Kasy chorych hamują inwestycje w szpitale
Zamykanie nierentownych publicznych placówek może pomóc komercyjnym
W Polsce działa tylko kilka prywatnych szpitali. Zaledwie trzy z nich oferują leczenie wieloprofilowe. W 2002 roku ruszy kolejna placówka. Wartość inwestycji Medicoru oceniana jest na 20 mln EUR (74 mln zł).
W Polsce są tylko trzy wieloprofilowe prywatne szpitale, posiadające minimum cztery oddziały, salę operacyjną, laboratorium czy oddział intensywnej opieki medycznej. Są to: warszawski szpital Damiana, krakowski Zakonu Bonifratrów i poznańska Korvita. Zakon przejmuje obecnie kolejny szpital w Łodzi. W maju budowę szpitala zapewniającego pełen serwis rozpocznie Centrum Medyczne Medicor, posiadające trzy kliniki w Trójmieście. Budowa zostanie zakończona w połowie 2002 roku.
Potrzebny kapitał...
Niektórzy przedstawiciele prywatnych szpitali przyznają jednak, że tworzenie ich jest jeszcze w Polsce mało opłacalne. Budowa od podstaw pochłania duży kapitał. Wojciech Kornowski, prezes Korvita Szpitale Prywatne, szacuje, że inwestycja w nowoczesny szpital mający 200-250 łóżek to koszt rzędu 30 mln USD (123 mln zł). Gary Lustgarten, dyrektor wykonawczy, pełnomocnik zarządu w Medicorze, twierdzi, iż planowana budowa obiektu dysponującego 50-60 łóżkami pochłonie 20 mln EUR (74 mln zł). W inwestycję ma być zaangażowany głównie kapitał polsko-szwajcarski. Pierwsze zyski mają się pojawić już po pierwszym roku.
Robert Błaszczyk, dyrektor ds. marketingu w Centrum Damiana, twierdzi, że inwestycja polsko-austriackiego kapitału w placówkę liczącą 40 łóżek wyniosła około 5 mln USD (20,5 mln zł). Gary Lustgarten podkreśla, że mimo wysokich kosztów przedsięwzięcia w Polsce jest wielu chętnych do budowy prywatnych szpitali, gdyż rynek ten wciąż nie jest zagospodarowany.
Zdaniem inwestorów, nie opłaca się jednak przejmować publicznych szpitali, gdyż żaden z nich nie spełnia norm europejskich. Niektórzy twierdzą wręcz, że połowa publicznych szpitali jest tyle warta, co grunt pod jednym z nich.
...ubezpieczyciele...
Liczba szpitali zacznie szybciej rosnąć, gdy ruszą prywatne ubezpieczenia medyczne. Nie wszyscy jednak podzielają tę opinię.
— Nasze ceny skalkulowane są pod kątem pacjenta, marża wynosi tylko około 10 proc. Towarzystwa ubezpieczeniowe podpisując umowy będą zaś oczekiwały zniżek — mówi Robert Błaszczyk.
Przykładem może służyć Wielka Brytania, w której po kilku latach od wejścia komercyjnych ubezpieczeń medycznych, większość prywatnych ośrodków zdrowia miała kłopoty finansowe. Dopiero powołanie konsorcjum tego typu placówek, które wspólnie negocjowało ceny, pozwoliło wyjść tym firmom na prostą. Podobna sytuacja może czekać firmy medyczne w Polsce.
...i reforma kas
Prywatnym ośrodkom opieki zdrowotnej potrzebne są prywatne ubezpieczenia, bo to ułatwia pozyskanie klientów. Przyśpieszenie rozwoju prywatnej opieki zdrowotnej, leży — zdaniem specjalistów — w gestii kas chorych. Powinny one bowiem realizować wcześniejsze założenia — zamykać nierentowne placówki (w Warszawie jest o 30 proc. szpitali za dużo), pieniądze natomiast powinny iść za klientem i to on powinien decydować, jaką placówkę wybiera. Według specjalistów, Polacy wydają rocznie na prywatną opiekę zdrowotną od 5 do 10 mld zł.
— Na reformę kas chorych potrzeba 2-3 lat, kolejne 2-3 lata zajmie wprowadzanie firm ubezpieczeniowych do tego sektora, czyli za jakieś 6 lat możemy mieć sprawną opiekę medyczną — uważa Robert Błaszczyk.
Wojciech Kornowski dodaje natomiast, że dopóki nie powstaną konkurencyjne prywatne kasy chorych, dopóty nie będą powstawać też szpitale. A ich rozwojem powinno być też zainteresowane państwo.
— Konieczne jest kapitałowe powiązanie między prywatnymi szpitalami a prywatnymi kasami chorych. Na zwrot inwestycji w szpital trzeba czekać od 5 do nawet 15 lat. Z naszych wyliczeń wynika, że przy rentowności kas wynoszącej 5 proc. i przy założeniu, że do prywatnych przejdzie 25-30 proc. ubezpieczonych w publicznych kasach, w ciągu trzech lat zwracają się inwestycje w budowę 15 nowoczesnych szpitali — mówi Wojciech Kornowski.