Duży może więcej? Nie zawsze tak jest

RADOSŁAW ZAŁOZIŃSKI
opublikowano: 2012-02-24 00:00

CO MYŚLI RYNEK

RADOSŁAW ZAŁOZIŃSKI

dyrektor departamentu zabezpieczeń KGHM

Pomimo rekordowych cen miedzi, srebra i złota ubiegły rok okazał się wyjątkowo trudny dla funduszy hedgingowych. Średnia stopa zwrotu funduszy działających na różnych rynkach, według danych Hedge Fund Research, ukształtowała się znacznie poniżej oczekiwań przeciętnego inwestora i wyniosła -5,2 proc. Fundusze działające na rynku akcji straciły średnio ponad 8 proc., natomiast te aktywne na rynku towarowym były ponad 17 proc. pod kreską. Początek nowego roku to czas podsumowań i rozliczeń. Czy inwestorzy przełkną gorzką pigułkę i przyznają kredyt zaufania na kolejny okres?

Nic nie wskazuje na to, by z funduszy hedgingowych masowo wypływał kapitał. Nadal brakuje atrakcyjnych miejsc lokowania kapitału, a banki centralne (BOJ, BOE czy EBC) po okresie odpoczynku przystąpiły czynnie do dalszego drukowania pieniędzy, które gdzieś będą musiały zostać ulokowane. W sytuacji ogromnej zmienności dużo lepiej radziły sobie małe fundusze, mające znacznie większą elastyczność niż duże, które w wielu przypadkach stały się zakładnikami wielkości swoich aktywów. Dobrym przykładem jest flagowy fundusz Johna Paulsona — Advantage Plus, który stracił ponad 50 proc., głównie na inwestycjach w akcje Citigroup oraz Bank of America.

Hasło „Duży może więcej” nie zawsze najwyraźniej się sprawdza. Mniejsze fundusze mogą bardziej elastycznie reagować na wydarzenia na rynku finansowym i na rynku funduszy widoczne są obecnie dwie wyraźne tendencje. Wielu zarządzających funduszami po osiągnięciu określonego progu kapitału (od 250 do 750 mln USD) przestaje poszukiwać dodatkowych inwestorów, nie chcąc osiągać skali utrudniającej sprawne zarządzanie. Bycie małym ma jednak także swoje gorsze strony, które wpływają na obserwowaną obecnie drugą tendencję na rynku funduszy, opisaną ostatnio przez „The Economist”. Duży fundusz może sobie pozwolić na przejściowy spadek wartości aktywów, utrzymując się wyłącznie z wystarczająco sowitej opłaty za zarządzanie (około 2 proc.). Małe fundusze muszą w większym stopniu polegać na premii za wyniki i kiedy przedłuża się okres niskich bądź ujemnych stóp zwrotu, mają problemy z utrzymaniem się na rynku.

W ostatnich miesiącach pojawiła się prawdziwa fala małych funduszy wycofujących się z rynku. Nie dzieje się to jednak za sprawą inwestorów wycofujących kapitał, jak w 2008 r., ale ze względów finansowych. Wycofujący się uznają osiągane korzyści za niewystarczające w stosunku do stresu, jakiego doświadczają. Małe fundusze co prawda dają szansę na lepszy wynik, ale oczywiście za cenę akceptacji większego ryzyka. Więksi gracze muszą działać bardziej strategicznie i na mniejszej dźwigni finansowej, zatem mniej ryzykownie. Pomimo ogromnych strat funduszu Paulsona inwestorzy nadal pokładają zaufanie w miliarderze, który trafnie obstawił upadek rynku kredytów hipotecznych w USA. Najwyraźniej liczą, że ponownie wygra zakład z rynkiem. Z komentarzy, przynajmniej tych oficjalnych, wynika, że obecnie obstawia on rychłe bankructwo Grecji i nadal wierzy w złoto. W tym roku okaże się, czy ponownie ma rację.