Specjalne maszyny przygotowuje się na indywidualne zamówienia odbiorców i przeznaczone są do nietuzinkowych zadań. Niektóre są tak wielkie, że składa się je na miejscu eksploatacji. Czasami muszą pracować przez całą dobę i okrągły rok, by koszt ich wykonania się zwrócił. Oczywiście na świecie są większe, cięższe i droższe maszyny, ale przejazd polskiej „zaledwie” 240-metrowej koparki, na każdym zrobi wrażenie. Te maszyny naprawdę pracują w Polsce i można powiedzieć, że mają ręce - a raczej łychy i haki - pełne roboty.
Nie tylko budowa
Próżno szukać największych koparek na placach budów. Koparki giganty znalazły zastosowanie w kopalniach odkrywkowych. W Polsce w kopalniach węgla brunatnego i kruszyw. Ta największa pracuje w PGE KWB Bełchatów i służy do zdejmowania nadkładu (czyli tego co zalega nad pokładami węgla brunatnego). SchRs 4600x50 (numer zakładowy K.41), bo taką ma nazwę – to prawdziwy gigant, a zarazem największa koparka w Polsce. Waży ponad 7200 ton i ma 209 metrów długości. Pracująca w bełchatowskiej kopalni K.41 ma 64 m wysokości, co odpowiada mniej więcej 22-piętrowemu budynkowi mieszkalnemu. Jej teoretyczna maksymalna wydajność to ok. 10 000 metrów sześciennych na godzinę. Tak wysoka sprawność maszyny jest niezbędna, by utrzymać ciągłość pracy i w konsekwencji dostaw węgla do elektrowni. Co ciekawe, koparka napędzana jest silnikami elektrycznymi.
Gigant na kółkach
Stalowy olbrzym to Liebherr LG 1750. Ma ponad 18 metrów długości. Sto ton waży tylko ta część, która jeździ. Po rozłożeniu pełnej długości ramienia i obciążeniu jej balastem, maszyna waży prawie tysiąc ton. Pojazd napędza 600-konny silnik, a całość stoi na ośmiu skrętnych osiach. To największe tego typu urządzenie w Polsce. Maksymalna długość ramienia to 190 m i na taką wysokość Liebherr LG 1750 może podnieść aż 23 tony. Jednakże jego udźwig całkowity wynosi 750 ton. Cały osprzęt niezbędny do postawienia dźwigu dowożony jest ciężarówkami. Ale samo przygotowanie kolosa do pracy może potrwać nawet trzy dni. LG 1750 pracować będzie głównie przy budowie siłowni wiatrowych i wiaduktów.
Do niedawna największy w Polsce Herkules – bo tak się nazywał dźwig, mógł unieść 500 ton. Zdeklasowany olbrzym porusza się na dwóch gigantycznych gąsienicach. Jedna z jego bardziej spektakularnych akcji, to podźwignięcie w całości i przestawienie 145 tonowego wiaduktu na trasie Warszawa - Gdańsk. Operacja ta była niezbędna, by dokonać remontu stalowej konstrukcji mostu.
Wodny siłacz
Największy w Polsce dźwig pływający nosi niepozorne imię Maja. Na haku głównym jest wstanie unieść 300 ton. Posiada również hak pomocniczy o nośności 100 ton. Maja wyposażona jest w napęd umożliwiający jej samodzielne poruszanie się po wodach portowych i przybrzeżnych. Dodatkowo posiada pokład ładunkowy, na który, po obrocie ramienia, może położyć i transportować ładunek o masie nawet 800 ton. Koszt pracy Mai zaczyna się od 530 euro za godzinę. Drugim co do wielkości żurawiem pływającym jest Gucio, którego udźwig na haku głównym wynosi „zaledwie” 200 ton.
Kolos na drodze
Choć próżno u nas szukać samochodów takich jak wywrotka Liebherr T 282B (który jest obecnie największym samochodem na świecie – ma ponad 7 m wysokości i 592 tony dopuszczalnej masy całkowitej), to i tak na naszych szosach spotkać czasem można pojazdy przypominające bardziej składy kolejowe niż ciężarówki. Służą one do przewożenia konstrukcji o bardzo dużych rozmiarach. Naczepy modułowe, bo tak brzmi ich fachowa nazwa mogą osiągać nawet 48 metrów długości, a masa transportowanego ładunku dochodzić może do 200 ton. Na takich naczepach przewozi się chociażby śmigła do siłowni wiatrowych.



