylko zbyt mało deszczów w Ameryce Południowej (Brazylia), ale także ewentualne embargo na dostawy tych płodów rolnych z Argentyny, jako retorsji za wywłaszczenie hiszpańskiego Repsola przez rząd w Buenos Aires z kontrolnego pakietu udziałów w petrochemicznym koncernie YPE.
Wobec powyższego inaczej powinno się chyba patrzeć na obserwowany w zeszłym tygodniu powrót do spadków „parkietu mięsnego”. Notowania wieprzowiny (chudej) obsunęły się o 1,8%, a wołowiny o 2,1% (tuczniki) i 2,2% (żywiec). Biorąc pod uwagę fakt, że Argentyna zalicza się do wiodących na świecie dostawców wołowiny (5 miejsce z ok. 5% udziałem w skali globu), trzeba liczyć się z tym, iż w odwecie za ową renacjonalizację, zakaz importu z tego kraju mógłby też objąć i ten rodzaj mięsa. To przynajmniej w pierwszym okresie zwiększyłoby najprawdopodobniej presję popytową.
O 1,1% wzrosły wartości kontraktów na bawełnę, której najwyraźniej sprzyja petryfikacja wysokich cen ropy naftowej, ograniczającej substytucyjność ze strony syntetycznej odzieży. Niezmiennie potwierdzają się wysłane wcześniej, ostrzegawcze sygnały względem cukru, którego w tym roku ma być pod dostatkiem. Kontrakty na biały cukier potaniały w ubiegłym tygodniu o 0,6%, zaś na nierafinowany, trzcinowy o 3,2%.
Regres kontynuują również notowania soku pomarańczowego (w tygodniu o 3,0%) i kawy (Arabika o 1,4%, Robusta o 3,3%). Pomimo obserwowanego od roku trendu spadkowego dla tej używki warto też pamiętać o dwóch istotnych kwestiach. Po pierwsze, szacunki całkowitej produkcji wszystkich krajów eksportujących kawę w sezonie uprawnym 2011/2012 to ok. 131 mln worków wobec 134,2 mln worków w sezonie 2010/2011. Po drugie, Światowa Organizacja Kawy (International Coffee Organization) stale zwraca uwagę na brak deszczów w kawowych obszarach Brazylii, tj. mezoregionie Zona da Mata wchodzącego w skład stanu Minas Gerais oraz stanach Espirito Santo i Bahia.
Kolejny tydzień (tj. trzeci z rzędu) drożało kakao, tym razem wzrost kursu wyniósł 1,7%. W sumie od początku drugiej dekady kwietnia progresja wartości kontraktów na kakao wyniosła 9,1%. Teraz rynek będzie oczekiwał na kwietniowy raport z rynku, który istotnie powinien stymulować ceny ziaren w maju.
Duża zmienność nastrojów na rynku towarów
Gorsze zarówno od tzw. konsensusu oczekiwań (2,4%), jak i okresu poprzedniego (3,0%) tempo wzrostu amerykańskiej gospodarki w I kwartale br. - na poziomie 2,2% (w ujęciu kw./kw.), wywołało symptomy ponownej presji na Fed, a tym samym i na dolara.