Duże wymagania utrudnią negocjacje

Mira Wszelaka
opublikowano: 2002-02-27 00:00

Zamiast usztywniać stanowisko w sprawie większych dopłat rolnych w pierwszym roku członkostwa w UE, politycy i negocjatorzy powinni pomyśleć o mechanizmach zabezpieczających przyszłość krajowego sektora rolnego po 2006 r., czyli po reformie Wspólnej Polityki Rolnej.

Stanowisko Komisji Europejskiej, dotyczące dopłat dla rolnictwa, jest na szczęście wstępną propozycją do dalszych negocjacji — twierdzi Andrzej Kowalski, dyrektor Instytutu Ekonomiki Rolnictwa i Gospodarki Żywnościowej oraz kierownik katedry agrobiznesu SGH.

— Proponowane rozwiązania stawiają polskich rolników w trudnej sytuacji. Jednak w zawartych propozycjach nie wielkość dopłat bezpośrednich, ale długość okresu przejściowego oraz brak mechanizmów chroniących nasz rynek są największym zagrożeniem — twierdzi Andrzej Kowalski.

Przypomnijmy, że KE proponuje 25-proc. dopłaty i ich wzrost do 100 proc. w 2013 r.

Dyrektor podkreśla, że utrzymanie dualnego charakteru Wspólnej Polityki Rolnej w tak długim okresie utrwaliłoby podział na „stare” i „nowe” kraje członkowskie oraz uniemożliwiłoby procesy restrukturyzacji polskiego rolnictwa.

— Zaakceptowanie tak długiego okresu przy zaproponowanych warunkach stanowiłoby realne zagrożenie dla zdolności konkurencyjnych wielu polskich gospodarstw towarowych, w tym przede wszystkim silnych ekonomicznie. Negocjatorzy powinni zatem zabiegać także o możliwość wprowadzenia mechanizmów ochronnych, nie praktykowanych obecnie w krajach UE, w przypadku pojawienia się zjawisk ekonomicznych czy społecznych, które obecnie trudno przewidzieć — uważa Andrzej Kowalski.

Zachowanie stawek celnych nie wchodzi — jego zdaniem — w rachubę, gdyż stałoby to w ewidentnej sprzeczności z zasadami jednolitego rynku. Dlatego należałoby zrobić wszystko, by w rozwiązaniach nie wykraczać poza horyzont 2006 r., kiedy będą przyjmowane nowe założenia do budżetu UE, a WPR ulegnie modyfikacji. Niebezpieczna jest też sugestia Brukseli o przyznaniu dopłat każdemu gospodarstwu o areale 0,3 ha, co jest ewidentnym krokiem w kierunku dekoncentracji nawet tych skromnych środków, jakie nam przyznano.

— Zanim bankrutujący rolnicy i ich rodziny znajdą zatrudnienie w innych sektorach, z pewnością zasilą szarą strefę, także za granicą. Ich niezadowolenie i konieczność opieki państwa mogą drogo kosztować nie tylko Polskę, ale również Unię — przestrzega Andrzej Kowalski.

Sama Polska jednak przyłożyła rękę do takiego scenariusza.

— Do tej pory nie byliśmy w stanie zreformować polityki rolnej, dzieląc ją na dwie części: grupę gospodarstw towarowych, które produkują na rynek, oraz tych, które zajmują się produkcją niemal wyłącznie na własne potrzeby — twierdzi Andrzej Kowalski.

Skomplikować negocjacje mogą zbyt wygórowane ambicje w sprawie limitów.

— Rolnicy wiedząc o tym, że na niektóre zboża w UE przysługują dopłaty, z roku na rok systematycznie powiększali areały, nie sugerując się jakością gleby. To dało Unii podstawy do wyliczenia zbyt niskich plonów referencyjnych, czyli wydajności z hektara, które decydują o wielkości dopłat. Polska wystąpiła o 3,61 tony z ha, podczas gdy KE wyliczyła jedynie 2,96 ton z ha. Dlatego ważne jest, by walczyć o wyższy pułap wydajności. Polska nie powinna natomiast zwiększać areału pod zasiew zboża, gdyż w tym względzie osiągnęliśmy już górny poziom możliwości (9 mln ha, czyli tyle co we Francji). Czas pomyśleć o racjonalizacji, czyli m.in. zasiewie zbóż na odpowiednich glebach, oraz koncentracji na uprawie zbóż intensywnych pszenicy i jęczmienia, ograniczając powierzchnię żyta czy owsa — proponuje Andrzej Kowalski.

Zdaniem Andrzeja Kowalskiego, jednym z najważniejszych postulatów Polski powinna być obrona stanowiska w sektorze produkcji mleka.

— Warunki, jakie zaproponowała Unia, są daleko niesatysfakcjonujące, szczególnie w odniesieniu do ograniczeń w produkcji dla sektora przetwórczego — podkreśla Andrzej Kowalski.

Polska wystąpiła o możliwość produkcji 11,217 tys. ton mleka w 2003 r., która w 2008 r. mogłaby wzrosnąć do 13,740 tys. ton. Tymczasem KE proponuje nam 8,875 tys. ton.