Giełdowi operatorzy sieci restauracji mieli bardzo udany drugi kwartał. Inwestorzy giełdowi już dyskontują spodziewaną wysoką dynamikę spółek w letnich miesiącach, które tradycyjnie są okresem żniw.
W ostatnich dwóch miesiącach kurs akcji Amrestu zyskał ponad 40 proc., niwelując dyskonto, z jakim notowany był wobec niedawnego debiutanta Sfinksa, który dał w tym czasie zarobić ponad 10 proc. Obecnie szacowane P/E dla obu spółek jest niemal równe i wynosi dla Amrestu 23,1, a dla Sfinksa 22,7. Średnia dla branży handlowej wynosi około 21. W efekcie obie spółki są notowane z premią do giełdowej branży. Wydaje się jednak, że jest ona w pełni uzasadniona. Trend wzrostowy kursu ich walorów powinien być kontynuowany.
Amrest i Sfinks to ulubieńcy inwestorów giełdowych, którzy nastawieni są na systematyczne budowanie wartości firmy w dłuższym terminie. Niewiele spółek na GPW oferuje jasny, nieskomplikowany i sprawdzony model biznesowy, poparty bardzo dobrymi perspektywami rozwoju rynku. Okazuje się, że w tych warunkach konsekwentna realizacja strategii jest najskuteczniejszym sposobem na zyski i wzrost wartości. Wartość rynku restauracji jest obecnie szacowana na przeszło 16 mld zł, a jego dynamika w najbliższym roku na blisko 10 proc. Obie spółki zarządzające sieciami restauracji rozwijają się znacznie szybciej — w tempie wyraźnie ponad 20-procentowym. Giełdowi operatorzy są w ścisłej czołówce pod względem liczby lokali. Poza nimi największymi sieciami dysponują McDonald’s oraz Telepizza.
Amrest jest franczyzobiorcą marek Pizza Hut i Kentucky Fried Chicken (KFC). W tym roku otworzył zapowiadane przy debiucie dwie własne placówki nowego typu, czyli Rodeo Drive (dania mięsne z grilla dla zamożniejszych klientów) i Freshpoint (sprzedaż kanapek). Chce mieć do końca tego roku łącznie od 10 do 15 takich restauracji. W sumie na rynku polskim firma dysponuje 132 lokalami. Ponadto Amrest jest obecny również na rynku czeskim (43 lokale) i węgierskim (16). Sfinks zarządza obecnie siecią 82 lokali z logo Sphinx oraz siedmiu pod nazwą Chłopskie Jadło. Spółka mocno inwestuje w sieć. Tylko w ubiegłym roku powstało 17 nowych Sphinksów, a dzięki giełdzie tempo otwierania nowych lokali ma skoczyć do nawet 26 rocznie.
Szybko rosnąca skala działalności firm pozwala oczekiwać, że dotychczasowe wysokie tempo rozwoju zostanie utrzymane. Amrest zarobił w drugim kwartale 13,6 mln zł, czyli ponad dwa razy więcej niż w tym samym okresie ubiegłego roku. Przychody wyniosły 147 mln zł i były o 21 proc. wyższe niż rok temu. Wysoką dynamikę spółka zawdzięcza głównie wzrostowi obrotów lokali KFC, o których kondycję można było mieć obawy w obliczu ptasiej grypy. Okazuje się, że zwrot menu w kierunku tzw. zdrowej żywności zniwelował psychologiczny wpływ zagrożenia epidemią. Tymczasem przychody Sfinksa w drugim kwartale wzrosły do 39,3 mln zł, czyli 23 proc. w stosunku rocznym. Zysk netto (3,5 mln zł) wzrósł o 66 proc.
Pod względem obrotów Amrest jest czterokrotnie większy od Sfinksa. Oferuje również udział w atrakcyjnych turystycznie rynkach Czech i Węgier, a ponadto rozpoczyna działalność na Ukrainie. Dla Sfinksa ekspansja zagraniczna to dopiero przyszłość, ale za to udanie wszedł w segment zamożnych klientów (Chłopskie Jadło). Amrest dopiero bada tu grunt (Rodeo Drive).
Ciekawie prezentuje się koszt otwarcia lokalu w przypadku obu spółek. W sieci Sphinx wynosi on około 1 mln zł, w Chłopskim Jadłe 0,8 mln zł, a Rodeo Drive — aż 5-6 mln zł. Nie dziwi więc zdecydowanie wyższa rentowność Sfinksa niż Amrestu. Ich marża operacyjna wynosi odpowiednio 13,78 i 5,88. Za to obie firmy charakteryzuje wysoka rentowność kapitału własnego: ROE wynosi ponad 20 proc. W tej sytuacji nie dziwi liczna reprezentacja instytucji finansowych w akcjonariacie obu spółek.